Sondaż publiczny

Kiedy przestałeś wierzyć w świętego Mikołaja?

W naszej kuchni

Zielony, czy cukrowy?

Gotowany groch podawany z rozgotowaną marchewką i zagęszczony mąką. Kto nie pamięta takiego rarytasu z przedszkola, niech koniecznie się do mnie zgłosi (można pisać do redakcji). Niestety, taki sposób podawania...umówmy się - czegokolwiek - jest w stanie skutecznie odstraszyć młodego smakosza na parę (jak nie paręnaście) lat. Ja do tej grupy należałam, długo na groch nie mogłam patrzeć, a jednak... zmieniłam zdanie. Oświecenie nadeszło późną wiosną, w trakcie pobytu na wsi, bo świeży, zielony albo cukrowy to historia z innej bajki. Kto nie próbował niech koniecznie zaryzykuje! Mamy dobry czas na takie podchody - zaczynamy sezon na świeży groszek!

 

ilustracja

Historia uprawy zielonego groszku sięga aż 10 000 lat. Na początku uprawiali go głównie mieszkańcy terenów Chin i Indii i sytuacja nie zmieniała się aż do czasów średniowiecza – dopiero wtedy groszek dosłownie "rozsypał" się po mapie Europy. Początkowo podchodziliśmy do niego z rezerwą, karmiąc nim hodowlane zwierzęta i bacznie przyglądając się rezultatom podawania im zielonej paszy... ale szybko okazało się, że groszek można, a nawet powinno się wprowadzić do swojej diety. Początkowo wykorzystywano dojrzałe ziarna, jednak prawdziwą popularność zdobył młody – zielony, a później cukrowy.
 
Prosto z krzaka!
Pachnący, bladozielony – można zaryzykować, że wręcz niedojrzały groszek trafił na stoły zamożnych Francuzów jako ciekawostka i forma ekstrawagancji na przełomie XVI i XVII wieku. Modę na groszek w nowej odsłonie propagował, znany ze swojego niezwykle wysublimowanego gustu kulinarnego, Ludwik XIV – Król Słońce (ten sam, któremu zawdzięczamy truskawki). A potem wzięli się za niego Anglicy, szczególnie za odmianę cukrową - do teraz można się spotkać z francuską nazwą "mange tout", czyli "zjedz wszystko". Wszystko, bo tę odmianę możemy śmiało wsuwać w całości – ze strąkami, a nawet młodymi pędami.
 
Czym się różnią?
Uporządkujmy sprawę grochu. Najstarszy i najwcześniej uprawiany to groch zwyczajny – niezwykle bogaty w białko, często traktowany był jako zamiennik mięsa (oczywiście w sytuacjach gdy nie było do niego dostępu). Dojrzałe ziarna mają dość mączną fakturę, dlatego po wysuszeniu i zmieleniu można z niego wypiekać chleb. Swoją drogą tylko wysuszony nadawał się świetnie do przechowywania – i tą funkcją rozbił bank - zapewniał łatwo przyswajalne źródło białka niezależnie od pory roku.
A teraz? Coraz rzadziej gotujemy grochówkę, a chętniej sięgamy po delikatniejsze odmiany. Pierwsza z nich to groszek zielony (łuskowy). W tym przypadku jemy jedynie nasiona – w zależności od odmiany mogą być okrągłe i gładkie, lub pomarszczone i nieco bardziej spłaszczone. Nadają się do zup, potraw rybnych, jako puree, do sałatek, surówek – świeże, lub w wersji konserwowej. Strąki nie nadają się do jedzenia ze względu na to, że ich wnętrze pokryte jest grubą wyściółką. Trochę inaczej sprawa ma się w przypadku groszku cukrowego (jest jedną z odmian groszku zielonego). Najsmaczniejszy jest świeży, najlepiej zerwany prosto z krzaka. Tutaj sprawa jest prostsza w przygotowaniu – nie musimy go nawet obierać, czyli jeść tak, jak kilka wieków temu polecali Francuzi i Anglicy.
 
Co ma groszek z genetyką wspólnego?
Wbrew pozorom wcale nie mało. Mało kto wie, że zielony groszek nie tylko w kuchni zrobił zawieruchę. Ze względu na swoją podatność na krzyżowanie i produkcję dużej ilości nasion w tym samym czasie, znany z ogródka czy sklepu, najzwyklejszy zielony groszek stał się warzywem, bez którego współczesna genetyka mogła wyglądać zupełnie inaczej. Jak to się stało? Otóż niemiecko–czeski zakonnik Grzegorz Mendel w 1865 roku opublikował wyniki pierwszych eksperymentów dotyczących prawideł rządzących dziedziczeniem cech. Jak się można domyślić badania przeprowadzał na tym, co najprawdopodobniej nakładał na talerz przy każdym, letnim obiedzie. Mało kto wie, że Mendel urodził się w chłopskiej rodzinie na Górnym Śląsku, we wsi Hyncice (niem. Heinzendorf), więc śmiało można go uważać za Ślązaka.
 
Co z groszku mamy?
Samo zdrowie! W zaledwie 100 gramach groszku zielonego i cukrowego znajdziemy witaminę A, B1, B2, B3, B5, B9, C (uwaga, taka porcja to aż połowa dziennego zapotrzebowania!), E, K, a oprócz tego żelazo, magnez, mangan i fosfor. Jego pozytywny wpływ na zdrowie przejawia się zmniejszeniem ryzyka zachorowania na nowotwory (dzięki dużej zawartości antyoksydantów i błonnika), zapobieganiu anemii, ma dobroczynny wpływ na kład krwionośny (wspiera serce i cały układ krążenia, obniża poziom cholesterolu), dba o nasze oczy chroniąc przed zmęczeniem i niektórymi chorobami, a także zmniejsza ryzyko zachorowań na choroby wirusowe. To dobry budulec dla naszych mięśni, dlatego poleca się go wszystkim sportowcom i jaroszom (o weganach już nie wspomnę). Groszek cukrowy to świetna przekąska dla odchudzających się śmiałków i wszystkich tych, którzy ze względów zdrowotnych muszą pilnować poziomu cukru w swoim organizmie. To dlatego, że mimo mylącej nazwy, groszek cukrowy mogą spożywać chorzy na cukrzycę – ma niski indeks glikemiczny (45).

Ewa DYRDA

 

Wywiad

ilustracja

Uśmiech ładuje nasze akumulatory

Rozmowa z Katarzyną Polok- Marcol, Prezesem Fundacji Bajtel- Mysłowice Pomagają

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zapomniani, bo Żydzi

Nauczono nas uważać, że jest tylko siedmiu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie , Lech Wałęsa, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk. Polacy zapomnieli o dodatkowych dziesięciu swoich noblistach! Dlaczego? Bo byli polskimi Żydami! Czyż to nie antysemityzm? Zwłaszcza, że na stronach Komitetu Nobla o każdym z nich przy kraju pochodzenia przeczytamy: Polska.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zupa rybna - powrót w wielkim stylu

Do pewnych smaków się dojrzewa, wiem to na pewno. Chociaż im dłużej próbuję nowości, tym częściej łapię się na tym, że po komentarzu: „No co ty, nie lubisz koziego sera? Może nie jadłaś dobrego?”, zaczynam myśleć, że „do pewnych smaków się dojrzewa” to najmądrzejsze i najtrafniejsze co można powiedzieć w takiej sytuacji, zakładając, że mamy ambicję powiedzieć cokolwiek. Tak było z wieloma smakami, o jednym przekonałam się stosunkowo niedawno.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Smog – bo nie umiemy palić

Zadymiły kominy. Wraz z jesiennymi chłodami nad dzielnicami domów jednorodzinnych uniosły się dymy, pojawił się charakterystyczny zapach spalanego węgla. Mniej w nowych zamożnych dzielnicach willowych, bo tam palenie węglem należy do rzadkości – bardziej w dzielnicach starego budownictwa jednorodzinnego, jak tyskie Urbanowice czy Cielmice oraz okoliczne Wyry, Kobiór, Bojszowy, Lędziny. Wszędzie tam palenie węglem jest wciąż powszechnym standardem. I musimy się liczyć, że do marca, może kwietnia, normy pyłu zawieszonego i niektórych szkodliwych związków będą przekroczone wielokrotnie. A śląskie miasta będą w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

więcej

Partnerzy