Sondaż publiczny

Sylwestrową Noc lubisz spędzać:

Echo historii

Sobieski szedł przez Mysłowice, jego wojska przez Bieruń, Pszczynę i Mikołów

W rocznicę Bitwy pod Wiedniem

ilustracja

 Być może najbardziej znanym na Górnym Śląsku festynem są Gwarki Tarnogórskie. A najważniejszą częścią tego festynu jest pochód historyczny. Najważniejszą postacią w pochodzie jest Jan III Sobieski, który zatrzymał się w tym mieście w drodze na odsiecz Wiedniowi w 1683 roku. Jakoś tak więc utrwaliło nam się, że Sobieski był wtedy tylko w Tarnowskich Górach.

A przecież to nieprawda. Granicę Polski przekroczył mostem na Przemszy – i pierwszym miastem w cesarstwie niemieckim do którego trafił, były Mysłowice. Władysław Pochmara w książce ”Z dziejów Mysłowic” opisuje barwnie, jak to 21 sierpnia król. Przejechał most krakowski, a sami mysłowiczanie – złożyli na jego ręce petycję z prośbą o przywróceniu Polsce Mysłowic. Rzecz wydaje się jednak fantastyką, bo skąd Pochmara, żyjący w XX wieku miałby takie informacje, których nie ma w żadnych archiwach.

- Pochmara to był intelektualny hochsztapler, który w archiwach wcale nie bywał. On historii Mysłowic nie spisywał, tylko wymyślał - mówi prof. dr hab. Alfred Sulik, autor mysłowickiej monografii. I zwraca uwagę, że takie zachowanie mieszczan byłoby zdradą stanu, karaną śmiercią. Sobieski wszak zjawił się w Mysłowicach nie jako zdobywca, lecz jako sojusznik cesarza.

Z Mysłowic król wyruszył do Tarnowskich Gór, dalej Bytomia, Raciborza za którym przekroczył śląską granice. Ale to sam Sobieski, natomiast 25-tysieczna armia kierowała się na południowy zachód kilkoma szlakami. Najszybciej (11 sierpnia) z Krakowa wyruszył 7-tysięczny korpus jazdy pod dowództwem hetmana Mikołaja Sieniawskiego. Szedł on przez Wadowice-Bielsko-Cieszyn.

 

Strach przed polskim wojskiem

 

Przez nasze tereny maszerował natomiast korpus generała Eliasza Łąckiego, w którym była między innymi cała polska piechota. Główne siły korpusu podążały na zachód przez Bieruń i Mikołów; mniejsza część przez Pszczynę. I chociaż króla Sobieskiego witano w śląskich miastach radośnie, to już jego wojska mniej. Od 60 lat wszak straszono tu dzieci Polakami – po nieprawdopodobnych okrucieństwach, których w początku Wojny XXX-letniej dopuszczali się na śląskiej ludności Lisowczycy. Czyli polskie oddziały wspomagające niemieckiego cesarza przeciw śląskim powstańcom. Mało kto u nas wie, że w 1619 roku to wojska śląskie oblegały Wiedeń. A wycofały się, by bronić swojej ojczyzny właśnie przed polskim sojusznikiem niemieckiego cesarza. Którzy Śląsk bezlitośnie grabili, a mieszkańców masowo mordowali.

Tutaj tak pamiętano polskie wojska, więc nic dziwnego, że chociaż teraz nadciągało jako sojusznicy a nie wrogowie – ludność oczekiwała ich z lękiem. Mieszczanie i zakonnicy starannie chowali przed wojskiem polskim kosztowności, a ci pierwsi także… córki. Ale o dziwo dla miejscowych wojska polskie maszerowały w miarę spokojnie. Chociaż nie tak zupełnie. Król Sobieski kilkakrotnie musiał pokazowo wieszać żołnierzy, którzy idąc przez nasze tereny dopuszczali się gwałtów i rozbojów. Za to, że siłą brali żywność i obrok dla koni – nie karał, bo tak wojowali wtedy wszyscy. Gdzieniegdzie nawet z królewskiej szkatuły za te straty miejscowym płacono.

 

Blichtr i podatki

 

Niemniej źródła historyczne podają też wiele przypadków, gdy miejscowi podejmowali króla iście po królewsku. Choćby w tych Tarnowskich Górach. Nie wynikało to jednak z jakiejś miłości do tej monarchii i tego króla. Po prostu zjawienie się w jakimś miasteczku jakiegokolwiek króla, to było dla miasteczka wielkie wydarzenie. Do tego jeśli ten król prowadził ze sobą piękną armię, która nie przyszła miasteczka spalić, lecz jest sojusznikiem – wspaniałość wydarzenia jeszcze rosła,

Ale była jeszcze jedna przyczyna, dla której Ślązacy cieszyli się, widząc polską armię maszerującą na Wiedeń. Gdy Turcy zaczęli wojnę przeciw Austrii, cesarz (Niemiec, nie Austrii! – wtedy w Wiedniu urzędował cesarz niemiecki a w zasadzie, zgodnie z tytulaturą „Król Niemiec i Święty Cesarz Rzymski”) obłożył całe swoje państwo ogromnymi podatkami wojennymi. Oczywiście Śląsk też. Widząc wielką polską armię idącą przeciw Turkom Ślązacy wierzyli, że turecka armia zostanie szybko pokonana, a rujnujące podatki zniesione.

 

Za Habsburgami też nie przepadaliśmy

 

Chyba to najbardziej wywoływało w nich entuzjazm - bo po całkiem niedawnej Wojnie XXX-letniej na Śląsku nie pałano jakąś szczególną miłością dla swojego monarchy, austriackiego cesarza. Wszak to przeciw wiedeńskiej władzy poderwali się do walki 65 lat wcześniej, a jednym ze skutków tej wojny było zniszczenia, jakich nigdy Śląsk nigdy wcześniej ani nigdy później nie doznał. Drugim - po klęsce - zniesienie autonomii, którą Śląsk miał od kilkuset lat. Niektórzy twierdzą nawet że niepodległości, bo Śląsk do 1618 roku połączony był z resztą państwa jedynie unią personalną, jak Polska z Litwą.

Niezależnie jednak od przesłanek, maszerującego na Wiedeń przez Śląsk polskiego króla – goszczono i witano z wielkimi honorami. Do dziś gdzieniegdzie (Tarnowskie Góry, Cieszyn) świętuje się rocznice tego przemarszu. A 12 września 1683 roku, czyli335 lat temu, doszło do wielkiej bitwy pod Wiedniem. Nas nauczono, że wygrali ją Polacy pod wodzą króla Jana III Sobieskiego. Jednak w Europie i w samym Wiedniu uczą nieco inaczej. O tym w tekście „Kto pod Wiedniem dowodził?”.

 

Kto pod Wiedniem dowodził?

W każdym chyba polskim podręczniku do historii przeczytamy, że bitwą pod Wiedniem dowodził Jan III Sobieski. Nazwisko Karola Lotaryńskiego pada chyba tylko w podręcznikach akademickich. A przecież spory o to, który z nich dowodził tą bitwą trwają do dziś, niemal od momentu, gdy się skończyła. Zachodni historycy, zwłaszcza historycy wojskowości wskazują raczej na Lotaryńskiego.

Mogłoby się to wydawać dziwne, bo wodzem naczelnym bitwy był polski król. Ale kiedy zrozumiemy realia epoki, dziwne być przestaje. Po prostu w czasach feudalnych było nie do pomyślenia, by feudał niższej rangi był – choćby na chwilę – przełożonym feudała wyższej rangi. Ponieważ książę jest tytułem od króla niższym, więc w armii, w której był król Jan III Sobieski, wodzem naczelnym nie mógł być książę.

Mogły zagrać i emocje osobiste. Dziewięć lat wcześniej rywalizację o polską koronę Sobieski wygrał właśnie z Karolem Lotaryńskim. Zresztą pięć lat wcześniej ten niemiecki książę przegrał też wolną elekcję z Michałem Korybutem Wiśniowieckim. No i był żonaty z poprzednią polską królową, wdową po Wiśniowieckim właśnie.

 

Dwóch wodzów wybitnych

 

Ale to czynniki drugorzędne. Pierwszorzędnym było to, że obaj byli już wodzami wsławionymi licznymi zwycięstwami. Chociaż w tej materii pewną przewagę miał Sobieski, bo on już bijał Turków, podczas gdy Lotaryński odnosił głównie zwycięstwa nad Francuzami. Obaj bez wątpienia mieli kwalifikację naczelnego wodza. Ale Lotaryński przyprowadził pod Wiedeń prawie 50 000 żołnierzy, podczas gdy Sobieski tylko 25 000. Obaj – wspólnie – rozmyślali nad planem bitwy.

I tu mamy chyba klucz do odpowiedzi, który rzeczywiście bitwą dowodził. Oraz które z sojuszniczych wojsk miały decydujący wpływ na zwycięstwo. Wiadomo otóż, że rozkazy naczelnego wodza Sobieskiego wymagały kontrasygnaty księcia Lotaryńskiego. Trudno nie odnieść wrażenia, że Lotaryńczyk nie bardzo wierzył w umiejętności polskiego króla – wybitnego dowódcy kawalerii – w kwestii dowodzenia masami piechoty i artylerii. Natomiast jazda, pod bezpośrednią komendą Sobieskiego, miała zadać w odpowiednim momencie decydujący cios. I to bez wątpienia Sobieski miał zdecydować, kiedy ten cios zostanie zadany.

Obaj wodzowie uważali, że bitwa będzie trwała dwa dni 12-13 sierpnia. Jednak gdy niemiecka (i nieco polskiej) piechota ruszyła na tureckie szańce, okazało się, że obrona jest słabsza, niż się spodziewali. Tureccy janczarzy powoli ale stale cofali się przed atakującą piechotą, która spychała ich pod ogień artylerii usadowionej na murach Wiednia. W tej sytuacji Sobieski już 12 sierpnia późnym popołudniem podejmuje decyzję, że przełamujący atak kawalerii ze wzgórza Kahlenberg nastąpi natychmiast. I rzeczywiście gdy pod naporem pada turecka kawaleria (Tatarzy i spahisi) - dla stłoczonych przez niemiecką piechotę na niewielkiej przestrzeni szarża 25 000 konnych (w tym sporo ciężkozbrojnej husarii) jest mordercza. W parę chwil wciąż zacięta bitwa przemienia się w rzeź. Bitwę trwającą już niemal dwanaście godzin, szarża ta zakończyła w kwadrans, a sam wielki wezyr Kara Mustafa rzucił się do ucieczki. Za tę klęskę zostaje zresztą niewiele później z rozkazu sułtana uduszony.

Wracając jednak do samej bitwy – zachodni historycy uważają, że rola polskiej szarży jest przeceniana. Że owszem, zdecydowała ona o błyskotliwym, błyskawicznym zwycięstwie – ale gdy do niej doszło siły niemieckie i tak już przeważały i zapewne nawet bez tej szarży odniosłyby zwycięstwo, choć okupione znacznie wyższymi stratami własnymi. To oczywiście tylko rozważania ”co by było gdyby”. Ale i bez tego gdybania trzeba uznać ogromną rolę, jaką w Wiktorii Wiedeńskiej odegrały zjednoczone siły kilku niemieckich państw. Dlatego nie ma tam zgody na przypisanie tego zwycięstwa wyłącznie, czy nawet przede wszystkim, Polakom i Janowi III Sobieskiemu.

I być może także dlatego nie ma zgody władz Wiednia na postawienie tam pomnika Jana III Sobieskiego. Bo na logikę obok niego musiałby stanąć pomnik Karola Lotaryńskiego.

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Miśka, Ślązaczka i Twoja twarz brzmi znajomo

Bieruńska Michalina Sosna po tyskim „Kruczku”, podbija warszawskie sceny

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Bożek – przegrał ze Stephensonem

Dla wynalazcy liczy się miejsce, gdzie pracuje

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Dajmy brukselce szansę!

Z brukselką jest trochę jak ze szpinakiem, czy wątróbką – większość z nas ma związane z nimi złe wspomnienia z czasów dzieciństwa. Czemu tak się stało? Po pierwsze do niektórych smaków trzeba zwyczajnie dojrzeć, ale myślę, że najważniejszy jest jednak sposób przyrządzenia. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić wszystkie przemiłe panie przedszkolanki, które z pełnym przekonaniem usiłowały wciskać mi i moim kolegom gorzką, rozgotowaną brukselkę... Tak być nie musi! A skoro właśnie ruszył sezon na najciekawszą i zarazem najrzadziej przyrządzaną kapustkę, to mamy okazję dać jej szansę i docenić jej walory!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Święty czy podciep czyli kim jest Mikołaj

Wyobrażacie sobie, że w rocznicę urodzin papieża-Polaka ktoś – twierdząc, że to ku jego pamięci – będzie chodził ubrany w strój klauna i przedstawiał się, jako Jan Paweł II? Najdalej za dwie godziny ktoś poleci  na prokuraturę, donieść o obrazie uczuć religijnych. I w zasadzie można zrozumieć, że taka sytuacja kogoś, kto czci Jana Pawła II, bądź co bądź świętego, może obrażać. Podobnie jak ktoś, kto wciągnie na siebie skórę niedźwiedzia – i nie będzie twierdził, że jest teraz miśkiem, tylko, powiedzmy, św. Krzysztofem, patronem Tychów. To chyba też obraza uczuć religijnych, też na prokuraturę trzeba lecieć.

więcej

Partnerzy