Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że susza spowoduje duży wzrost cen żywności?

Echo historii

Kraina mordowanych ludzi

Najkrwawsza wojna Śląska i całej Europy

Na przełomie maja i czerwca zaczęła się największa wojna w  historii Europy, a jedną z wojujących stron był Śląsk. Rzucił wyzwanie najpotężniejszemu państwu na europejskim kontynencie, i nawet przez pewien czas odnosił militarne sukcesy. Jednak niemieckiemu cesarzowi, któremu Ślązacy rzucili rękawicę, z pomocą przyszedł polski król. A wojna  rozlała się na całą Europę.

 

ilustracja

Polacy nie znają historii zachodniej Europy. Bardzo niewiele wiedzą o losach swoich sąsiadów, Czechów i Niemców. Od czasu, gdy na polskim tronie zasiadła dynastia Jagiellonów, polska polityka zwróciła się na wschód, wojny toczyła z Rosją i Turcją, nie angażując się w to, co dzieje się za jej zachodnimi granicami. A Śląsk od XIII wieku znajdował się właśnie za zachodnią polską granicą. I- inaczej niż Polska - w politycznym życiu tej Europy uczestniczył.
Prawnicy mogliby toczyć niekończące się rozważania, czy przez kilka stuleci Śląsk był, czy nie był niepodległym państwem. Jeśli ktoś chce się upierać, że należał do Czech, to musi uznać, że dziś niepodległym państwem nie jest… Australia. Bo śląska niepodległość była wówczas nawet większa, niż obecna australijska.

Czeski? To nie takie proste

W tekstach polskich historyków stale znajdziecie informację, że Śląsk należał wtedy do Czech. Ale to nie do końca tak. Od XIV wieku niemal wszystkie śląskie księstwa, w większości wciąż w posiadaniu Piastów, ale też na przykład bocznej linii czeskich Przemyślidów (na przykład księstwo opawskie) należały do korony czeskiej, to znaczy składały hołd królowi Czech. Ale król Czech, składał hołd cesarzowi rzymskiemu (potocznie zwanemu niemieckim), a cała korona czeska, w tym i Śląsk leżała w granicach rzymskiego (niemieckiego) cesarstwa.
Ale i sam Śląsk miał u schyłku średniowiecza skomplikowaną sytuację ustrojową.  Były tu bezpośrednie księstwa dynastyczne (np. księstwo opolsko-raciborskie Hanusza Dobrego), ale i księstwa należące bezpośrednio do króla.  Były wolne państwa stanowe (na przykład pszczyńskie), powstałe na skutek przejęcia całego lub części księstwa dziedzicznego przez osobę spoza dynastii panujących. Ich władcy  mieli tytuł niższy,  i niżej stali w arystokratycznej hierarchii, niż książęta z rodów panujących (jak Piastowie), ale uprawnienia praktycznie te same. . W końcu dobra lub lenna zamkowe tworzące państwa stanowe mniejsze (status minores). Bałagan uzupełniały dobra zakonne o różnym statusie, wolne miasta i dobra kościelne - największym było biskupie księstwo nyskie i należące do biskupa krakowskiego. księstwo siewierskie. Ponieważ i ono,  jak cały Śląsk leżało w Rzeszy Niemieckiej, biskupi krakowscy, aż do 1790 roku, konsekwentnie używali tytułu księcia Rzeszy – i to przed polską tytulaturą!
Bałagan –podobny zresztą był na Morawach i Łużycach - uporządkował król Karol IV Luksemburczyk, przekształcając swoje państwo w federacyjną Koronę Czeską, składającą  się z czterech części: królestwo czeskie, księstwo śląskie oraz dwa margrabstwa: Moraw i Łużyc.  U nas najwyższym szczeblem władzy stał się nie król, lecz Sejm Śląski. Edykty królewskie nabierały mocy prawnej dopiero, gdy ten sejm je zatwierdził. Króla reprezentował starosta generalny Śląska, wybierany wyłącznie spośród śląskich książąt – ale objęcie przez niego urzędu też wymagało zgody Sejmu  Śląskiego. Zdarzało się, że sejm kandydaturę króla odrzucał, wtedy wskazywał on następną osobę.

Tak samo  niepodległy, jak Australia  

Stąd porównanie z Australią, która ma konstytucję, parlament, sąd najwyższy, generalnego gubernatora reprezentującego królową, premiera, rząd, siły zbrojne, dyplomację, wywiad i kontrwywiad. Własną monetę i własny system fiskalny. Ale głową państwa jest królowa brytyjska, a sama Australia jest członkiem Korony Brytyjskiej, jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że Australia (i będąca w identycznej sytuacji Kanada), nie są niepodległymi państwami.  
No a teraz Śląsk pomiędzy XIV a XVIII wiekiem: miał własną konstytucję (tak, najstarszą na świecie, z XVI wieku), sejm, sąd ziemski (jakby sąd najwyższy)  Miał starostę generalnego reprezentującego króla (cesarza), kanclerza (premiera) i kancelarię (rząd), siły zbrojne, dyplomację, wywiad i kontrwywiad. Własną monetę i własny system fiskalny.  
Można nawet powiedzieć, że Śląsk był  bardziej niepodległy, niż dzisiaj jest Australia. Gdyż królowa (król) angielska z automatu zostaje królową Australii – natomiast król Czech by  objąć tytuł najwyższego księcia Śląska musiał we Wrocławiu złożyć  przysięgę na przestrzeganie praw stanom śląskim.

Wyzwanie rzucone cesarzowi

Taki stan rzeczy zmieniła dopiero wojna, którą  tekst ten zacząłem. Wojna, która objęła swoim zasięgiem niemal całą Europę, od Hiszpanii po Szwecję, od dzisiejszej Rumunii po Anglię. Polska teoretycznie w niej nie uczestniczyła. Teoretycznie. Wystarczyło jednak, że Polska w swojej historii traktuje ją marginalnie. A co za tym idzie, tę najkrwawszą śląską wojnę, marginalnie traktuje się obecnie też na Śląsku.
Na początku XVII wieku na Śląsku panowały swobody religijne,  a zdecydowana większość Ślązaków – wbrew temu, co dziś uważają, że zawsze byli katolikami – wyznawała różne odłamy protestantyzmu, zwłaszcza luteranizm i kalwinizm. Biskup wrocławski (akurat Habsburg, brat cesarza) nie miał prawa pełnić  godności starosty generalnego (premiera) Śląska, mógł nim być jedynie świecki książę śląski.
Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy królem czeskim został w 1617 roku ultrakatolicki arcyksiążę Ferdynand I Habsburg, zarazem zwolennik rządów absolutystycznych.  Jego wybór spowodował bunt protestanckich Czechów – zwłaszcza że Ferdynand od razu zabrał się za szykanowanie innowierców. W odpowiedzi czescy dostojnicy wyrzucili przez okno na kupę gnoju namiestników cesarza. Akt ten, zwany defenestracją praską, miał miejsce 23 maja 1618 roku i był bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny XXX-letniej. Stany śląskie natychmiast bunt Czechów poparły, domagając się jednocześnie prawa współdecydowania o wyborze króla.

Dlatego klęska pod Cecorą

W Polsce jeśli o wojnie XXX-letniej się wspomina, to w kontekście wojny religijnej. Tymczasem katolicka Francja w sojuszu z kilkoma protestanckimi państwami walczyła przeciw katolickim Austrii i Hiszpanii. A wywołali ją Czesi, wespół  z pozostałymi państwami Korony Czeskiej. I natychmiast zaczęli gromadzić wojska, prowadzić akcję dyplomatyczne, poszukując sojuszników w Europie. Korona czeska przekształciła się w konfederację, do której niemal natychmiast przystąpił Siedmiogród (obecnie leżący w Rumunii). Śląsk na szybko budował armię, a będąc krainą bogatą i ludną, szybko stworzył mocneoddziały.
Powstańcy niemal natychmiast wysłali dyplomatów do Turcji, tradycyjnego wroga Habsburgów. Górny Śląsk w delegacji tej reprezentował Jan Kochcicki, z potężnego górnośląskiego rodu magnackiego. Delegaci w obawie, że równie ultrakatolicki jak Ferdynand, polski król Zygmunt Waza, może zechcieć przyjść na pomoc Habsburgom, sugerowali też ewentualny atak na Polskę. I rzeczywiście, gdy w 1620roku Turcja uderza na Polskę, i rozbija jej wojska pod Cecorą, jako powód wojny podaje ataki polskich lisowczyków na wojska konfederacji –w której uczestniczył także Siedmiogród, tureckie lenno. Krótko mówiąc, Turcy stwierdzili, że wojska polskie atakując Siedmiogród, zaatakowały de facto Turcję. Jaki historyk polski łączy tymczasem klęskę w bitwie z Turkami pod Cecorą z powstaniem Ślązaków przeciw niemieckiemu cesarzowi?

Polska wojny nie chce, ale król tak

Rachuby śląskich polityków i dowódców  okazały się słuszne. Zygmunt III Waza nie przystąpił oficjalnie do wojny (sejm nie wyraził zgody), ale zezwolił cesarzowi na werbowanie w Polsce oddziałów jazdy, okrytej potem ponurą sławą jako Lisowczycy, zapewnił także cesarza, że na Śląsk i Czechy uderzą prywatne armie polskich magnatów pod dowództwem hetmana Żółkiewskiego. Wojska magnackie na Śląsk nie uderzyły, gdyż sam Żółkiewski –a wraz z nim spora część tych armii – zginął w bitwie pod Cecorą.
Jednak Lisowczycy Śląsk najechali, a był to najazd na tyle brutalny,  że jeszcze w XIX wieku śląskie matki straszyły niegrzeczne dzieci polskimi wojokami. W momencie najazdu wojsk śląskich do obrony ojczyzny było niewiele, bo wraz z sojusznikami  czeskimi i siedmiogrodzkimi maszerowały na Wiedeń, celem zdobycia cesarskiej stolicy.
Ofensywa na Wiedeń (i jego chwilowe oblężenie) załamała się głównie z powodu Lisowczyków.  Zaatakowali oni  bowiem nie tylko Śląsk, ale też Siedmiogród, i jego wojska wycofały się, by bronić własnej ojczyzny. Osłabieni Ślązacy i Czesi przeszli do  wojny defensywnej, która zakończyła się w klęską w bitwie po Białą Górą ( 8 listopada 1620). Od tego momentu Czesi praktycznie już nigdy nie chcieli uczestniczyć w wojnach, uznali bowiem, że dla narodu jest to nieopłacalne. Pod Białą Górą wyginęła połowa czeskiej elity, druga połowa musiała udać się na emigrację. W efekcie nawet literacki język czeski  zaniknął, i pod koniec XIX wieku tworzono go sztucznie w oparciu o gwary spod Pragi. W efekcie obecny język czeski jest mniej podobny do czeskiego sprzed 400 lat, niż śląski! Ślązacy lepiej rozumieją stare czeskie dokumenty i książki (na przykład przekład biblii z 1613 roku), niż Czesi.

Lisowczycy –jeźdźcy apokalipsy

Wracając jednak do Wojny XXX-letniej, po bitwie pod Białą Górą wojska śląskie wróciły do ojczyzny i … jej nie poznały. Lisowczycy dopuścili się tu nieprawdopodobnych spustoszeń. Nawet  jak na warunki XVII wieku było to wojsko wyjątkowo bestialskie. Poruszające się z ogromną prędkością, bo bez piechoty, taborów. Za ich konnymi chorągwiami może tylko Tatarzy byliby w stanie nadążyć. Nie mając taborów, aprowizacji, żywność zabierali przemocą w miejscach, gdzie akurat wypadł im nocleg. Zresztą mieszkańcom tych miejscowości żywność ta nie była już do niczego potrzebna, bo  jeszcze przed rozpoczęciem rabunku ludność była mordowana. Za wyjątkiem dziewczyn i młodych kobiet, które mordowane były rano, po nocy, podczas której były wielokrotnie gwałcone. Przed opuszczeniem wsi czy miasteczka lisowczycy puszczali go z dymem. Następny nocleg – identyczna sytuacja.
   Hrabia Maurycy Dzieduszycki tak opisywał ich sposób prowadzenia wojny:  
„Któż opisze, ilu niewinnych z głodu umarło, ile uczciwych pań i dziewic gwałt i znieważenie poniosło, ile z nich wykradzeniem uniesiono, ile ludzi wszelkiego wieku i płci najokrutniejszymi sposobami męczono? Wielu powrozami na głowę zarzuconymi i ściśnionymi, wielu pałkami i kijami dręczeni, inni obcęgami szarpani, inni świdrami w gardło i inne miejsca wpychanymi katowani, inni na pal i haki wbijani. Że nawet niewiasty i dziewice sprośnymi gwałtami na śmierć przyprawione, a ciężarnym ogniem płód wypędzony; inni wreszcie tak duchowni jak i świeccy, tak starzy, jak i młodzi, tak szlachta jak i gmin pospolity po domach i drogach najokrutniej dręczeni i rozdzierani” –i jest to opis z Austrii, której byli Lisowczycy sojusznikami! Więc jak zachowywali się na wrogim Śląsku! Zresztą wiemy jak, burmistrzowie Pszczyny czy Skoczowa rozrywani końmi na rynku.
Gdy wojska śląskie wróciły z ofensywy wiedeńskiej, lisowczykom już tak dobrze nie szło. W kwietniu 1620 roku po pościgu w okolicach Głubczyc i Karniowa dragoni śląscy dogonili duży ich oddział i przy pomocy okolicznego wojska wybili ich niemal wszystkich –zbiegło nie więcej niż 300. 27 złapanych bandytów - wszyscy herbowa szlachta polska – powieszono na rynku we Wrocławiu.

Problem z Sarkandrem

Na marginesie, gdy w1995 roku Jan Paweł II kanonizował Jana Sarkandra ze Skoczowa, męczennika, część czeskich biskupów się nie zjawiła. Dla zdecydowanej większości Czechów bowiem Sarkander to ludobójca, który wskazywał lisowczykom niekatolickie wsie, skazując tym samym ich ludność na śmierć. Gdy wiedzący o tym protestanci dopadli Sarkandra –rzeczywiście śmierć miał męczeńską. Czesi wiedzieli też, że ze Śląska i  Moraw ks. Sarkander udał  się na początku wojny XXX-letniej do Polski, a wrócił w tym samym czasie, gdy pojawili się Lisowczycy. Był więc dla nich oczywistym polskim szpiegiem. Teraz na tych samych terenach czci się Jana Sarkandra jako świętego.
Wojna między Śląskiem a cesarzem zakończyła się 28 lutego1621  roku, kiedy to podpisano tzw. Akord Drezdeński. Stany śląskie uznały króla Ferdynanda, zapłaciły cesarzowi kontrybucję wysokości 300 tys. guldenów, a cesarz  ogłosił amnestię i ograniczył represje wobec protestantów.
Amnestia nie objęła głównodowodzącego śląskich wojsk Jana Jerzego Hohenzollern a, który został skazany na banicję. Również  ród Kochickich musiał ratować się ucieczką, dobra im odebrano a jeden z Kochcickich został wbrew akordowi drezdeńskiemu stracony. Zresztą efektem wojny XXX-letniej jest znaczna redukcja śląskiej szlachty o słowiańskich nazwiskach, przed represjami cesarskimi chroniła się ona w Saksonii, Polsce, na Węgrzech. Jej miejsce zastępowała lojalna wobec cesarza szlachta niemiecka.

Armie maszerujące, armie mordujące
Wraz z akordem drezdeńskim wojna XXX-letnia na Śląsku skończyła się tylko na chwilę. Bo choć wojska śląskie już w niej udziału nie brały, przez całe cesarstwo maszerowały raz tam, raz nazad, wojska szwedzkie, duńskie, pruskie, hanowerskie i wiele innych. Śląsk był najkrótszą trasą łączącą dwa główne teatry działań wojennych: brandenbursko-pomorskie i austriacko-węgiersko-siedmiogrodzki.  Każda maszerująca armia kradła, mordowała, gwałciła, paliła. Na Śląsku rozegrały się też dwie wielkie bitwy wojny XXX-letniej. W 1633 roku wojska cesarskie (z walczącą już po ich stronie kawalerią śląską) pokonały pod Ścinawą wojska szwedzko-saskie. W bitwie wzięło udział około 70 000 żołnierzy. Rok później pod Legnicą Saksonia wzięła srogi odwet. W historii niemieckiej Schlacht von Liegnitz dotyczy właśnie tej bitwy, a nie stoczonej przez Henryka Pobożnego z Tatarami.
Wojna XXX-letnia przyniosła Śląskowi ogromne zniszczenia. Wojska protestanckie paliły go, nakładały kontrybucje, bo to ziemie cesarskie. Wojska cesarskie (w ich składzie stale Lisowczycy) paliły i nakładały kontrybucje, bo to tereny protestanckie. W efekcie na przykład Jelenią Górę, mającą przed wojną kilka tysięcy mieszkańców, w roku jej zakończenia zamieszkiwało… 6 rodzin. Lwówek Śląski w roku 1618 liczył 6000 mieszkańców, w 1648 żyło tu 40 osób.  Jeszcze w powstałych 150 lat później pruskich opisach topologicznych przy wielu miejscowościach znajdujemy jedynie krótką notatkę „pustka osadnicza”. Ludność Śląska spadła o połowę,  z półtora miliona do ok. 800 00. Choć i tak można powiedzieć, że mieliśmy szczęście, ludność Czech spadła z 4 milionów do też 800 tysięcy. O 80%. Dla porównania, podczas ludobójczej II wojny światowej,  na żadnym terenie populacja nie zmniejszyła się bardziej, niż o 30%.
  Wojna XXX-letnia zakończyła się w 1648 roku pokojem westfalskim. Śląscy protestanci mieli w nim zagwarantowane większe prawa, niż choćby czescy, ale i tak podlegali masowej rekatolicyzacji. Miały tu prawo stać tylko trzy protestanckie zbory, w tym żaden murowany. Ponieważ jednak Śląsk miał od XVI wieku swoją konstytucję, gwarantującą spore prawa, w wielu miejscach, na przykładna Śląsku Cieszyńskim, protestanci przetrwali.
Niemniej w wyniku tej wojny Śląsk, przedtem jeden z najbogatszych regionów Europy, bardzo podupadł. Kolejne przyspieszenie cywilizacyjne przyniosła mu dopiero industrializacja,  która – już w państwie pruskim –zaczęła się na przełomie XVIII i XIX wieku.
Pokój westfalski (1648) spowodował także, iż dotychczasowa federacja korony czeskiej stała się fikcją, martwą literą  prawa, z którego cesarz robił sobie niewiele – choć formalnie przetrwała aż do zdobycia Śląska przez Prusy.
 Dariusz Dyrda

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Z dr hab. Małgorzatą Myśliwiec, tyszanką, profesorem Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Dariusz Dyrda

W czerwcu przez Polskę przetoczyła się dyskusja o decentralizacji, w tym samym miesiącu Sejm RP po raz piąty odrzucił projekt ustawy o śląskim języku regionalnym. O obu tych sprawach rozmawiamy z najbardziej znanym na Górnym  Śląsku komentatorem politycznym, prof. Małgorzatą Myśliwiec, politologiem z Tychów.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Morwa - repertuar do nadrobienia

Mało się o niej mówi mimo, że morwa to roślina znana od tysiącleci. Jej owoce, które przypominają śląskie ostrenżyny czyli polskie jeżyny, albo dzikie maliny sugerują, że morwa to po prostu krzak. Nic bardziej mylnego – to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet do 10 metrów wysokości i przetrwać nawet 250 lat. W Polsce nie wzięła się przez przypadek, a na jej historię i właściwości warto zwrócić uwagę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy