Sondaż publiczny

Wybory samorządowe już niebawem. W naszej okolicy najważniejszym samorzowcem jest prezydent Tychów. Obecny – Andrzej Dziuba – pełni tę funkcję już od 18 lat.

Wynik głosowania:

25%
21%
39%
14%
 
Przegra wybory na prezydenta Tychów
 
Wygra w II turze
 
Dostanie więcej niż 60 % głosów, ale mniej, niż 80%
 
Dostanie ponad 80% głosów

W numerze

Wydanie
Numer 15/2018

Wszyscy w rodzinie czuli się Ślązakami

„Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci” - powiedział papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce w lipcu 2016 roku. W myśl tych słów na łamach Echa cyklicznie publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom. Nie wystarczy bowiem zadzwonić tylko do nich od czasu do czasu, pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się, jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Reginą Sierak, emerytowaną nauczycielką, która opowiada o zawiłych śląskich losach.

ilustracja

Echo: Dożyła pani pięknego wieku na „chodzie”. Czy dzieciństwo też było piękne?
Regina Sierak
: Mieszkaliśmy przez rok u babci w Lisowie. Tata pracował w Policji Śląskiej, a ponieważ perfekcyjnie znał niemiecki, otrzymał stanowisko kontrolera paszportów w Zebrzydowicach na granicy z Czechami. Nie chodziłam do przedszkola, bawiłam się w domu. Cieszyłam się z narodzin braciszka. Tak go ściskałam, że
o mało nie zadusiłam. Tadeusz był zakochany w przyrodzie. Chodziliśmy nad tzw. „Morskie oko”, stawek, który powstał jako lej, gdy budowano nasyp kolejowy. Lej zalali wodą i od czasu do czasu wypuszczali ją. Z Morskiego Oka wypływał mały strumyczek, mogliśmy z niego wyławiać i gromadzić kolorowe szkiełka, nasze skarby. Sąsiedzi mieli kobyłę
o imieniu Bronka. Brat uwielbiał ją. Gdy rano zobaczył ją na polu, to wyskakiwał z domu w piżamie, aby ją nakarmić. Ja miałam wózek z lalką i koleżanki, z którymi chodziłam do tzw. „Jamy smoczej”
(okratowanej) przy Morskim Oku. Grałyśmy w wyliczanki, odbijałyśmy piłkę o stodołę gospodarza. To był ciekawy sąsiad. Zbierał czasopisma, m.in. Przewodnik katolicki, który lubiłyśmy przeglądać.
Echo: Aż nadszedł czas na szkołę?
Regina Sierak
: Naukę rozpoczęłam w nowo wybudowanej szkole w 1935 roku w Zebrzydowicach. Długą drogę torem kolejowym pokonywałam sama albo razem z koleżankami. W zimie
z nasypu torów zjeżdżałyśmy na tornistrach. W szkole podobało mi się mimo dużej dyscypliny, np. na przerwach spacerowałyśmy dwójkami po korytarzu. Była też szatnia, w której zostawiałyśmy buty i płaszcze. Bardzo lubiłam prace ręczne, bo wcześniej mama Wiktoria nauczyła mnie „sztrykować”(robić na drutach), „heklować” (na szydełku), a haftowania nauczył mnie tata Jan. Mieliśmy w domu takie tradycyjne komplety samodzielnie wyhaftowane
z przysłowiami. Wisiały w oknach i kuchni. W szkole zapisałam się do zuchów. Malowaliśmy obrazki i robiliśmy na nie ramki z mchu. Tata bardzo ładnie rysował zwierzęta, ptaki i kwiaty, grał na skrzypcach. To po nim odziedziczyłam talent plastyczny. Na wakacje jeździliśmy do babci do Lisowa. Gdy Polska odzyskała Zaolzie, trzeba było stworzyć na tych ziemiach administrację polską. Tata został przeniesiony do pracy na nowej granicy, a my dostaliśmy mieszkanie w Szonowie koło Szumbarku.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z  11 kwietnia 2018 r.

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Mordowali polskich patriotów

Rozmowa z Damianem Fierlą, tyskim historykiem i wielokrotnym weteranem bitwy wyrskiej.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wrzesień '39 w naszej okolicy

Autentyczne wspomnienia Ślązaków z września 1939 roku, a nie opracowania historyków. Prawdę powiedziawszy, znacznie się od tych opracowań różnią. I chyba warto spojrzeć na wrzesień 1939 roku ich oczami. Wtedy łatwiej zrozumieć, że dla mieszkańców województwa śląskiego wkroczenie Niemców było czymś zupełnie innym, niż dla reszty mieszkańców Polski. Warto ją przeczytać, by zrozumieć, jak złożona jest śląska historia. I jak inna od choćby warszawskiej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Żurawina – mały owoc o dużym potencjale

O zaletach owoców żurawiny wielkoowocowej wieki temu bardzo dobrze wiedzieli rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej. Cenili zarówno jej smak jak i właściwości, dlatego poza włączeniem jej do codziennej diety, zaczęli ją wykorzystywać w medycynie i jako naturalny barwnik do farbowania tkanin.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Bieruński geszeft po warszawsku

Nowak – cudotwórca. I nie chodzi wcale o Zbigniewa Nowaka

więcej

Partnerzy