Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Frekwencja podczas wyborów samorządowych wyniesie

W numerze

Wydanie
Numer 20/2018

Najważniejsza jest pasja

„Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci” - powiedział papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce w lipcu 2016 roku. W myśl tych słów na łamach Echa cyklicznie publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom". Nie wystarczy bowiem zadzwonić tylko do nich od czasu do czasu, pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się, jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Wojciechem Wikarkiem, którego życiową pasją jest robienie filmów.

ilustracja

Echo: - Pana dzieciństwo było w jakiś sposób filmowe?
Wojciech Wikarek
: - Urodziłem się w Katowicach w rodzinie muzyków. Tata Ireneusz ukończył studia na dwóch wydziałach w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Stalinogrodzie
i Katowicach. Często żartował, że skończył dwie uczelnie. Przez długie lata był dyrektorem Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach. Mama Krystyna, też muzyk, całe swoje zawodowe życie spędziła w Telewizji Katowice. Była ilustratorem muzycznym programów i filmów telewizyjnych, czyli tzw. „oprawcą” muzycznym. Byłem jedynakiem
i podobno dzieckiem telewizji, bo jako mały chłopak często tam przebywałem. Moi dziadkowie byli fotografami. Mieli zakład fotograficzny w Czeladzi. W ich atelier często bawiliśmy się z kuzynem w teatr. Od małego dziadek wprowadzał mnie w tajniki fotografii. Nauczył mnie, jak się pracuje w ciemni i wywołuje fotografie. Żałuję, że dziadkowie nie dożyli czasu, gdy zostałem prawdziwym fotografem. Do przedszkola chodziłem, ale prawie nic z tego okresu nie pamiętam…
Echo: - I przyszedł czas na szkołę? Lubił pan się uczyć?
Wojciech Wikarek
: - Rozpocząłem 8-latkę na Koszutce. Od V klasy, w związku z przeprowadzką, uczęszczałem do szkoły podstawowej im. W. I. Lenina. Była to pierwsza w województwie placówka oświatowa z basenem. Tam nauczyłem się pływać. Na lodowisko w „Spodku” miałem 30 metrów i koledzy z podwórka namówili mnie, abym wstąpił do sekcji hokeja Klubu Sportowego „Baildon”. Ta dziedzina sportu pochłonęła mnie całkowicie. Mama chciała zrobić ze mnie muzyka, ale po 3 lekcjach nauki gry na pianinie u cioci uciekłem. Jak większość chłopaków lubiłem lekcje w-f. Innymi przedmiotami musiałem wykazywać zainteresowanie na tyle… żeby zdać egzaminy.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z  16 maja 2018 r.

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Niezbędny kwiatek do kożucha

Rozmowa z, nauczycielem, pisarzem, propagatorem edukacji regionalnej

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Papież śląski ale niewygodny

Pius X prawie na pewno był Ślązakiem. Ale cicho-sza

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Czas na bakłażana!

Bakłażan, czy oberżyna? Nie do końca wiadomo, która z tych nazw jest bardziej popularna. Wiadomo jednak, że jeśli kiedyś usłyszymy o psiance podłużnej, jajku krzewiastym, bakmanie, czy gruszce miłosnej możemy się bardzo zdziwić...

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Giżyński Gate!

Znowu nas wyrolowali. Rolnicy w swoich sprawach zamiast do Mikołowa, będą jeździć do Częstochowy

więcej

Partnerzy