Sondaż publiczny

Czy uważasz, że przedstawiciele państwa polskiego powinni przeprosić Ślązaków za wydarzenia zwane Tragedią Górnośląską?

Wywiad

Policja mnie ukształtowała. W sposób, z którego jestem dumny

Z Janem Słoninką  wójtem  gminy Miedźna  rozmawia Zbigniew Piksa

ilustracja

- Po dwudziestu latach rządzenia Gminą przez wójta Taranowskiego, mieszkańcy Miedźnej uznali, że czas na zamiany i w drugiej turze wybory kierowanie gminą powierzyli Panu. Gratuluję wygranej…  
- Dziękuję bardzo. Traktuję to jako duże zaufanie oraz zobowiązanie do ciężkiej pracy na rzecz naszej lokalnej społeczności. Chciałbym w tym miejscy również podziękować panu Bogdanowi Taranowskiemu za jego dotychczasową pracę na rzecz gminy.
- Prawdę powiedziawszy nie znam drugiego przypadku, by jakieś wybory na burmistrz czy wójta albo prezydenta wygrał były oficer policji. A Pan?
- Też nie, ale nie prowadziłem jakichś badań czy – mówiąc policyjnym językiem – dochodzenia pod tym kątem. Dla mnie policja to od kilku lat zamknięty rozdział życia.
- Ale dla Pana przeciwników zamknięty nie był. Padały nawet obraźliwe hasła w rodzaju „Nie chcemy psów w Miedźnej”. I że jeśli pan wygra, Miedźna stanie się „gminą policyjną”…
- W kampaniach stosuje się różne metody, aby obrzydzić rywala. Widać moi przeciwnicy uznali, że wcześniejsza służba w policji kładzie się cieniem na człowieka. Na szczęście mieszkańcy w większości tak nie uważają. I dobrze, bo mnie rzeczywiście policja w dużym stopniu ukształtowała. Ale w sposób, z którego jestem dumny. Na przykład nauczyła mnie nie oceniać żadnego człowieka na podstawie pozorów.
- Ale samorząd kieruje się trochę innymi zasadami.
- Spokojnie. Od siedmiu lat pracuję w samorządzie. Byłem doradcą burmistrza, szefem straży miejskiej, więc pracownikiem w randze naczelnika wydziału urzędu. Ubiegałem się o urząd wójta, bo wiem na czym polegają zadania osoby zarządzającej gminą. Moja wcześniej zgromadzona wiedza i zdobyte doświadczenia pozwalają mi doskonale widzieć różnice między pracą w samorządzie, a w strukturach policji. Natomiast mimo tych różnic jedno jest wspólne i jest to służba dla mieszkańców. Potrafię pracować w takim duchu i w takim stylu
i dlatego uważam, że moje wcześniejsze doświadczenie jest moim bardzo dużym atutem. Z pewnością także lepiej rozumiem wiele potrzeb mieszkańców, właśnie pod kątem dbania i organizowania przestrzeni gminy tak, aby szeroko rozumiane bezpieczeństwo było  ważnym elementem.
- No właśnie. Był pan komendantem powiatowym w sąsiednim powiecie, bieruńsko-lędzińskim. Czy w związku z tym powiatowa policja w Pszczynie może liczyć na szczególne względy nowego wójta Miedźnej?  Choćby w pomocy finansowej na zakup radiowozu czy innego sprzętu?
- Szczególne względy? Na pewno nie, ale łatwiej nam będzie współpracować, bo ja znam tamtą pracę, więc nie trzeba mi tłumaczyć, co i do czego jest policji potrzebne. Z drugiej strony wiem też, jak policja powinna współpracować z samorządem. Ale może zostawmy wątek policji i pójdźmy dalej?
- Jeszcze chwila. Bo najważniejszym problemem każdego burmistrza czy wójta jest trzymanie w ryzach budżetu gminy. Praca powiatowego komendanta policji przygotowała do tego?
