Wywiad

Leszek Janz: - Życie jest piękne, jeśli się je naprawdę kocha

Cyklicznie na łamach Echa publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom" w myśl idei Papieża Franciszka, który w lipcu 2016 roku, w trakcie ŚDM w Krakowie zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków i babcie i poświęcili im swój czas. Nie wystarczy zadzwonić do nich od czasu od czasu pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Leszkiem Janzem, emerytowanym pracownikiem tyskiego „Fiata” .

ilustracja

Echo: - Pana wczesne dzieciństwo przypadło na okres II Rzeczpospolitej…
Leszek Janz
: - Urodziłem się w Warszawie w 1930 roku. Ojciec Rudolf był oficerem Wojska Polskiego w Rembertowie, mama Karolina pracowała przed ślubem na poczcie Głównej w Krakowie. Miałem trzynaścioro rodzeństwa: Elżbieta, Halina, Jerzy, Stanisława, Zbigniew, Rudolf, Barbara, Halina, Grażyna, Stanisław, Józef, Waldemar. Co rok to prorok (śmiech)! Mieszkaliśmy trochę na Pradze. Mama nie pracowała. Nie chodziłem do przedszkola. Bawiliśmy się na podwórku. Lubiłem kopać piłkę. Byłem nawet czynnym zawodnikiem. Przed wojną, w związku ze służbą wojskową ojca, przeniesiono nas do Lwowa, a potem do Jarosławia, gdzie zastała nas II wojna światowa.
Echo: - A co ze szkołą?
Leszek Janz
: - Szkołę powszechną im. Piotra Skargi rozpocząłem w Jarosławiu. Lubiłem się uczyć wszystkich przedmiotów. Wszystko mnie interesowało. Nauka była wielką frajdą. W Jarosławiu przystąpiłem też do I Komunii Świętej wiosną 1939 roku. Gdy wybuchła wojna, ojciec legionista został zaciągnięty do wojska, z którego uciekł do partyzantki w Armii Krajowej. Zostaliśmy z mamą sami. Jako 9-letni chłopak sprzedawałem ze starszym rodzeństwem na ulicy gazety i wyroby tytoniowe, aby pomóc wyżywić liczną rodzinę. Szkołę przerobiono na niemieckie koszary. Kontynuowaliśmy naukę w salkach na plebanii, na tzw. tajnych kompletach. Gdy hitlerowcy to wykryli, zakazali nauczania, a księży aresztowali i wywieźli do obozu koncentracyjnego. Mój najstarszy brat udzielał się w konspiracji i został wywieziony na Sybir. Udało mu się uciec z kolegami. Trzy miesiące wędrowali nocami do Polski. Brata Jurka w wieku 19 lat zabrali do kopania rowów przeciwpancernych. Umarł z wycieńczenia. Przywieźli do domu trupa. Ojciec wrócił z wojny i też zmarł w 1945 roku.
Echo: - Przeżyliście, jak wiele polskich rodzin, wielką tragedię wojenną. Po jej zakończeniu było już lepiej?
 Leszek Janz
: - W Jarosławiu niestety ciągle było niebezpiecznie. Grasowały bandy UPA. Cała rodzina była wykończona psychicznie. Za działalność ojca wyrzucili nas z pięknego czteropokojowego mieszkania na Racławickiej do jakiejś nory. Brat po powrocie z Sybiru udał się na Ziemie Odzyskane. Miał ukończone gimnazjum handlowe i został kierownikiem Biura Pośrednictwa Pracy w Lwówku Śląskim. Tam też powoli ściągnął nas do poniemieckiej willi z dużym ogrodem. Tęskniliśmy za Jarosławiem, ale trzeba było dalej żyć. Najważniejsze, że byliśmy razem. Ukończyłem szkołę podstawową i zrobiłem kursy z zakresu księgowości. Mieliśmy pracę, a mama czuwała nad całą „czeladką”. Pracowałem w Państwowej Centrali Handlowej do momentu wezwania do odbycia służby wojskowej w Oficerskiej Szkole Wojsk Lotniczych w Dęblinie.
Echo: - I udało się panu ukończyć tę szkołę?
Leszek Janz
: - Zanim tam pojechałem, przeszedłem test zdrowotny. Wojskowa Komisja Lekarska stwierdziła, że mam końskie zdrowie i wszelkie predyspozycje. Jednak Wojskowa Komenda Uzupełnień w Jeleniej Górze cofnęła mnie, stwierdzając, że mam na utrzymaniu mamę. Ale mama wyrzuciła mnie z domu i tak znalazłem się w Dęblinie w batalionie szkolnym. Rozparcelowali nas na eskadry.
Wylądowałem w „Dziewiątce”. Zadzwonili do dowódcy eskadry, abym stawił się na badania, które przeszedłem w Warszawie i Płocku. Potwierdziły moją 100 procentową przydatność do tej eskadry. Wracam z wynikami do Dęblina, a tu telefon z Biura Politycznego, abym stawił się na rozmowę u szefa. Siedzę przed jakimś „kałmukiem”, który kaleczy polską mowę. Pyta mnie, gdzie jest mój ojciec i co robił podczas okupacji. Odpowiadam: - Na pewno macie to wszystko w papierach. Wiem, że był w AK i zwalczał Niemców i was. Później zapytał mnie o brata. Zgodnie z prawdą powiedziałem, że zesłano go na Sybir, skąd uciekł.
Po tej rozmowie wziął mnie do gabinetu dowódca i oświadczył przeklinając przesłuchujących mnie i powiedział: -Niech się pan nie martwi. Byłby pan świetnym pilotem, ale jest to niemożliwe. Przysłali mi na kwatermistrza porucznika, którego w ogóle nie rozumiem. Mianuję pana na to miejsce!” I tak wyglądała moja służba wojskowa.
Echo: - W Dęblinie miał pan okazję latać samolotem?
 Leszek Jan
z: - Tak, ale nie za sterem. Miałem do dyspozycji jeden samolot do przywożenia żywności dla wojska, więc latałem jako pasażer. Przedłużyli mi służbę o rok. Potem dostawałem wezwania na 3-miesięczne szkolenia. Bardzo żałuję, że zabrano mi szansę zostanie pilotem.
Echo: - Trzyletnia służba wojskowa się skończyła. Co później?
Leszek Janz
: - Wróciłem do Lwówka Śląskiego, gdzie wziąłem ślub z dziewczyną, którą znałem z czasów lwowskich. Po ślubie przenieśliśmy się do Bielsk-Białej, gdzie zostali przesiedleni jej rodzice. Zamieszkaliśmy z nimi. Dojeżdżałem do pracy w Przedsiębiorstwie Budowy Prefabrykatów w Czechowicach-Dziedzicach. W Bielsk-Białej przyszła na świat nasza córka. Chciałem się dalej uczyć. Ukończyłem Technikum Ekonomiczne, a po nim 2-letnie Podyplomowe Studium Ekonomiczne w Chorzowie.
 Echo: - Jak się pan znalazł w Tychach?
Leszek Janz
: - Ponieważ mieszkanie teściów było za małe na dwie rodziny, dostałem z pracy przydział na służbowe lokum w Tychach i tutaj rozpocząłem pracę w Przedsiębiorstwie Budowy Urządzeń Melioracyjnych jako zastępca głównego księgowego. Później rozpocząłem pracę, zmieniając ją na mocy porozumienia stron w FSM „Fiat” jako kierownik Działu Mieszkaniowego. Pracowałem tam do emerytury.
Echo: - Po długiej wędrówce osiadł pan na stałe w Tychach. Jak wyglądały te pierwsze dni „na własnym”?     
 Leszek Janz
: - Jak dojeżdżałem z Bielska do Chorzowa, patrzyłem, jak Tychy rosną niczym grzyby po deszczu. Chciałem w nich zamieszkać. Moje marzenie się spełniło. Własne mieszkanie jest bardzo ważne dla młodej rodziny. Tutaj na świat przyszedł nasz syn. Bardzo dobrze mi się tutaj mieszka. Miasto jest wyjątkowe. Przyjazne. Zielone. Nieporównywalne z innymi śląskimi miastami.
Echo: - Jest pan od 20 lat na emeryturze. Nie nudzi się pan?     
 Leszek Janz
: - Tylko dzieci się nudzą! Czasami! Gdy zostałem emerytem, wziąłem się za księgowość. Prowadziłem trzy działki. Mam jeszcze pieczątki z tego okresu. Dalej uprawiam swoją działkę w ROD „Jarzębina”, na której rosną między innymi aronie. Robię z nich soki, dżemy i nalewki.
Kiedyś uwielbialiśmy spędzać czas na działce z żoną. Niestety zmarła 16 lat temu. Teraz spotykam się tam z kolegami. Rozmawiamy o dawnych czasach, politykujemy. Z jednym z nich pieczemy ciasta. Mieszkam sam. Sprzątam, piorę, prasuję, gotuję, robię zakupy, jak trzeba myję okna. Od 2 miesięcy jestem w Klubie Seniora przy kościele pw. św. Jana Chrzciciela. Jestem amatorem długich spacerów. Zrobiłem już 8 rund wokół Jeziora Paprocańskiego. Dla niektórych są to zbyt długie dystanse. Czytam też dużo książek. Najchętniej historyczne i krajoznawcze. Lubię literaturę polską i obcą. Chętnie wracam do „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza.
Echo: - Mimo podeszłego wieku tryska pan energią i cieszy się każdym dniem. Jaka jest recepta na długie życie? Co jest w nim ważne?     
 Leszek Janz
: - Ważnych jest bardzo wiele rzeczy. Pracowitość, wytrwałość i odpowiednie wykształcenie nadają życiu sens. Do tego bardzo ważne jest zdrowie, o które należy dbać. W życiu bardzo pomaga wiara w Boga, której ostatnio coraz bardziej brak wśród młodych ludzi i czują się samotni, zagubieni. Ważne są też autorytety, które można naśladować.
W każdym wieku życie jest piękne, jeśli je się naprawdę kocha. Trzeba mieć zainteresowania, pasje. Najważniejsza jednak jest rodzina. Rodzice wpajali nam patriotyzm. Razem chodziliśmy do kościoła, a potem zasiadaliśmy do obiadu. To scalało rodzinę i pomogło przetrwać trudne czasy. Teraz rodziny są rozproszone, nie doceniają szczęścia z bycia razem na dobre i na złe. I to często jest tragedią życiową. Brak zrozumienia w rodzinie, przekłada się na brak zrozumienia w narodzie, a to szkodzi Polsce!•
 Rozmawiała:
Danuta WENCEL

