Echo historii

Spadkobierczyni

Tydzień temu prezentowaliśmy tu postać Karola Godulli. Napisaliśmy, że opowieść o nim byłaby niepełna, bez drugiej części,  o kobiecie, która urodziła się w biednej rodzinie, a umierała jako pierwsza businesswoman świata, bajecznie bogata Johanna hrabina von Schaffgotsch.

ilustracja

Najczęściej nazywana bywa Śląskim Kopciuszkiem. Porównanie kompletnie nietrafione, bo – jak bajkę pamiętamy -  w Kopciuszku zakochał się królewicz, uczynił ją królową a potem żyli długo i szczęśliwie. Na czym w szczegółach polegało to szczęśliwe życie -  nie mamy pojęcia. Natomiast gdy Johanka wychodziła za mąż za hrabiego Hansa Ulryka, ze starego książęcego śląskiego rodu Schaffgotschów (spokrewnionego ze śląskimi Piastami), ten poza arystokratycznym tytułem miał niewiele, bo niemal cały rodowy majątek odziedziczył jego stryj. To raczej on był Kopciuszkiem, który wżenił się w majątek Joasi. Ale prawdą jest, że żyli długo i szczęśliwie. A ona – zarządzająca majątkiem sama, gdyż miała rozdzielność majątkową – ogromną fortunę, odziedziczoną po Godulli, jeszcze siedmiokrotnie powiększyła.

Córka służącej

Johanka Grycik (Gryzik? Gryczik?) była córką biednej chłopskiej rodziny z Poremby, dzielnicy Zaborza (dziś i Zaborze i Poręba są częścią Zabrza). Jej ojciec Jan pracował w hucie cynku, należącej do Karola Godulli, matka była u niego służącą. Gdy dziewczynka miała trzy lata, ojciec zmarł. Matka, planowała kolejne małżeństwo, w którym jednak dzieciak stanowi przeszkodę. Niejako więc z konieczności, podrzuciła córkę swojej przyjaciółce, najbardziej zaufanej służącej Godulli, Emilii Lukas. Tak na  marginesie.- umierający Godulla i tę służącą potraktował w spadku więcej, niż szczodrze. Dostała tyle, że kupiła sobie wioskę Bełk (między Orzeszem a Rybnikiem).
Maleńka Johanka zamieszkała więc w domu Diabła! Godulla był szpetny tak dalece, że nie godził się na żadne go portretowanie. Twarz niezbyt urodziwa, dodatkowo została oszpecona w młodości, gdy zbóje wydłubali mu oko. Do tego był ponurakiem, o którym lud prawił, że diabeł przynosi mu złoto. Bo jak inaczej prosty człowiek mógł zrozumieć lawinowy wzrost jego majątku?

Bukiecik polnych kwiatków

Bali się go wszyscy. Kto nie musiał się zbliżać – ten go unikał. Ale nie dziewczynka w wieku przedszkolnym. Wiedziona może wdzięcznością, że żyje u  niego  bez  głodu, a może w jakimś nagłym odruchu – przyniosła staremu ponurakowi zebrane w polu kwiatki. Być może to pierwszy dar serca, jakiego zaznał zgorzkniały magnat. Od tego momentu Johanka mogła się bawić w całym jego domu. Domu – bo chociaż wybudował sobie pałac, mieszkał wciąż w domu z czasów, gdy był jedynie zarządcą u hrabiów Bellestremów. Dziewczynka mogła bawić się nawet w gabinecie, do którego nikt inny nie wchodził bez lęku. Godulla angażuje też dla niej nauczyciela. Ba, w roku 1847 sądowo staje się jej prawnym opiekunem.
Ale nie trwało to długo. Coraz bardziej schorowany Godulla udał się w 1848 roku po pomoc do wrocławskich lekarzy. Ci jednak nie potrafią mu pomóc i w wieku 67 lat umiera na kamicę nerkową. Niegroźna dziś choroba, wtedy była okrutnie bolesna i  śmiertelna. Już na łożu śmierci dyktuje testament.

Sensacyjny spadek

Gdy go otwarto, był to wstrząs dla całej Europy. Najbogatszy magnat przemysłowy kontynentu niemal cały swój majątek zapisuje sierocie, córce swojej służącej. Głosy, że to zapewne też jego córka  są nieliczne – wszyscy wiedzą, że okaleczony w młodości, dzieci mieć nie mógł.
Ale ma siostrzeńców. A ci wpadają w furię. Liczyli, że to oni odziedziczą fortunę. Wuj ich wprawdzie nie pominął, dostali 200 000 talarów – można za to było kupić kilka kopalń albo kilka majątków ziemskich.
200 000 talarów to ogromna ilość pieniędzy – dobrze płatny urzędnik musiał na nią pracować … 500 lat. Robotnik – 2000 lat. Zresztą swoim  robotnikom też Godulla 50 000 zapisał.
Ale 90% jego majątku – w tym cały koncern przemysłowy stał się własnością 6-letniej Joasi. Dlaczego nie siostrzeńcy? Skąd można wiedzieć, może kaprys „Diabła”, może prawdziwie pokochał dziecko, które okazało mu uczucie, a może chciał ukarać siostrzeńców, prowadzących hulaszczy i bogaty tryb życia, podczas gdy on był skromnym pracoholikiem. Ale najpewniej wszystkiego po trochu.
Siostrzeńcy ruszają do prawniczego boju. Próbują testament podważyć. Jednak sądy są  nieugięte – może i testament Godulli jest dziwaczny, ale na pewno zgodny z prawem. Nad dziewczynką zawisa jednak niebezpieczeństwo. Testament stanowi, że w razie jej  bezdzietnej śmierci, majątek wraca do siostrzeńców. Kto wie, do czego ci są gotowi się posunąć…

Szlachcianka

Maksymilian Scheffler, prawnik i przyjaciel Godulli, wykonawca jego testamentu, w obawie przed zamachem chciwych siostrzeńców ukrył Johankę w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu. Jednak
i tam bardzo dbano o jej edukację, wszak miała zarządzać największym w państwie koncern przemysłowym. Gdy miała lat szesnaście zamieszkała we wrocławskiej willi Schefflera i zapewne tam poznała o jedenaście lat starszego porucznika huzarów, hrabiego Hansa Ulricha von Schaffgotsch. Skoligaconego z niejedną monarszą rodziną, ale bez majątku.  Młodzi – i oboje urodziwi - przypadli sobie do gustu. A chociaż ona była bajecznie bogata, to jednak ślub Schaffgotscha z dziewczyną z ludu, byłby mezaliansem.
I znów zadziałał Scheffer. Zwrócił się do króla o nadanie Johance tytułu szlacheckiego. Wcześniej bez powodzenia starał się o niego Godulla. Gdy zniechęcony zabiegami, obraził się na berliński dwór, król Fryderyk Wilhelm IV sam wystąpił z propozycją. Otrzymał jednak odpowiedź, która zaszokowała i dwór, i przyjaciół śląskiego magnata: „Najtrwalszym szlachectwem pozostanie pamięć czynnego żywota!”
Jednak w przypadku jego spadkobierczyni problemów nie było. Król nadał Johannie szlachectwo i nazwisko rodowe: von Schomberg-Godulla. Godulla jest jego członem oczywistym. A Schomberg? Też oczywistym. Obecnie to Szombierki, przemysłowa osada, w której oprócz hut i kopalń stał też ten pałac Godulli. Teraz rezydencja Joanny, a niebawem też Hansa Ulricha.
Herb nowej szlachcianki w sposób też oczywisty – swoimi barwami – nawiązywał do Górnego Śląska, a swoim godłem do źródła jej majątku. Widzimy w nim kuplę, czyli znany do dziś symbol górnictwa. Na kuplę składa się zielosko i pyrlik. Zielosko to narzędzie o kształcie klina, coś jak czekan, służące do kucia w węglu, odrywania jego brył. Pyrlik zaś to młotek, którym uderzano w zielosko.

Małżeństwo

Johanna i Hans Ulrich,  pobrali się w 1858 roku. W polskiej literaturze ożenek ten nie był  mile widziany. O ileż lepiej, gdyby Joasia zamiast za Niemca wyszła za Polaka, lub chociaż Ślązaka. Gustaw Morcinek, w powieści „Pokład Joanny” wyszydzał hrabiego: „Koło niej pętają się inżynierowie i jej narzeczony, suchy, chudy, o podłużnej głowie hrabia Hans Ulrich von Schaffgotsch na Kopicach. Patrzy na nią żabimi oczyma […]. Na jego wąskich, skrzywionych ustach błąka się szyderstwo i obłuda. [...] Zdjął czapkę i wytarł łysinę pachnącą chusteczką". "Śmieszny był z tą swoją chudą szyją tkwiącą z wysokim kołnierzu […], z rudawymi bokobrodami, z cienkimi ustami wykrzywionymi w pogardliwym grymasie". "Biedaczysko hrabia, świszczypała niemrawy, lęka się, żeby mu nie przepadły miliony grefiny Joanny".
Mamy wiele zdjęć hrabiego. Nawet  jako człek w średnim wieku nie był łysy, więc tym bardziej jako27-latek. Nie ma ani głowy podłużnej, ani chudej szyi, ani ust cienkich. Jest przystojny. Wykształcony. Nie tak bogaty, jak jego przodkowie, ale przecież nie biedny, jakieś tam majątki ziemskie posiada. No i wbrew Morcinkowi nie był też panem na Kopicach, kupili je już po ślubie.
Jeszcze śmieszniej w 1890  roku piszą  Nowiny Raciborskie: "Pomiędzy starającymi się o jej rękę był podobno i hrabia M. z Poznańskiego, Polak. Miał najwięcej widoków powodzenia, lecz małżeństwo rozbiło się o to, że rodzina hrabiego drwiła sobie zbytnio z lichej wymowy polskich wyrazów panny Gryczyk. Obrażona zerwała stosunki z hrabią M. i poszła za mąż za hrabiego S., Niemca". To już bzdura kompletna. Rodzina polskiego hrabiego z Poznańskiego, leżącego od prawie stu lat w państwie pruskim, musiała biegle władać językiem państwowym. Za to Johanka po polsku nie mówiła wcale. Znała tylko swoją ojczystą mowę śląską, wówczas bliższą językowi czeskiemu niż polskiemu.

Długo i szczęśliwie

Prawda  jest taka, że zakochali się w sobie prawie od pierwszego wejrzenia - i, jak w bajce - żyli długo i szczęśliwie. Przeżyli razem 52 lata, do jej śmierci w 1910 roku. On przeżył ją o pięć, umierając w bardzo sędziwym, jak na tamte czasy, wieku 84 lat. Doczekali się czwórki dzieci: Hansa Karola (1859), Klary (1860), Elżbiety (1862) i Eleonory (1864) –zakładając żyjącą do dziś w Niemczech górnośląską linię von  Schaffgotschów.
Ona okazała się godną spadkobierczynią Godulli! Inwestowała w przemysł z rozmachem, a budowana przez nią elektrociepłownia Szombierki (dokończona już po śmierci hrabiny) uważana jest za jeden  z najpiękniejszych obiektów postindustrialnych na świecie.
Nie zanudzając – małżonek nie był zupełnie odsunięty od zarządzania majątkiem, ale ponieważ para zawarła rozdzielność majątkową, ostateczne decyzje należały do niej. Nie zanudzając – mimo rosnących konkurencyjnych fortun książąt von Donnersmarck, von Hochberg, koncernu Gieschei i nnych, za swojego życia siedmiokrotnie pomnożyła majątek odziedziczony po Godulli. Pod koniec życia zgodnie z obowiązującymi trendami, przekształciła koncern w spółkę akcyjną Gräflich Schaffgotsche Werke (Zakłady Hrabiowskie Schaffgotsch). Po jej śmierci czwórka dzieci została po równo podzielona udziałami.

Dobroczynna

Nie była jednak tylko bardzo zdolną businesswoman. Pamiętała, że wywodzi się  ze śląskiego ludu. I to nie tylko na pokaz, bo chętnie rozmawiała po śląsku (nie ma przekazów, by po polsku), równie  chętnie nosiła śląski strój. Co ważniejsze, pamiętała o rodakach. Do historii przeszła jako fundatorka szkół, sierocińców oraz kościołów.
W jednym z nich  umieściła  zwłoki swego dobroczyńcy Godulli – o tym jednak było tydzień temu.  Teraz dodajmy  tylko, że inskrypcja ufundowana przez nią, dla tego ”diabła”, brzmiała: Tu spoczywa w Panu człowiek najszlachetniejszy.
Jej własne zwłoki miały znacznie mniej szczęścia - ale o tym za chwilę. Jednak wszystkich albo choć większości aktów dobroczynności hrabiny wymienić się nie da. Bezpłatny prąd z elektrociepłowni dla mieszkańców Bytomia, to tylko jeden z przypadków. Warto też wspomnieć, że osady, gdzie były domy jej pracowników, elektryfikowano już w XIX wieku. Wcześniej,  niż Warszawę, o innych polskich  miastach nie wspominając.
Małżonek  bardziej zajmował się polityką. Jako poseł do Reichstagu pokazał charakter. Po rozpoczęciu Kulturkampfu, hrabia Schaffgotsch, dotychczas polityk  stronnictwa narodowo-liberalnego, przeszedł do partii Centrum, tłumacząc, że jako  dobry katolik nie może należeć do ugrupowania zwalczającego Kościół. Bo, warto to wiedzieć, Kulturkampf nie był wcale skierowany przeciw Polakom, lecz przywilejom Kościoła Katolickiego.

Cudne Kopice

Małżonkowie niedługo po ślubie zakupili majętność Kopice (Koppitz) na granicy Górnego i  Dolnego Śląska (między Opolem, Nysą a Brzegiem, obecnie woj. opolskie). W miejsce starego pałacu wybudowali nowy, z którym na Śląsku tylko rezydencja Donnersmarcków mogła się równać. A w całej Europie niewiele. Pałac w Kopicach to prawdziwa perła neorenesansowej architektury.
Dziś, choć w ruinie, w którą popadł po II wojnie światowej, dalej daje wyobrażenie swego dawnego piękna. Para większość czasu spędzała tam, choć pomieszkiwała też w pałacu w Szombierkach oraz willi we Wrocławiu.

Sprofanowana

W leżącym także w Kopicach rodowym mauzoleum w 1910 roku spoczęła Johanna, pięć lat później Hans Ulrich. I spoczywali tam do roku 1945, gdy sowieccy żołnierze wywlekli zwłoki
z sarkofagu. Ze zmumifikowaną hrabiną najpierw sołdaci tańczyli, a potem wrzucono ją do fosy. A hrabiego… posadzili z fajką w ustach na ławce obok drzemiącego pod wpływem alkoholu. Miejscowa wieść niesie, że ten, gdy się  obudził, w momencie osiwiał. A rodzinne szczątki walały się jeszcze długo. Dopiero w latach 70. miejscowy proboszcz pochował je w mogile, obok zdewastowanego mauzoleum, które też uporządkował. A na przełomie lat 70.i 80. Nagrobny pomnik  postawiono im na koszt hrabiego Hansa Ulricha von Schaffgotsch - prawnuka Joanny i Ulricha.
Staraniem jego i miejscowych pasjonatów częściowo odrestaurowano też mauzoleum. Teraz tym pasjonatom marzy się przywrócenie dawnej świetności pałacowi w Kopicach. Ale to olbrzymie pieniądze, podobnie jak zadbanie, by elektrociepłownia Szombierki nie popadała w ruinę.

Dariusz DYRDA

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Poparcie dla aspiracji Ślązaków

Z Łukaszem Kohutem, liderem partii Wiosna na nasze województwo rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Optyka bez demonów

 Witelo – naukowiec nr 2. średniowiecza był Ślązakiem

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Niedoceniany długouch

Królik europejski pojawił się na Półwyspie Iberyjskim około pół miliona lat temu. Stamtąd, dzięki Fenicjanom rozprzestrzenił się po całej Europie i w rezultacie od trzech tysięcy lat gości na naszych stołach jako tradycyjne mięso - najczęściej podawane podczas świąt. Dość kontrowersyjne, bo przez wieki królik przeszedł w naszych oczach niemałą metamorfozę – od zwierzyny łownej, która zapewniała pożywny posiłek i futro pomagające przetrwać mroźne zimy, przez uciążliwego szkodnika aż po...domowego pupila.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Psia kość czyli o psach sprzed wieku

Mówi się że pies jest największym przyjacielem człowieka. Szczęśliwy czworonóg obdarzy swojego pana miłością bezwarunkowo. Na pewno każdy słyszał kiedyś w swoim życiu historie o psie, który czekał na swojego pana na jego grobie. Pies jest przyjacielem, przewodnikiem, opiekunem,’ obrońcą; jest tym wszystkim dla człowieka, w zależności czego potrzebuje. Mówi się, że pies upodabnia się do swojego ludzkiego towarzysza, ale warto pomyśleć, jak my zmieniliśmy psa, tylko po to by sprostał naszym - czasem dziwnym - wymaganiom.

więcej

Partnerzy