- Na pewno lepiej, niż większość innych zawodów. Do moich obowiązków należało przecież także pilnowanie budżetu policji w powiecie, a to również pieniądze publiczne i również przed wydaniem każdej złotówki trzeba ją dwa razy obejrzeć.
-  To  oglądanie dwa, trzy razy każdej złotówki to wyświechtany frazes, także tych burmistrzów czy wójtów, którzy wydają pieniądze rozrzutnie, zadłużając gminę…
- Więc tym bardziej moje doświadczenie jest ważne, bo w Polsce policja nie jest jakoś szczególnie bogata, zadłużyć komendy nie można, wypuścić obligacji czy sprzedać jakiś grunt, by załatać dziurę w budżecie. Zaciągnąć kredyt. Gospodaruje się tym, co się ma i rzeczywiście nad każdym wydatkiem trzeba się zastanowić, czy jest niezbędny. Więc jeśli tak stawiamy sprawę, to owszem, uważam że moje doświadczenie w kierowaniu dość dużą policyjną strukturą, którą stworzyłem od podstaw, jest w nowej funkcji wójta moim ogromnym atutem. Akurat trzymanie w ryzach budżetu gminy nie jest więc tym, co spędza mi sen z powiek.
- A co spędza?
- W mojej ocenie w pierwszej kolejności należy dążyć do ustabilizowania napiętej atmosfery wśród pracowników oraz wyciszenia emocji powyborczych. Uważam także, że będzie potrzebny audyt stanu finansów gminy. Tak naprawdę dopiero wtedy będę wiedział, jaki jest ten budżet, którym zarządzać będzie rada i ja.   Konieczna będzie również kontynuacja rozpoczętych zadań, ich analiza pod kątem ewentualnego ryzyka jakości i terminów oraz zabezpieczenie środków finansowych. Dynamicznie będę musiał zapoznać się ze stanem planów gotowych do realizacji, celem sięgania po środki zewnętrzne i wdrażania ich tak, aby była zachowana płynność. Ponadto, mieszkańcy wyraźnie oczekują uporządkowania działalności Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej, co wiąże się z jakością wody, rewizją cennika, sprawą oczyszczalni ścieków  „Lemna” oraz ewentualną zmianą źródła zasilania wody. Także jedną z pierwszych moich aktywności będzie zabieganie o włączenie gminy do Metropolii. Bo to ona najwyraźniej organizować będzie wiele elementów życia aglomeracji górnośląskiej, i boję się, że kto nie będzie w metropolii, będzie trochę takimi peryferiami.
- A propos centrum, peryferii. Zdecydowanie wygrał Pan na Woli, dawnej górniczej osadzie przy kopalni Czeczott. Reszta gminy Miedźna ma nieco inny charakter. Czym zamierza pan przekonać do siebie mieszkańców pozostałych jej miejscowości?
- Od kilku lat powtarzam, że gmina Miedźna to jeden organizm.  Tak też traktuje ją moje stowarzyszenie Nowa Energia. Powstało ona rzeczywiście w Woli, ale od początku działało na rzecz całej gminy. I myślę, że wszyscy szybko zobaczą, że nie jestem wójtem z Woli, ale wójtem gminy Miedźna. Jednakowo zamierzam traktować każdą z miejscowości, z uwzględnieniem ich indywidualnych potrzeb oraz oczekiwań mieszkańców. Mam nadzieję, że swoją codzienną pracą udowodnię to, że każda miejscowość jest tak samo ważna i że za jakiś czas, nikt nie będzie mnie pytał o słowne deklaracje, a oceni moje działania.
- Może mieć pan problemy z radą. Pana komitet Nowa Energia ma zaledwie czterech radnych. Co będzie, jeśli rada przejdzie wobec pana do opozycji?  