Wywiad

ilustracja

Warto żyć dla ludzi i im służyć!

„Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci” - powiedział papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce w lipcu 2016 roku. W myśl tych słów na łamach Echa cyklicznie publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom". Nie wystarczy bowiem zadzwonić tylko do nich od czasu do czasu, pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się, jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Józefem Twardzikiem, który co prawda nie ma własnych dzieci, ani wnucząt, ale jest „dobrym” dziadkiem dla wielu młodych tyszan, z którymi się spotyka i wyjeżdża na wycieczki.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Pisaliśmy przed laty

ilustracja

Siedem lat z „Echem”

Zacznę od pewnej refleksji. To była szczęśliwa siódemka. Moje siedem lat pracy w redakcji „Echa” - czas zdobywania szlifów dziennikarskich i nieustających emocji. Dlatego zaproszenie redaktora naczelnego do napisania wspomnień przyjęłam ze wzruszeniem, ale też z niepokojem, czy potrafię odtworzyć z przeszłości coś istotnego...

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Przeznaczona na deweloperkę?

Co dalej z budynkiem po SP 21?

Zamknięta od trzech lat szkoła przy ulicy Młodzieżowej 7 w Tychach wciąż stoi bezczynnie. Choć w budynku tkwi ogromny potencjał, nikt dotąd nie podjął jakichkolwiek kroków, by go wykorzystać.

więcej

Interwencje

ilustracja

Poniewierka na stare lata

Tychy • Eksmisja do baraków na ul. Świerkowej

więcej

Partnerzy