Sondaż publiczny

Mamy zimę bez śniegu. Czy uważasz, że to:

Naszym tropem

Smog – bo nie umiemy palić

Winny smogu i efektu cieplarnianego jest nie tylko węgiel lecz wiele innych czynników

Zadymiły kominy. Wraz z jesiennymi chłodami nad dzielnicami domów jednorodzinnych uniosły się dymy, pojawił się charakterystyczny zapach spalanego węgla. Mniej w nowych zamożnych dzielnicach willowych, bo tam palenie węglem należy do rzadkości – bardziej w dzielnicach starego budownictwa jednorodzinnego, jak tyskie Urbanowice czy Cielmice oraz okoliczne Wyry, Kobiór, Bojszowy, Lędziny. Wszędzie tam palenie węglem jest wciąż powszechnym standardem. I musimy się liczyć, że do marca, może kwietnia, normy pyłu zawieszonego i niektórych szkodliwych związków będą przekroczone wielokrotnie. A śląskie miasta będą w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

ilustracja

I oczywiście znów do szturmu ruszą przeciwnicy węgla, oskarżający go o ten stan rzeczy. Trochę prawdy w tym jest – ale dokładnie tyle samo, co w obwinianiu za zaśmiecenie lasu plastiku, a nie tych, którzy ten plastik wyrzucają. Bo węgiel jest odpowiedzialny za smog tylko wtedy, kiedy jest źle spalany! Jeśli spala się go naprawdę dobrze, w nowoczesnych piecach, to laboratoria badające spaliny wskazują, ze dymu z komina pieca węglowego jest tylko odrobinę więcej, niż dymu z kotła gazowego.

Podobnie jest z elektrowniami. Zwolennicy węgla często podnoszą, że Niemcy wybudowali przecież dwa lata temu elektrownię węglową potężniejszą, niż dwie największe polskie razem wzięte. To prawda, ale znów wszystko zależy od technologii. Jedna elektrownia węglowa zatruwa środowisko ogromnie, a druga śladowo. Tak na marginesie, te kłęby „dymu” unoszące się nad elektrowniami, to nie dym, tylko para wodna!

 

Antywęglowa histeria bez naukowych podstaw

 

Jednak w naszym społeczeństwie zapanowała antywęglowa histeria, którą widać choćby podczas szkolnych strajków klimatycznych czy w różnych wypowiedziach pseudoekologów, który za katastrofę klimatyczną obwiniają wyłącznie węgiel. Inna sprawa, czy za zmianę klimatu rzeczywiście odpowiada człowiek. Istnieje raport amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA, który twierdzi, że globalna temperatura rośnie cyklicznie, zależnie od orbity ziemi wokół słońca. Gdy zbliżamy się do niego bardziej, temperatura na ziemi rośnie, gdy oddalamy się, nadchodzą okresy zlodowaceń, epoki lodowcowe. Wpływ człowieka na klimat raport ten minimalizuje.

Ale przyjmijmy, za większością naukowców, że ten wpływ jest jednak znaczący, że na rosnącą temperaturę na ziemi główną winę ponosi dwutlenek węgla, emitowany przez człowieka, bo utrudnia on opuszczanie przez naszą planetę energii słonecznej. Tylko w poważnych raportach naukowców nigdzie chyba nie znajdziemy - ja czytałem wiele i nie znalazłem – stwierdzenia, ze winę za ten stan rzeczy ponosi przede wszystkim węgiel kamienny. Jest on wymieniany wśród wielu najróżniejszych czynników.

Jak chociażby potężne monokultury rolnicze i melioracja (oraz regulacja rzek), które powodują, że woda, zamiast utrzymywać się w glebie, błyskawicznie spływa do morza. Z wysuszonych pól nie paruje, więc ich nie chłodzi. Wraz z „betonowymi” miastami, kanalizacjami deszczowymi – powodują te monokultury znaczne zubożenie flory, a przecież to rośliny odpowiadają, ze likwidację nadmiaru dwutlenku węgla, to one zmieniają go z powrotem w tlen. Jednak pole kartofli czy zboża potrafi oczyścić dwadzieścia razy mniej powietrza z CO2, niż stary dorodny las.

Spaliny pochodzą nie tylko z węgla, ale też ze wszystkich pochodnych ropy naftowej. Emitują je samochody, samoloty, lokomotywy. To zabawne, gdy na szczyt klimatyczny do Katowic z całego świata zlatywali się samolotami zwolennicy ochrony środowiska. Ile te samoloty spaliły tysięcy ton benzyny? Jak bardzo zanieczyściły środowisko? Specjaliści kilka lat temu policzyli, że lotnictwo wytwarza tylko 2% emitowanego przez człowieka CO2. Ale od tego czasu ilość połączeń lotniczych wzrosła o jedną trzecią… Silniki samochodów produkują go znacznie więcej. Co zresztą świetnie widać w dużych europejskich miastach, gdzie jest zakaz palenia węglem. Smog tam nie jest specjalnie mniejszy, niż w tych, gdzie węgiel jest na porządku dziennym. Ruchliwa autostrada emituje znacznie więcej CO2, niż duża elektrownia.

A to tylko wybrane czynniki mające wpływ na zmianę klimatu. Bo jest ich znacznie więcej.

 

Więc czemu węgiel? Bo najprościej!

 

Dlaczego więc naukowcy i politycy uparli się akurat na węgiel? Z prostej przyczyny, bo ten czynnik wyeliminować jest najprościej, najłatwiej. Energię elektryczną można wytwarzać na wiele innych sposobów, od elektrowni atomowych poczynając, poprzez wiatrowe, wodne, aż po fotowoltaikę. Rzeczywiście, odnawialne źródła energii nie emitują CO2, chociaż dla odmiany ogromne wiatraki potrafią siać spustoszenie w środowisku naturalnym. Tak więc bez elektrowni węglowych ludzkość – po ogromnych nakładach finansowych – może się obyć. Podobnie jak poradzimy sobie z ogrzewaniem domów bez węgla, bo teraz innych możliwości jest naprawdę dużo. Współczesna technika potrafi sobie wyobrazić funkcjonowanie bez węgla.

Nie potrafimy sobie za to już wyobrazić funkcjonowania bez ogromnie rozbudowanego lotnictwa pasażerskiego, spalającego miliardy ton benzyny. Bez samochodów, zwłaszcza, że te rzekomo ekologiczne, elektryczne, podczas produkcji ich akumulatorów zatruwają środowisko tak, jak silnik diesla nie zatruje przez dziesięć lat eksploatacji.

Nie będziemy w stanie się wyżywić bez ogromnych pól uprawnych, zastępujących lasy, które znacznie lepiej niż te pola oczyszczają powietrza z CO2. I bez ogromnych ferm, na których hoduje się dla nas mięso, a każde zwierzę oddychając wyrzuca do atmosfery dwutlenek węgla. Zagęszczenie zwierząt na takiej fermie jest 10 000 razy większe, niż w naturze, więc i 10 000 razy więcej dwutlenku węgla one emitują. Ale dopóki jeść będziemy mięso, te fermy są niezbędne, a wątpliwe, by nasza planeta potrafiła wyżywić dziesięć miliardów wegan. Wtedy trzeba by już wszystkie lasy zaorać pod uprawy. I wreszcie nie każdy z nas chce z mięsa zrezygnować (ja nie chcę!).

Z tego wszystkiego zrezygnować się nie da. Z węgla można. Przynajmniej do czasu, gdy nie dopracujemy się technologii jego idealnie czystego spalania, na przykład poprzez podziemne zgazowanie (prace nad tym trwają od dziesięcioleci). I dlatego naukowcy jako na podstawową możliwość ograniczenia CO2 wskazują przede wszystkim węgiel. Nie dlatego, że najgroźniejszy, tylko że najłatwiej z niego zrezygnować. Warto, by o tym wiedzieli ci wszyscy, którzy krzyczą: zamknąć kopalnie!

 

Jedni mogą, inni nie

 

Powinni jednak wiedzieć jeszcze jedno. Jednym z niego zrezygnować łatwo, a innym niełatwo. Polska nie ma znaczących złóż ropy naftowej ani gazu; nie ma wielkich górskich rzek, na których można stawiać elektrownie wodne; nie ma fiordów, przy których można budować wodne działające w oparciu o ruchy wody morskiej, nie leży tak daleko na południe, by panele słoneczne były tu cały rok wysoko wydajne ( najwyższe zapotrzebowanie na energię mamy zimą, gdy są niezbyt wydajne); wreszcie, nie ma kolosalnych pieniędzy, by w tych niedogodnych warunkach oprzeć swoją energetykę jednak o odnawialne źródła energii – słowem, jeszcze przez długi czas będzie skazana na węgiel.

Co jednak wcale nie oznacza, że musimy zanieczyszczać środowisko bardziej niż inni! Bo dwutlenek węgla usuwają z atmosfery rośliny, które bez niego nie byłyby w stanie żyć, jest dla nich podstawowym – w dużym uproszczeniu – pokarmem. Tam, gdzie roślin jest mało, jego stężenie rośnie; tam, gdzie jest ich dużo, potrafią go skutecznie redukować. Potężne drzewo „konsumuje” tyle CO2, co duża łąka czy pole uprawne – a Polska należy do najbardziej zalesionych, spośród gęsto zaludnionych państw Europy. U nas lasy to 30% powierzchni kraju, podczas gdy w Wielkiej Brytanii, Holandii, Danii – zaledwie około 10%. Tak więc polskie lasy potrafią wchłonąć trzy razy więcej dwutlenku węgla, niż brytyjskie. Problem jest jednak taki, że inni (na przykład Włosi) nadrabiają dystans, i zalesiają swoje kraje znacznie szybciej niż my. Zanim jednak z tego zalesienia wyrosną dorodne lasy, jakich u nas pełno, miną dziesiątki lat.

Więc dbając o środowisko, dbając o ograniczenie CO2, nie róbmy demona z polskiego węgla. Nie jest on wcale jakoś szczególnie odpowiedzialny ani za globalne ocieplenie, ani nawet smog w naszych śląskich miejscowościach. Za to drugie jest winien nie węgiel, lecz to, jak go spalamy.

A przede wszystkim nie dajmy się zwariować grupce oszołomów, że likwidacja śląskich kopalń uratuje ziemię przed globalnym ociepleniem.

Dariusz Dyrda

Wywiad

ilustracja

Wojenna historia dziadka jest w archiwum

Rozmowa z Kamilem Kartasińskim, historykiem, autorem książki „Odszukaj dziadka w…”

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Różne oblicza Jorga

20 listopada (1985 roku) zmarł Jerzy Ziętek, jedna z dwóch, obok Wojciecha Korfantego, kontrowersyjnych śląskich postaci XX wieku. Zresztą w plebiscytach na Ślązaka XX wieku też lokuje się tuż za nim, na drugim miejscu. I pewnie już na zawsze dla jednych pozostanie ikoną, a dla innych symbolem komunistycznego ucisku.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląskie na Barbórkę!

Obchody Barbórki – święta patronki górników św. Barbary, zmieniała się przez lata – kiedyś było to święto stricte rodzinno–religijne, a od lat 80 XX wieku, za sprawą zmian politycznych, przekształciło się w imprezę, która bardziej niż z obrzędem religijnym zaczęła mieć związek po prostu z zabawą - zresztą od tamtego czasu zaczęła się nazywać… karczmą piwną. A dzisiaj? Niestety, Barbórka coraz częściej ogranicza się do symboliki.

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy