Sondaż publiczny

Sylwestrową Noc lubisz spędzać:

Reportaż

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

ilustracja

Wobec Izraela trudno być obojętnym. Byłam przez dwa tygodnie w Ziemi Świętej na pielgrzymce w 1990 roku. To niezapomniane chwile, kiedy przy Grocie Narodzenia w Betlejem,
w dniu moich urodzin, widziałam modlących się 21 księży. Tym razem był to wypad weekendowy, na koncert w ramach projektu Yachad (Razem). Wzięli w nim udział muzycy z Orkiestry Symfonicznej w Bergisch Gladbach i izraelskiego partnerskiego miasta - Ganey Tikva.

Jeszcze w marcu Petra Hemming, przewodnicząca Koła Przyjaciół miast Bergisch Gladbach i Pszczyny, która gościła u nas, zaproponowała, aby za rok podobny koncert odbył się podczas Daisy Days. Przy tek okazji zostałam zaproszona do Izraela na debiut tego projektu.
Po prawie dwugodzinnej odprawie na lotnisku im. Ben Guriona w Tel Avivie, udałam się taksówką do szkoły, gdzie odbywała się próba orkiestry przed koncertem. Czekał tam na mnie pomysłodawca projektu dyrygent i pianista Roman Salyutov, Rosjanin z Saint Petersburga, mieszkający w Niemczech. Po wspólnym lunchu z muzykami udaliśmy się do Jerozolimy.
Ponieważ był to akurat ostatni dzień tygodnia – tradycyjny żydowski szabat - turystów było niewielu. Po ulicach przemykały jedynie grupy ubranych odświętnie Żydów.

Miasto trzech wielkich religii
Historia życia Chrystusa rozpoczyna się w Betlejem, a kończy w Jerozolimie - świętym mieście dla trzech wielkich religii i dziesiątków różnych ich odłamów. Jerozolimskie bazary ciągną się wzdłuż ulic kilometrami. Handlują na nich muzułmanie, chrześcijanie i Bóg wie kto jeszcze.
Gdy rozpoczęliśmy spacer po Jerozolimie skrytej wewnątrz murów, uderzyła nas różnorodność charakteru jej dzielnic.
Dzielnica muzułmańska to typowe arabskie miasto, którego główne ulice są jednym wielkim sukiem – tłocznym wschodnim targowiskiem, gdzie sprzedawcy od świtu do zmierzchu zachęcają przechodniów, niekiedy bardzo stanowczo, do zakupu wyłożonych wszędzie towarów.
W dzielnicy chrześcijańskiej atmosfera jest już wyraźnie inna, aczkolwiek wszechobecne pasaże handlowe upodobniają ją co nieco do dzielnicy muzułmańskiej. Via Dolorosa to tak naprawdę ulica handlowa. Po obu stronach rozstawione są stragany, na których można kupić dosłownie wszystko. Mycki obok różańców, żelkowe cukierki przy kadzielnicach otoczone strojami do tańca brzucha.

Bazylika Grobu Pańskiego
To, co niewątpliwie wyróżnia tę dzielnicę, to niezliczone kościoły, hospicja i przedstawicielstwa niemal wszystkich chrześcijańskich kościołów i związków wyznaniowych na ziemi. Jej centrum stanowi Bazylika Grobu Pańskiego, kryjąca w swym wnętrzu najcenniejsze chrześcijańskie relikwie: skałę Kalwarii i szczątki groty Grobu Pańskiego. Jerozolimska bazylika jest chyba najważniejszym chrześcijańskim kościołem na świecie. Nabudowana została nad miejscem, w którym znajdował się grób Chrystusa i nad Golgotą.
W samej bazylice jest kilkadziesiąt kaplic poukrywanych w różnych zakamarkach. Najważniejsza jednak stoi na samym środku.
W jej wnętrzu znajduje się płyta, na której miało zostać złożone ciało Chrystusa po śmierci na krzyżu.
Turyści w długiej kolejce czekają na możliwość pochylenia się w tym miejscu i krótkiej modlitwy. Wielu płacze. Potem schodami wchodzą na Golgotę, która - wbrew wyobrażeniom - nie była wysokim wzgórzem, tylko kilkumetrowym pagórkiem. Wraz z innymi stanęłam w niedługiej kolejce do Grobu Pańskiego. Dołączył do mnie Wolfgang, skrzypek i Zuzanna, altowiolinistka, dziękując mi za odwagę, bo sami by tego nie zrobili.

