Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Co myślisz o księdzu, który zrzucił sutannę

Wywiad

Poparcie dla aspiracji Ślązaków

Z Łukaszem Kohutem, liderem partii Wiosna na nasze województwo rozmawia Dariusz Dyrda

ilustracja

- Łukasz, politycznym wydarzeniem minionego weekendu była konwencja partii Roberta Biedronia, teraz już wiemy, że o nazwie Wiosna. Stałeś zaraz koło niego, a województw jest kilkanaście. To dowód znaczenia naszego województwa w tej partii?
- To chyba przede wszystkim wynika z tego, że jestem koordynatorem regionalnym na trzy województwa: śląskie, małopolskie i opolskie. Więc spory kawał Polski. Znamy się od lat, gdy był posłem, nieraz mu w różnych akcjach pomagałem, więc gdy mi zaproponował tę funkcję, ale i harówę, powiedziałem, że przyjmuję, ale pod jednym warunkiem. Że doceni Śląsk, a zwłaszcza śląskich autochtonów. Na razie mnie nie zawiódł, a uznanie ślonskij godki trafiło do głównego programu partii Wiosna.
- I w ramach doceniania Śląska chcecie do 2035 roku zamknąć wszystkie kopalnie? Przecież to nie one zanieczyszczają środowisko, a elektrownie, a palenie węglem. Co się poprawi, jeśli zamkniecie kopalnie, a elektrownie węglowe będą palić węglem ruskim? Może lepiej byłoby ogłosić, że do 2035 roku zamknięte zostaną elektrownie węglowe?
- Prezydent Andrzej Duda może bajdurzyć, że węgla jest u nas na sto, dwieście, tysiąc lat, ale prawda jest taka, że większość kopalń i tak skończy żywot do 2035 roku, z braku pokładów do wydobycia. Sami górnicy wiedzą to doskonale. Owszem, wiem, jest węgiel, 1000 czy 1200 metrów pod ziemią. Ale nie ma technologii, która pozwala z takich głębokości wydobywać go konkurencyjnie w stosunku do zagranicznych, którzy kopią go odkrywkowo. Mamy kopać, nie patrząc na koszty, tylko po to, by kopać? Wreszcie koszty to nie tylko cena wydobycia. Ja sam mieszkam na szkodach górniczych, widzę wszędzie poankorowane domy, pękające ulice, rozrywane wodociągi. Większość naszych miast cierpi na przewlekłą chorobę zwaną szkody górnicze. Gdziekolwiek ma nie powstać nowa kopalnia, ludzie protestują. U was, w Pszczynie, Kobiórze, Bojszowach też. To dowodzi, że dziś dla nas węgiel wcale dobrodziejstwem nie jest!
- Nie przysporzycie sobie takimi słowami poparcia górników!
- Górnicy to rozsądni ludzie i większość zdaje sobie sprawę jaka jest przyszłość kopalń, rzadko który górnik wysyła już swoje dzieci do szkół górniczych – królują nowe kierunki jak technik mechatronik, mechanik, czy specjalista od OZE. I bardzo dobrze! Polska od 70 lat traktuje Śląsk jak wewnętrzną kolonię, eksploatując go bezwzględnie. Bierze się od nas do budżetu najwięcej, a nakłady na kulturę mamy kilkadziesiąt razy mniejsze, niż Warszawa czy Kraków. Z tym trzeba skończyć, Śląsk nie może być kolonią. Wracając zaś do górnictwa, dobry program to taki, który przy likwidacji kopalń zapewni dobre programy osłonowe. Choć Śląsk pokazał i bez nich swoje siły witalne. Większość kopalń zamknięto, a u nas bezrobocia prawie nie ma, płace należą do najwyższych w Polsce, choć wciąż są znacznie niższe niż na Zachodzie. Dla ludzi dziś związanych z górnictwem da się też znaleźć alternatywne miejsca pracy. Choć, biorąc pod uwagę przywileje górnicze, i tak zdecydowana większość dzisiejszych górników do roku 2035 nabędzie prawo do emerytury. Więc uspokajam – rewolucji nie będzie, raczej naturalna ewolucja.
- Programy dla Śląska…. Każda partia je ogłasza. Zazwyczaj na słowach się kończy.
- Bo to kłamstwo w założeniu. W państwie centralistycznym, unitarnym, nie ma programów dla regionu, jest program dla państwa. Ja sam jestem zwolennikiem państwa federalistycznego, ale nie od razu Wawel zbudowano. Dlatego jestem zwolennikiem programu dla państwa, uwzględniającego specyfikę regionów. Nasze, śląskie, bolączki są od lat zdefiniowane, nasze atuty też.
- Wśród tych problemów jest też fakt, że w ostatnim spisie powszechnym niemal milion ludzi zadeklarowało narodowość śląską, prawie pół miliona język śląski jako ojczysty. W powiecie bieruńsko-lędzińskim prawie 40%. Państwo te wyniki własnego spisu wyrzuciło do kosza, zlekceważyło. Wasza partia na swoje konwencji ogłosiła poparcie dla tych dążeń, choć sam Rober Biedroń mówił o śląskim jeżyku narodowym, czyli czymś czego nie ma w polskim prawodawstwie!
- Mógłbym powiedzieć, że się przejęzyczył, ale to nieprawda. Przecież lider partii nie może znać się na wszystkim. Ale w dokumentach mamy wyraźnie napisane, że chodzi o język regionalny, już jak najbardziej z ustawodawstwem zgodny. Politycy wszystkich partii mylą stale te pojęcia: mniejszość etniczna, mniejszość narodowa, język narodowy, język regionalny. Bo czuć, o co chodzi, a nazwać to zgodnie z prawem, to dwie różne sprawy. Ale partia Wiosna jest pierwszą, która na swojej ogólnopolskiej konwencji wymieniła wśród priorytetów te aspiracje Ślązaków. Bo na przykład w PO wspominali o tym politycy z regionu, ale żaden centralny nigdy ich nie poparł. PiS jest śląskości zaś zasadniczo wrogi.
- Odnoszę wrażenie, że Robert Biedroń sam należący do mniejszości, choć seksualnej, jest po prostu wrażliwy na potrzeby każdej mniejszości.
- Bez wątpienia. On po prostu wie, jak to jest, być nie uznawaną, pogardzaną mniejszością. Dlatego jest pełen empatii dla każdej mniejszości, także etnicznej, językowej.
- Z drugiej strony nawet zwolennicy lewicy krzywią się, że na sztandary wynosi wysoko problemy nie dotyczące ogromnej większości, ale mniejszości seksualnych, które dotyczą maleńkiej grupy obywateli…
- Jak ktoś to powiedział; każdy z nas należy do jakiejś mniejszości. Państwo prawdziwie demokratyczne działa tak, by wszystkie te mniejszości nie czuły się dyskryminowane, gorsze. Żyłem kilka lat
w Skandynawii, więc wiem, że to się da osiągnąć. Wracając do języka, w Norwegii w firmie każdy mówił innym dialektem i nikt nie starał się mówić „wspólnym”. Ale tam dzieci w szkole mają naukę
o dialektach, by rozumiały mieszkańców innych regionów, a dialekty są uważane za bogactwo a nie „wsiowość”. Tam regionalizm jest uważany za bogactwo. I Robert Biedroń, jako pierwszy lider ogólnopolskiej partii politycznej w Polsce dał się przekonać, by regionalizm wprowadzić poważnie do swojego programu, by nauczać go w szkołach. Bo jeżdżąc po Polsce poznał bogactwo tych regionów i zrozumiał, że przecież on o tej różnorodności prawie nic nie wie, tym bardziej nie wie skąd wynikają. Zobaczył, że w Polsce za bycie odmiennym regionalnie można być tak samo dyskryminowanym, jak za odmienną orientację seksualną. Nie ukrywam, że te zainteresowania regionalizmem w dużym stopniu rozbudziłem w nim ja i że ja tworzyłem tę część programu partii.
- Mówisz że jesteś blisko Biedronia od dawna, on od ponad roku zapowiada założenie partii, a tymczasem kilka miesięcy temu byłeś przymierzany do „jedynki” na liście Koalicji Obywatelskiej do sejmiku w okręgu rybnickim. To jak to?
- Zwyczajnie, w ciągu kilku lat aktywności społeczne, politycznej, felietonowej stałem się na Ziemi Rybnickiej postacią dość znaną, zwłaszcza w moim pokoleniu. I oni doszli do wniosku, że jeśli moje pokolenia ma iść, głosować na nich, to na jedynce powinienem być ja. Nowoczesna mi to miejsce zaproponowała, ale ja na spotkaniu z liderami ich i PO powiedziałem szczerze, że jestem gotów ciężko pracować, by pomóc im pokonać PiS, ale ani do Nowoczesnej, ani do PO nie wstąpię, bo jestem zaangażowany w budowę partii Roberta Biedronia. Wtedy Platforma postawiła weto wobec mojej kandydatury i moje miejsce na „jedynce” zajął…
- Wojciech Kałuża. Co zrobił zaraz po wyborach pamiętamy. Ale niebawem kolejne wybory, do Europarlamentu. Robert Biedroń nie kryje, że zamierza startować samodzielnie, nie w jakiejś koalicji. Czy to znaczy, że jego śląską jedynką do Brukseli będziesz ty?
- Tak się składa, że wybory do Europarlamentu są pierwsze, więc tak oczywiście będę startował do Parlamentu Europejskiego. Nie wykluczam jednak podobnego scenariusza jak Robert, czyli start to Europarlamentu w maju i później na jesieni do polskiego parlamentu.
- To się nie zdarza, w Brukseli dieta jest kilka razy większa!
- Daj spokój, przecież znasz mnie kilka lat, wiesz, że forsa nie jest tym, czym ja się w życiu kieruję. Gdyby była, siedziałbym w Oslo, a nie wracał na Śląsk. Jestem idealistą i mam nadzieję, że z tego nie wyrosnę.
- Jerzy Gorzelik, szef RAŚ, też twierdzi, że jako naturalny lider powinieneś być jedynką do sejmu, a nie Brukseli.
- Jerzy Gorzelik jest dla mnie legendarnym działaczem RAŚ, ale stale popełnia ten sam błąd. Nie chce zrozumieć, że im jest się w wyżej umocowanym organie, tym można więcej załatwić dla swojej Ziemi. W sejmiku więcej niż w radzie miasta, w sejmie więcej niż w sejmiku, w europarlamencie więcej niż w sejmie.
- A może boi się, że będąc eurodeputowanym odbierzesz mu pozycję lidera śląskich regionalistów?
- To ty powiedziałeś, nie ja. Nie są nam potrzebne na Śląsku kolejne podziały, wolałbym połączyć zwaśnione śląskie środowiska, a nie dzielić.
- Czego ci życzyć na tej nowej politycznej drodze?
- Mnie? Niczego. To Polsce życz i Śląskowi życz, by władzę przejęli nowocześni Europejczycy, a nie ludzie będący mentalnie w XIX wieku.•

 

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Szybkie te szparagi

Szybko się pojawiają i szybko znikają, ekspresowo gotują. Sezon trwa w najlepsze, mamy jeszcze szansę – do czerwca, to korzystajmy! Szparagi to jedna z odsłon wiosny, bo poza tą porą roku trudno je dostać, a wiadomo jak to ze szparagami bywa – nic nie zastąpi młodych i pachnących pędów! Mamy szczęście, bo w Polsce z roku na rok pojawia się coraz więcej upraw tych niezwykłych warzyw, szczególnie w południowo – zachodniej części kraju. Nie można nie skorzystać. Drodzy Państwo – ostatni dzwonek na szparagi!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Niebezpieczne rośliny

Przy okazji Dnia Dziecka warto ostrzec rodziców, że ich pociechy – te starsze – mogą zechcieć sięgnąć po jakieś psychoaktywne używki. I wcale nie uchroni przed tym brak kieszonkowego na dopalacze czy „marychę”, brak znajomości z dilerem. Młodzież, doskonale poruszająca się w internecie, bez problemu znajdzie rosnące wokół nas rośliny narkotyczne. Bo nie myślcie, że takie żyją tylko w dalekich krajach. Nasze lasy, łąki, jeziora a nawet ogrody, są ich pełne. I coraz więcej dzieci o tym wie. Warto więc, by wiedzieli też rodzice i dziadkowie.

więcej

Partnerzy