- Komitet Nowej Energii wprowadził rzeczywiście czterech radnych. Niemniej jednak, jestem optymistą i wierzę, że bez względu na to, jakie ugrupowanie ilu radnych wprowadziło, to każdemu z  nich zależy na dobru gminy. Każdy z osobna formułował określone cele, postulaty i to przyświecało mu w przekonywaniu do siebie wyborców. Dlatego jestem przekonany, że radni będą jak najbardziej dążyć do  pracy zespołowej i patrzeć na gminę przez pryzmat całości, a nie tylko partykularnych interesów. Bo tylko taki schemat pracy w radzie pozwoli nam na zgodne zarządzanie gminą. Nie zakładam, aby ktokolwiek w nowej radzie chciał działać na niekorzyść mieszkańców. Zakładam za to, że wielu z nich zdołam przekonać do siebie. Umiem rozmawiać z ludźmi, umiem pokazywać, że dotrzymuję słowa.
- A nie jest przypadkiem tak, że owa powiatowa komenda policji wyrobiła w panu nawyk wydawania rozkazów a nie przekonywania?
- Zawsze chciałem i lubiłem posłuchać, jakie zdanie mają moi współpracownicy. Nie uważam się za alfę i omegę, kogoś kto zna się na wszystkim. Pan znów nawiązał do tej policji, więc nawiążę i ja. Byłem oficerem dochodzeniowym, śledczym, w opinii moich przełożonych bardzo dobrym. Ale kiedy zostałem komendantem powiatowym, podlegała mi choćby drogówka czy prewencja. Nie znałem się zbyt dobrze na specyfice ich pracy, więc przed podjęciem decyzji, rozmawiałem dużo z nimi. I najczęściej ostatecznie ten rozkaz był zgodny z ich oczekiwaniami, z ich wizją, do której mnie potrafili przekonać. Wyobrażam sobie, że tak samo będzie działał urząd gminy. I tak samo współpraca z radnymi. Pomysłów poszczególnych radnych nie będę oceniał pod kątem tego, z jakiego są ugrupowania, tylko na ile te pomysły są wartościowe dla gminy i realne do zrobienia. Mam nadzieję, że oni podobnie będą patrzeć na mnie.
- Burmistrzowie, wójtowie wokół Miedźnej to wieloletni, doświadczeni samorządowcy, pełniący funkcję od wielu kadencji. Poprzedni wójt, Bogdan Taranowski się z nimi znał, więc prościej mu było współpracować. Nie jest tajemnicą, że takich wójtów, burmistrzów, łączy zwykłe koleżeństwo, przyjeżdżają do siebie na urodziny i przy innych okazjach. To ułatwia współpracę…
- W ogóle nie odczytuje tego, jako obciążenia a wręcz przeciwnie. Zmiany wprowadzają świeże i nowe spojrzenie dla obu stron. Z niektórymi z nich bardziej lub mniej, ale stykałem się na różnych płaszczyznach zawodowych. Natomiast z tymi z którymi się nie znam z mojej strony stawiam na jak najlepszą współpracę co, spodziewam się, ułatwi mi moja umiejętność nawiązywania otwartych kontaktów z innymi.
- No więc pozostaje życzyć sukcesów.
- Dziękuję, ale nie w swoim imieniu, tylko gminy Miedźna.

Wywiad

ilustracja

Pomówmy o Zaniemówieniu

z Justyną Wydrą, autorką powieści Zaniemówienie rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

KOD-ziarze 1830

123 lata bez Polski na mapie to kłamstwo. Była, ale zniszczyli ją… polscy bohaterowie

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Kapusta – głowa pusta

Niby pusta, a jednak to właśnie kapusta była autorem błyskotliwej i... no nie da się ukryć - lekko katastroficznej puenty w wierszu Brzechwy „Na straganie”. Bez niej trudno sobie wyobrazić święta Bożego Narodzenia, a znam takich, którzy kiszą ją praktycznie na okrągło, przez cały rok. No i sprawa podstawowa, gdyby jej nie było, to skąd brałyby się dzieci? Bez kapusty ani rusz!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Mikołowskie żniwo dopalaczy

Internauci masowo domagają się legalizacji marihuany

więcej

Partnerzy