Dzielnica żydowska

Dzielnica żydowska nie jest już tak tłoczna jak dwie poprzednie i jest też znacznie bardziej reprezentacyjna. Napotykamy tam co krok na synagogi obu żydowskich rytów (aszkenazyjskiego – żydów północnoeuropejskich i sefaradyjskiego – żydów śródziemnomorskich) pieczołowicie odnowione po zniszczeniach parunastu lat jordańskiego panowania (1948-67).
Dostrzec tu można dbałość o zachowanie resztek starożytnego miasta, którego oś stanowiło rzymskie Cardo i którego kolumny zostały efektownie wyeksponowane.
Podeszliśmy pomodlić się przy ścianie płaczu. Wejść tam można, ze względów bezpieczeństwa, jedynie przez specjalne bramki. Później wypiliśmy kawę po wiedeńsku i zjedliśmy tort Sachera w austriackim przykościelnym hospicjum.

Niezwykły koncert

Na drugi dzień Roman wywiózł nas na piękną piaszczystą plażę do Tel Avivu, aby odpocząć przed koncertem. Po chwilach relaksu nadszedł w końcu moment, kiedy w wypełnionej po brzegi sali koncertowej, z udziałem burmistrzów obu zaprzyjaźnionych miast: Lutza Urbacha i Lizy Delaricha, połączona orkiestra obu miast zabrała widownię w muzyczną podróż, którą rozpoczął Wolfgang Amadeusz Mozart.
W programie wykonano także utwory Antonio Vivaldiego, Aleksandra Glazunowa, Felixa Mendelssohna i Johanna Sebastiana Bacha. Do niemieckich muzyków dołączyli soliści izraelscy: skrzypaczka Hadar Rimon, i saksofonista Niv Shaked.
Był to niezwykły koncert i niezwykłe wydarzenie. Nieprzemijająca muzyka wielkich klasyków poruszała duszę i epatowała nie tylko samym wykonaniem, ale także ideą całego projektu wspólnego muzykowania i jego miejsca. Doceniła to widownia nagradzając artystów
i pomysłodawców koncertu prawdziwą burzą oklasków.

Budowa mostów i walka z uprzedzeniami

Dziękując za ogromne owacje Roman Salyutov podkreślił, że celem projektu jest nie tylko otwieranie nowych mostów pomiędzy Niemcami i Izraelem, ale także walka z antysemityzmem i antysyjonizmem.
Za rok muzycy planują podobne, wspólne koncerty w Pszczynie podczas Daisy Days, i w Tychach. Za dwa lata taki projekt ma zostać zrealizowany w Muzeum Auschwitz.

Spojrzenie na stolicę

Ostatni dzień swojego pobytu na Ziemi Świętej spędziłam z Petrą i jej przyjacielem Axelem. Dołączył do nas w roli przewodnika także Oliver ze Stuttgartu, który od 11 lat mieszka w Izraelu. Pojechaliśmy autobusem do Jerozolimy, aby udać się na Górę Oliwną, skąd rozpościera się przepiękny widok na stolicę Dawida.
Początkowo zamierzaliśmy tam pojechać taksówką, ale nie udało się. Taksówkarz nie chciał nas tam zawieźć, bo bał się przejeżdżać przez niebezpieczną dzielnicę arabską. Dojechaliśmy więc autobusem komunikacji miejskiej, który był prawie pusty.
Żeby napawać się widokiem z tego miejsca, nie trzeba być osobą wierzącą. W starożytności mówiono, że świat ma dziesięć miar piękna, z czego dziewięć należy do Jerozolimy. Wzgórze, z którego widać stare miasto z połyskującą w słońcu Kopułą Skały, to przede wszystkim używany po dziś dzień żydowski cmentarz z czasów biblijnych.
Można tu siedzieć godzinami. Niestety czas gonił nieubłaganie i musieliśmy ruszyć w końcu w dół, mijając po drodze kościół Dominus Flevit („Pan zapłakał”), rosyjską cerkiew św. Marii Magdaleny, ogród oliwny (Getsemani) i Kościół Wszystkich Narodów znany jako Bazylika Agonii, a potem wzdłuż murów doszliśmy do starego miasta.
Zaglądnęliśmy przy okazji ponownie między innymi do bazyliki Grobu Pańskiego, gdzie były już tłumy turystów. Podobnie tłoczno było przy ścianie płaczu, do której o każdej porze dnia i nocy wędrują w górę i w dół niby aniołowie po drabinie Jakubowej wierni i pielgrzymi.

Wszechobecny niepokój
W Jerozolimie wszędzie wyczuwa się podskórnie ogromne napięcie. Na ulicach tłumy turystów oraz bardzo dużo policji oraz młodych wojskowych – mężczyzn i kobiet z karabinami w rękach. Z jednej strony daje to poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej jeszcze potęguje niepokój, bo przecież Jerozolima, jest jak tykająca bomba. Ciągle największą skazą w jej niezwykłym krajobrazie jest niemożność osiągnięcia przez Izraelczyków
i Palestyńczyków trwałego pokoju.
Mój krótki wyjazd do Izraela nie był pielgrzymką do Ziemi Świętej, jaka zapewne jest znana wielu czytelnikom Echa. Wróciłam z weekendowego wypadu do Izraela w przekonaniu, że te bardzo intensywne trzy dni dały mi nowe spojrzenie na Ziemię Obiecaną i jej mieszkańców.

Danuta WENCEL

 

Wywiad

ilustracja

Miśka, Ślązaczka i Twoja twarz brzmi znajomo

Bieruńska Michalina Sosna po tyskim „Kruczku”, podbija warszawskie sceny

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Bożek – przegrał ze Stephensonem

Dla wynalazcy liczy się miejsce, gdzie pracuje

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Dajmy brukselce szansę!

Z brukselką jest trochę jak ze szpinakiem, czy wątróbką – większość z nas ma związane z nimi złe wspomnienia z czasów dzieciństwa. Czemu tak się stało? Po pierwsze do niektórych smaków trzeba zwyczajnie dojrzeć, ale myślę, że najważniejszy jest jednak sposób przyrządzenia. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić wszystkie przemiłe panie przedszkolanki, które z pełnym przekonaniem usiłowały wciskać mi i moim kolegom gorzką, rozgotowaną brukselkę... Tak być nie musi! A skoro właśnie ruszył sezon na najciekawszą i zarazem najrzadziej przyrządzaną kapustkę, to mamy okazję dać jej szansę i docenić jej walory!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Święty czy podciep czyli kim jest Mikołaj

Wyobrażacie sobie, że w rocznicę urodzin papieża-Polaka ktoś – twierdząc, że to ku jego pamięci – będzie chodził ubrany w strój klauna i przedstawiał się, jako Jan Paweł II? Najdalej za dwie godziny ktoś poleci  na prokuraturę, donieść o obrazie uczuć religijnych. I w zasadzie można zrozumieć, że taka sytuacja kogoś, kto czci Jana Pawła II, bądź co bądź świętego, może obrażać. Podobnie jak ktoś, kto wciągnie na siebie skórę niedźwiedzia – i nie będzie twierdził, że jest teraz miśkiem, tylko, powiedzmy, św. Krzysztofem, patronem Tychów. To chyba też obraza uczuć religijnych, też na prokuraturę trzeba lecieć.

więcej

Partnerzy