Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że susza spowoduje duży wzrost cen żywności?

Wywiad

Rowery nie zastąpią samochodów, ale ….

Rozmowa z Wiesławem Bełzem, prezesem stowarzyszenia Rowerowe Katowice

ilustracja

- Obawiam się, że nie do końca jestem zwolennikiem środowiska, które reprezentuje pana stowarzyszenie. Też jeżdżę na rowerze, ale rowerzyści to często utrapienie naszych miast, aroganccy użytkownicy dróg. Wielu lekceważy przepisy, na przejściach i chodnikach zachowują się jak święte krowy. Co właściwie chcecie osiągnąć
w ramach waszej organizacji?

- Rowerowe Katowice powstały w 2015 roku (a więc stosunkowo niedawno) na fali wzrastającej popularności roweru, jako środka komunikacji miejskiej. Rok wcześniej rada miasta Katowice uchwaliła „politykę rowerową”, która stawiała za cel uczynienie roweru równoprawnym środkiem komunikacji,
a w związku z tym budowę rozwiniętej infrastruktury komunikacyjnej, takiej jaką możemy zaobserwować w większości miast zachodniej Europy, a i w wielu miastach kraju. Naszym celem jest konsolidacja środowiska rowerowego i wspieranie tych zmian.
- Obawy które posiadam, nasilił pan jeszcze bardziej!
- Rowerzystów o których pan mówi lepiej edukować, uczyć zachowań w ruchu, niż potępiać. Środowisko rowerowe, właściwie wszędzie w świecie, także tu na Śląsku, jest bardzo zróżnicowane. W jego ramach jest silne grono sportowców - kolarzy oraz długodystansowych turystów weekendowych, jednak największą część stanowią osoby wykorzystujące rower użytkowo, do poruszania się po mieście. Nasze stowarzyszenie, jak sama nazwa wskazuje, nakierowane jest na tę właśnie grupę. Przecież to właśnie na tę grupę nakierowane są rowery miejskie, coraz popularniejsze w Katowicach czy Tychach.
- Czyli chodzi wam o to, aby w miastach Metropolii wszyscy poruszali się na dwóch kółkach?
- To się już właściwie dzieje! Choć z pewną modyfikacją. Lawinowo przybywa osób nie tylko jeżdżących na rowerze, co na innych dwukółkach – hulajnogach oraz mutacjach seagwaya, czyli mini-pojazdach, posiadających tylko jedną oś (dwa kółka obok siebie) z mini platformą dla „kierowcy” pośrodku. Jest ich już wiele.
- I to jest według was przyszłość komunikacji miejskiej?
- I tak i nie. Na krótkich dystansach na pewno tak. Proszę spojrzeć, większość „podróży” jakie odbywamy, mieści się w przedziale od kilkudziesięciu metrów (np. po zakupy do sklepu) do kilku kilometrów. Dalsze odbywamy zazwyczaj raz dziennie, na ogół jest to dojazd do miejsca pracy i z powrotem (nowocześni pracodawcy starają się pozyskiwać pracowników z szeroko rozumianych okolic firmy). Tak więc, większość pokonywanych w miastach dystansów, to takie, które nadają się do poruszania piechotą lub różnymi dwukółkami. Rządzący powinni z tego wyciągnąć wnioski.
Tradycyjne chodniki, powstałe koncepcyjnie w XIX wieku, są przeznaczone zasadniczo tylko do poruszania się piechotą. Drogi rowerowe, gabarytowo do ich podobne, mają wyrównaną nawierzchnię (asfalt) i nie są poprzecinane krawężnikami. Pozwalają na znacząco szybszą jazdę (od kilku do około dwudziestu kilometrów na godzinę). To jest właśnie przyszłość komunikacji. Niestety takich tras
w naszym regionie jest stosunkowo niewiele. Pracujemy nad tym aby ich przybywało! Aby było dobre rowerowe połączenie Katowic z Tychami, z Mikołowem. I tego Mikołowa z Tychami też. Rowerowe Katowice starają się być ciałem doradczym dla tych, którzy o tym decydują.
I niech nazwa Katowice nie myli, bo przecież sfera naszego zainteresowania nie kończy się tam, gdzie tabliczka Katowice jest przekreślona, a pojawia się inna, Tychy. •

Rozmawiał Dariusz DYRDA

Wywiad

ilustracja

Z dr hab. Małgorzatą Myśliwiec, tyszanką, profesorem Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Dariusz Dyrda

W czerwcu przez Polskę przetoczyła się dyskusja o decentralizacji, w tym samym miesiącu Sejm RP po raz piąty odrzucił projekt ustawy o śląskim języku regionalnym. O obu tych sprawach rozmawiamy z najbardziej znanym na Górnym  Śląsku komentatorem politycznym, prof. Małgorzatą Myśliwiec, politologiem z Tychów.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Morwa - repertuar do nadrobienia

Mało się o niej mówi mimo, że morwa to roślina znana od tysiącleci. Jej owoce, które przypominają śląskie ostrenżyny czyli polskie jeżyny, albo dzikie maliny sugerują, że morwa to po prostu krzak. Nic bardziej mylnego – to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet do 10 metrów wysokości i przetrwać nawet 250 lat. W Polsce nie wzięła się przez przypadek, a na jej historię i właściwości warto zwrócić uwagę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy