Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że susza spowoduje duży wzrost cen żywności?

W naszej kuchni

Morwa - repertuar do nadrobienia

Mało się o niej mówi mimo, że morwa to roślina znana od tysiącleci. Jej owoce, które przypominają śląskie ostrenżyny czyli polskie jeżyny, albo dzikie maliny sugerują, że morwa to po prostu krzak. Nic bardziej mylnego – to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet do 10 metrów wysokości i przetrwać nawet 250 lat. W Polsce nie wzięła się przez przypadek, a na jej historię i właściwości warto zwrócić uwagę.

ilustracja

Pierwsze na morwie poznały się...motyle.

 

Konkretnie – jedwabniki. Ich gąsienice żyją w koronach drzew morwy i żywią się ich liśćmi. Gdy odpowiednio urosną zaczynają wydzielać substancje białkowe, które tężeją w powietrzu tworząc nić, która potrafi mieć aż do trzech kilometrów długości! Co niezwykle ciekawe, Chińczycy ponad 6 tysięcy lat p.n.e. wiedzieli już dokładnie jak takie nici rozwijać i wyrabiać z nich… jedwab. Chińscy wyrobnicy tajników produkcji strzegli przed resztą świata bardzo pieczołowicie – udało im się wytrzymać aż do VI w. p.n.e. W tamtym czasie strzeżona wiedza wyciekła i przedostała się na tereny Bizancjum, a do Europy – jeszcze kilka wieków później. Dużo czasu upłynęło zanim otwarte zostały pierwsze manufaktury jedwabiu (XIV wiek). W Polsce zaczęto je tworzyć dopiero w wieku XVII, a pierwszą fabrykę zbudowano w 1924 roku w Milanówku. A jeszcze do końca PRL-u Milanówek i jedwab to były niemal synonimy.

 

Jedno drzewo - kawał historii

 

Ojczyzną morwy są Chiny, Japonia i Indie. Roślina jest tam niezwykle ceniona z wielu powodów: poza długą historią związaną z wytwarzaniem jedwabiu, mieszkańcy Azji robili z jej drewna praktycznie wszystko - narzędzia rolnicze, zdobienia mebli (tzw. inkrustacje), a z kory – papier. Tu się warto zatrzymać, zapewne mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że pierwsze papierowe pieniądze produkowali właśnie Chińczycy i wykorzystywali do tego...otóż to – korę morwy. Dodatkowo zdradzę, że do dziś ten sposób pozyskiwania papieru stosowany jest w Meksyku. No dobra, ale jaki to wszystko ma związek z kuchnią? Ma i to niemały. Liście i owoce morwy od wieków dodawano do karmy zwierząt hodowlanych – krowy dzięki temu dawały lepsze mleko. Z czasem Azjaci – miłośnicy medycyny naturalnej odkryli, że przetworzona morwa daje leki na różnorodne choroby. I nie wahali się ani chwili – na stałe wprowadzili je do diety i cenią do teraz.

 

Niedoceniona

 

Chińczycy napar z liści podawali na zapalenie gardła, z korzeni i kory – na przeczyszczenie i pasożyty układu pokarmowego. To jeszcze nic - sok stosowano przeciw astmie, epilepsji, puchlinie wodnej (dzisiaj: zatrzymywaniu się wody w organizmie), melancholii, jako środek uspokajający, działający na zapalenie gardła – z nowotworami włącznie! Drzewa morwowe znane były w Europie od dawna ale, poza wykorzystywaniem ich do produkcji jedwabiu, trochę przeoczyliśmy inne jej zalety. Właściwie do dzisiaj mało kto zdaje sobie sprawę z jej bogactwa – w książkach zielarskich, nawet tych renomowanych często dalej brakuje jej opisu.

 

Kiedy morwa stała się warta zauważenia

 

Dopiero w latach 70, badania amerykańskiego naukowca i laureata Nagrody Nobla - Lelanda H. Hartwella z Uniwersytetu Kalifornijskiego pokazały, jakie są największe walory lecznicze morwy na nasz organizm. Dzięki nim potwierdziły się domniemania, że roślina ta ma pozytywny wpływ przy leczeniu cukrzycy i walce z otyłością. Hartwell stwierdził, że w dojrzałym liściu młodej morwy jest 14 proc. białka i 18 proc. fosforu, wiele rodzajów aminokwasów, witaminy C, B1, D, karoten, kwas foliowy i wiele innych cennych składników. Od tamtej pory niedoceniana morwa biała zyskała miano "roślinnego skarbu". A dzisiaj wiadomo już, że pędy i liście tej niezwykłej rośliny zawierają hormon wzrostu, a wyciąg z morwy skutecznie zmniejsza przyswajanie cukru i skrobi, dlatego rzeczywiście – często stosuje się go przy leczeniu cukrzycy. Cenne są zarówno liście, jak i owoce.

 

Bomba witaminowa

 

W Polsce najczęściej spotykana jest morwa biała „Morus alba” i czarna „Morus nigra”. Owoce obu są jadalne i pojawiają się w lipcu - najczęściej w drugiej połowie, chociaż od paru sezonów, ze względu na wyjątkowo ciepłe wiosny i lata, przyroda zaczęła przyspieszać, więc powoli można zacząć ich już wypatrywać. Są bardzo słodkie, ponieważ zawierają dużo łatwo przyswajalnych cukrów, takich jak: glukozę, melatozę, sacharozę i fruktozę. To również źródło kwasów organicznych: cytrynowego i jabłkowego, oraz garbników, flawonoidów, kumaryny, taniny, pektyny i mnóstwa wartościowych minerałów - m.in. dużej dawki żelaza, potasu, wapnia, magnezu i fosforu. W morwie znajdziemy również witaminy - zwłaszcza C, PP i witaminy z grupy B. Jej owoce są niskokaloryczne. Sok z owoców wyśmienicie gasi pragnienie, dlatego świetnie nadaje się przy letnich upałach albo przy gorączce - jeśli ktoś tak jak ja źle znosi kontakt z klimatyzatorem ustawionym w komunikacji miejskiej na temperaturę pięciu stopni poniżej zera, przy trzydziestu na zewnątrz, to pewnie będzie miał okazję się przekonać. Dodatkowo to dobry napój przy dolegliwościach serca, arytmii, miażdżycy tętnic, kaszlu, astmie oskrzelowej i chorobach nerek. Mówiąc prościej, morwa posiada właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwmiażdżycowe.

 

Smaczny kąsek

 

A w kuchni najczęściej wykorzystuje się świeże owoce jako dodatek deserów: kremów, galaretek, czy lodów. Świetnie sprawdzają się również do przetworów. Poza wspominanym sokiem można z nich robić kompoty, syropy, nalewki, znakomite likiery, a z dojrzałych owoców - doskonałe wino. Morwa to także dżemy i marmolady (warto zwrócić na to uwagę - wykazano, że regularne spożywanie konfitury z morwy chroni komórki przed uszkodzeniem oraz opóźnia ich proces starzenie się), a w północnej Azji wysuszone i zmielone są świetnym dodatkiem do wypieków. I przy okazji - owoce tej rośliny jako dodatek nadają się do ciast, tart i babeczek. Liście natomiast wykorzystuje się do parzenia herbaty, która w ostatnim czasie stała się bardzo popularnym napojem w krajach Europy zachodniej.  Napar z liści morwy pomaga w odchudzaniu.

Wywiad

ilustracja

Z dr hab. Małgorzatą Myśliwiec, tyszanką, profesorem Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Dariusz Dyrda

W czerwcu przez Polskę przetoczyła się dyskusja o decentralizacji, w tym samym miesiącu Sejm RP po raz piąty odrzucił projekt ustawy o śląskim języku regionalnym. O obu tych sprawach rozmawiamy z najbardziej znanym na Górnym  Śląsku komentatorem politycznym, prof. Małgorzatą Myśliwiec, politologiem z Tychów.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Morwa - repertuar do nadrobienia

Mało się o niej mówi mimo, że morwa to roślina znana od tysiącleci. Jej owoce, które przypominają śląskie ostrenżyny czyli polskie jeżyny, albo dzikie maliny sugerują, że morwa to po prostu krzak. Nic bardziej mylnego – to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet do 10 metrów wysokości i przetrwać nawet 250 lat. W Polsce nie wzięła się przez przypadek, a na jej historię i właściwości warto zwrócić uwagę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy