Sondaż publiczny

Sylwestrową Noc lubisz spędzać:

W naszej kuchni

Prosto z dyńki, czyli... kulinarny nokaut

Są dumą każdego ogrodnika – amatora. Jak tylko zaczną się pojawiać na sklepowych półkach nie da się przejść obok nich obojętnie.

ilustracja

Są dumą każdego ogrodnika – amatora. Jak tylko zaczną się pojawiać na sklepowych półkach nie da się przejść obok nich obojętnie. I to nie tylko ze względu na pokaźne gabaryty, wyjątkowy kolor czy subtelny smak... Mowa o długo oczekiwanej, niekwestionowanej królowej jesieni. Drodzy Państwo, sezon na dynię w pełnym rozkwicie!

Skąd pochodzi?

Dynie znane były już sześć tysięcy lat temu w Ameryce Północnej. Rdzenni mieszkańcy tamtejszych terenów przypisywali im boskie właściwości, wierząc, że powstały z ciał bogów. Tamtejsze, do dzisiaj najbardziej popularne odmiany tego warzywa przywędrowały do nas na statkach Krzysztofa Kolumba w XV w. Jednak, co ciekawe, dynie w Europie znane były znacznie wcześniej. Najprawdopodobniej te, którymi zajadali się starożytni, przywędrowały do nas z Azji.

Na stole największego łasucha starożytnego Rzymu

Walory dyni ceniono już dwa tysiące lat temu. W Europie zasmakowali w niej Etruskowie, Grecy i Rzymianie. Wielki wódz i polityk Lukullus (117 – 56 r. p.n.e.) przeszedł do historii nie tylko ze względu na swoje sukcesy polityczne. A warto wspomnieć, że to właśnie on jako pierwszy przeprowadził rzymskie legiony za masyw gór Taurus i rzekę Tygrys, dzięki czemu podporządkował imperialnej władzy krainy sięgające aż po azjatyckie granicę Morza Czerwonego. I mimo tych spektakularnych sukcesów przywódczych, jego legenda przetrwała do dzisiaj głównie dzięki ucztom, które z zamiłowaniem wystawiał podejmując swoich gości, a często – jako prawdziwy wielbiciel sztuki kulinarnej – z myślą o samym sobie. Jak podają przekazy, Lukullus niezwykle cenił sobie smak dyni i chętnie podawał ją na swoich biesiadach smażoną w miodzie.

A u nas...

W Polsce dynia zdobyła popularność w XVI wieku i w wielu rejonach (także u nas) nazywana była „banią”. Jako bardzo pożywna i smaczna szybko pojawiła się na stołach pańskich i chłopskich. Największą jednak popularność, większą nawet od samego warzywa zdobyły jej pestki. Wierzono, że dodawały wigoru...w łóżku! Co ciekawe, dzisiejsza medycyna potwierdza tę teorię – ze względu na bogactwo wartości odżywczych pestki dyni to jeden z naturalnych afrodyzjaków.

Mroczna strona dyni

Najbardziej znany symbol Halloween, czyli wydrążona, uśmiechnięta dynia, wbrew ogólnej opinii wcale nie dotarł do nas ze Stanów Zjednoczonych. Zwyczaj ten pochodzi z Irlandii, z czasów średniowiecznej tradycji celtyckiej. Tamtejsza Wigilia Wszystkich Świętych nazywana była Nocą Czarów. Wtedy to duchy zmarłych włóczyły się po ziemi i odwiedzając żywych, płaciły za swoje grzechy...

A z samą tradycją drążenia dyni wiąże się ciekawa legenda o niejakim Jacku Pijaku - skąd irlandzka nazwa na taki lampion „Jack-o-lantern”. Według niej, ze względu na hulaszcze życie Jack po śmierci trafił do piekła. Szybko okazało się, że nie tylko na ziemi miał problemy z dostosowaniem się do wszelakich norm, więc szybko został z z piekła wyrzucony. W ten sposób Jack dostał wyrok wiecznej tułaczki po ziemi. Wyganiając biedaka diabeł podarował mu na drogę kawałek palącego się węgla, a ten włożył go do wydrążonej, dużej rzepy. Jak podaje legenda, Jack do teraz krąży po świecie ze świecącym lampionem, szukając miejsca wiecznego zatracenia. Tradycja przywieziona przez irlandzkich emigrantów do Ameryki szybko się przyjęła, a sama rzepa zastąpiona została większą i bardziej dorodną dynią.

Bogactwo witamin i mikroelementów

Dynia posiada całą gamę cennych składników odżywczych. Zawiera takie pierwiastki jak potas, wapń, fosfor, magnez i żelazo, ale także śladowe ilości selenu, miedzi, manganu i cynku. Dodatkowo ma wysoką zawartość karotenów – głównie z grupy α i β. Oczywiście ich ilość jest uzależniona od poziomu intensywności barwy samego warzywa. Dynia zawiera dużo błonnika, który wspomaga trawienie, natomiast jej pestki to źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych i związków z grupy fitosteroli, czyli roślinnego odpowiednika ludzkiego cholesterolu. Miąższ tego wyjątkowego warzywa jest bogaty w wiele witamin, zaczynając od rozpuszczalnych w tłuszczach, jak A, E i K, przez rozpuszczalne w wodzie – C, czy witamin z grupy B.

Skarbnica zdrowia

Dzięki zwartości błonnika, dynia przeciwdziała zaparciom i pomaga obniżać poziom cholesterolu. Wyciśnięty sok, dzięki zawartości potasu, reguluje gospodarkę wodną organizmu, działa moczopędnie, jest więc wykorzystywany przy leczeniu chorób nerek. Ponadto jedzenie tego warzywa zapobiega cukrzycy, wspomaga układ immunologiczny. Jest niskokaloryczna i lekkostrawna, dzięki czemu sprzyja odchudzaniu. Jej pestki korzystnie wpływają na gruczoł prostaty, leczą stany zapalne błony śluzowej i skóry.

Nieoceniona również w codziennej pielęgnacji

Olej dyniowy wykazuje właściwości antyoksydacyjne, nawilżające i przeciwbakteryjne. Można go używać bezpośrednio na twarz, szczególnie polecany jest dla osób z cerą trądzikową. Pomaga w walce z bliznami i przebarwieniami, łagodzi podrażnienia, oraz przyspiesza regenerację skóry. Cenne właściwości olejku z dyni wykorzystywane są również w pielęgnacji włosów. Odrobina dodana do szamponu, czy odżywki sprawi, że włosy staną się mocniejsze i będą mniej wypadać.

W kuchni

Z wszystkich odsłon dyni najbardziej cenimy ją jednak na naszym talerzu. Nie bez powodu! Jest bez wątpienia jednym z najbardziej uniwersalnych warzyw. Z jej miąższu można wyczarować zarówno zupę, placki, wegetariańskie kotlety, czy farsz do naleśników, jak również dania na słodko – racuchy, ciasta, albo wedle upodobania – dżem. Można z nich zrobić pikle, można zagęszczacz do sosów. Pestek natomiast śmiało można użyć jako dodatek do domowego chleba, lub sałatki. Można też je uprażyć i chrupać. W tym przypadku ogranicza nas tylko wyobraźnia!

Odmian zaś dyni jest całe mnóstwo. Ostatnio szczególnie modne robią się te typu hokkaido - bo można je przyrządzać także ze skórą. A jeśli nawet ktoś nie chce, to jest o wiele prostsza do obrania ze skóry. Inną podbijającą nasze podniebienia jest makaronowa, której miąższ wygląda jak spaghetti. I można nim w kuchni makaron zastąpić!

Tak więc wbrew swej ludowej nazwie nie jest dynia na pewno warzywem do bani.

Ewa Dyrda

Wywiad

ilustracja

Miśka, Ślązaczka i Twoja twarz brzmi znajomo

Bieruńska Michalina Sosna po tyskim „Kruczku”, podbija warszawskie sceny

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Bożek – przegrał ze Stephensonem

Dla wynalazcy liczy się miejsce, gdzie pracuje

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Dajmy brukselce szansę!

Z brukselką jest trochę jak ze szpinakiem, czy wątróbką – większość z nas ma związane z nimi złe wspomnienia z czasów dzieciństwa. Czemu tak się stało? Po pierwsze do niektórych smaków trzeba zwyczajnie dojrzeć, ale myślę, że najważniejszy jest jednak sposób przyrządzenia. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić wszystkie przemiłe panie przedszkolanki, które z pełnym przekonaniem usiłowały wciskać mi i moim kolegom gorzką, rozgotowaną brukselkę... Tak być nie musi! A skoro właśnie ruszył sezon na najciekawszą i zarazem najrzadziej przyrządzaną kapustkę, to mamy okazję dać jej szansę i docenić jej walory!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Święty czy podciep czyli kim jest Mikołaj

Wyobrażacie sobie, że w rocznicę urodzin papieża-Polaka ktoś – twierdząc, że to ku jego pamięci – będzie chodził ubrany w strój klauna i przedstawiał się, jako Jan Paweł II? Najdalej za dwie godziny ktoś poleci  na prokuraturę, donieść o obrazie uczuć religijnych. I w zasadzie można zrozumieć, że taka sytuacja kogoś, kto czci Jana Pawła II, bądź co bądź świętego, może obrażać. Podobnie jak ktoś, kto wciągnie na siebie skórę niedźwiedzia – i nie będzie twierdził, że jest teraz miśkiem, tylko, powiedzmy, św. Krzysztofem, patronem Tychów. To chyba też obraza uczuć religijnych, też na prokuraturę trzeba lecieć.

więcej

Partnerzy