Sondaż publiczny

Czy wierzysz, że wpadka polityków PiS-u z materiałami wyborczymi opatrzonymi numerami listy przed ich losowaniem?

W naszej kuchni

Wielkanocne słodkości

Święta Wielkanocne to kulinarny zastrzyk wiosny. Jajka, twarożki, żur, domowy majonez, świeże zioła i wędzone szynki z chrzanem – to prawdziwy, śniadaniowy raj. W ten jeden dzień pierwszy posiłek w ciągu dnia zdecydowanie jest najważniejszy i równocześnie najdłuższy w roku, bo przecież wszyscy z przyjemnością przeciągają ucztę do samej kolacji.

ilustracja

A jak już się najemy tych wszystkich pyszności, to zanim zabierzemy się za drugą turę, możemy z powodzeniem zrobić przerwę na kawę, herbatę i coś... na słodko. Tak się składa, że na Wielkanoc - jak
w każde porządne święta, ktoś kiedyś przewidział taką sytuację – całe szczęście, bo propozycje są naprawdę...warte grzechu.
 
Baby, ach te baby!
 
Pieczenie babek wielkanocnych to od stuleci świąteczna tradycja i prawdziwa sztuka. Według najstarszych przepisów, prawdziwe baby miały łokieć wysokości, dużą ilość białego lukru, maku i konfitur. Na stołach gościły różne rodzaje: parzone, muślinowe, migdałowe, trzy-kolorowe, i odmiany regionalne: polskie, ukraińskie, krakowskie, czy warszawskie. Do wyboru do koloru. I mimo, że to ciasto z zasady proste, to kiedyś wymagało dużo cierpliwości.
Pracę zaczynano parę dni wcześniej od utarcia cukru, mielenia migdałów, rozdrabniania wanilii, przebierania rodzynek, czy moczenia szafranu w wódce - bo w XVII w. baby pieczono
z mąki pszennej z dodatkiem szafranu właśnie. Dzięki niemu uzyskiwano piękny kolor i aromat.
W Wielki Piątek produkcja ruszała zwykle pełną parą. Zaczynano przesiewać mąkę, żeby osiągnąć jak największą puszystość ciasta, oddzielano żółtka od białek, następnie – te pierwsze przecedzano przez sito i porządnie przecierano w makutrze.
Przy pieczeniu bab drożdżowych pamiętano o podgrzaniu wszystkich składników (w tym blachy). Zasad było co niemiara, wszystko po to, żeby babka była jak najbardziej puszysta
i odpowiednio wyrośnięta. Przy wyrabianiu ciasta sprawa była niezwykle poważna – zamykano okna i drzwi, nikt nie mógł w tym czasie wchodzić ani wychodzić z kuchni! Czemu? Żeby nie robić przeciągów, a tym samym nie wychładzać masy. Ciasto było długo wybijane i wyrabiane, aż w końcu – po dodaniu wszystkich składników, musiało odpocząć w odpowiednim miejscu, przykryte lnianym materiałem, którego pod żadnym pozorem nie wolno było podnosić... Wszystko trwało długo, bo jak twierdziły gospodynie – dobre ciasto potrzebuje spokoju, pośpiech jest nie wskazany!
Piec rozgrzewano do odpowiedniej temperatury, a poziom nagrzania sprawdzano wrzucając do niego odrobinę mąki żytniej – idealnie było, jak mąka stopniowo nabierała ciemnozłotego koloru. I ostatni etap, przy którym trzeba było wstrzymać oddech, czyli wyciąganie – nikt nie chciał, żeby baby opadły w ostatniej chwili. To oczywiście nie koniec. Upieczone, jeszcze w formach, opatulano
w pierzynę i co jakiś czas obracano, żeby stygły powoli i równomiernie. Wszystko po to, żeby babka wielkanocna – symbol świąt - była jak najbliższa ideałowi.
 
Mazur – do pary
 
O ile babki wielkanocne mają zachwycać wielkością i kształtem, to od mazurków wymaga się trochę innych walorów. Całą sztuką jest oczywiście ozdabianie – im bardziej kreatywnie, tym lepiej. Sztuka mazurkowa to przepiękne krajobrazy, motywy wielkanocne i ludowe – w tym przypadku powiedzenie, że „je się oczami” sprawdza się podwójnie. Teraz, mazurki to głównie andruty, albo kruche ciasto przekładane masą budyniową, krówkową i oczywiście lukier i bakalie.
A mało kto wie, że dawniej mazurki robiono na cieście drożdżowym, choć nie wymagało to aż tyle czasu i poświęcenia jak w przypadku babki. W przepisach z początku XIX wieku można przeczytać jak wyglądał cały proces: przesiewano mąkę i razem z drożdżami i ciepłym mlekiem wyrabiano ciasto, które oczywiście musiało wyrosnąć w ciepłym, suchym miejscu. Następnie dodawano aż 40 żółtek
i podlewając mlekiem wyrabiało się aż do zgęstnienia masy. Na koniec dodawano ciepłe, klarowane masło, cukier, kardamon, cynamon, kilka kwiatów muszkatołowych, rodzynki i migdały,
a po kolejnych 30 minutach leżakowania można było włożyć ciasto do pieca – koniecznie smarując je najpierw jajkiem, żeby skórka była chrupiąca.
Mazurek pochodzi najprawdopodobniej ze wschodu – skąd przybył do Polski razem z Turkami (wbrew ogólnej opinii, że mazurki wywodzą się z...Mazowsza). A dzisiaj? Zwyczaj strojenia
i zdobienia pozostał niezmieniony, ale najczęściej współczesny jest przekładańcem, a nie jednolitym ciastem jak dawniej.
 
Tradycyjna pascha
 
To następna, Wielkanocna, słodka propozycja pochodząca z terenów Rosji i Ukrainy. Przygotowywana jest z twarogu, mleka, śmietany, masła, z dodatkiem jajek, wanilii i bakalii. Zwykle jest bardzo słodka i podawana z rodzynkami i skórką pomarańczową w kształcie ściętej piramidki – kształt ten ma symbolizować grób zmartwychwstałego Chrystusa. Dzisiaj robiona jest cały rok, ale jeszcze niedawno pascha kojarzona była głównie ze świętami Wielkanocnymi. Choć tak naprawdę można jednocześnie powiedzieć, że jest to deser nieco zapomniany, gdzieś tam na Kresach sobie został. A na Śląsku dawniej go nie robiono, jednak każdy Ślązak, który skosztuje, wie, ile stracił, nie znając tego smaku od dzieciństwa…
A przyrządzić ją można na dwa sposoby – na ciepło i na zimno. Paschę na zimno przygotowujemy z tartego twarogu ze śmietaną, masłem, żółtkiem i cukrem, natomiast w wersji na ciepło dodaje się kwaśnego mleka, które
z dodatkiem śmietany, w trakcie gotowania zaczyna się warzyć. Warunkiem zrobienia najlepszej paschy jest wykorzystanie suchego, jak najbardziej odciśniętego
z serwatki twarogu. Do odsączania i formowania paschy służą tradycyjne „pasocznice” - czyli drewniane, rozkładane formy
z deseczek, które tworzą kształt piramidy. Te klasyczne były
w środku zdobione negatywową dekoracją, dzięki której deser po zdjęciu formy ozdobiony był przeróżnymi wzorami, najczęściej odwołującymi się do symboli Wielkanocnych. Mało kto ma jednak taką formę, ale to tylko strata wizualna. Można ją idealnie odsączyć na sitku, potem obróconą docisnąć talerzem, by na koniec pięknie przyozdobić. Ślinka cieknie na sam widok.
Sam proces odsączania paschy zwykle trochę trwa i powinno się to robić w chłodnym pomieszczeniu, kilka, do kilkunastu godzin. A na koniec, najprzyjemniejsza część, czyli ozdabianie orzechami i bakaliami. Kuchnia rosyjska zna oczywiście więcej odmian tego tradycyjnego deseru. Te „na bogato”, czyli tak zwana pascha bojarska i carska są tłustsze, z większą ilością jaj, masła i śmietany. Jako dodatki często dodaje się do niej czekoladę, marmoladę, przeciery owocowe, owoce kandyzowane, czy cykatę (kandyzowane skórki cytrusów).•

Ewa DYRDA

Wywiad

ilustracja

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wio koniku

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy rozwój cywilizacji bardzo przyspieszył. Mówimy  o nim w kontekście elektryczności, hut, samochodów, samolotów, chirurgii nawet. Tymczasem dla naszych górnośląskich przodków najważniejsze były być może zmiany, które zachodziły w transporcie… konnym. Ponieważ jednak najlepiej znam temat z okolic Mysłowic, będę operował przede wszystkim tutejszymi przykładami.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

W Kamionce nie chcą szerokiej drogi

Plan zagospodarowania przestrzennego, który burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula pokazał mieszkańcom dzielnicy Kamionka – bardzo się im nie spodobał. Mało powiedziane, na spotkaniu 25 lipca było bardzo gorąco. Padały pod adresem burmistrza i planu gorące słowa. Najwięcej kontrowersji wzbudza szeroka ulica, prowadząca przez środek dzielnicy. Mieszkańcy nie wiedzą, czemu ma ona służyć, ale obawiają się, że stanie się drogą praktycznie tranzytową, a ich spokojna, cicha, wiejska w zasadzie dzielnica zmieni się nie do poznania.

więcej

Partnerzy