Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy biorąc pod uwagę obecną pogodę, uważasz że efekt cieplarniany jest faktem?

Wynik głosowania:

42%
17%
42%
 
Oczywiście, kilka chłodniejszych dni tego nie zmienia.
 
Wymyślono go, by paru koncernom nabijać kasę.
 
Może i tak, ale to nie wina człowieka. Klimat w historii ziemi zmieniał się wiele razy.

Naszym tropem

Ograna przez radnych

Rzutem na taśmę, przed wyborami, lędzińska burmistrz próbowała tereny pod centrum sprzedać pod… Lidla

ilustracja

W ostatni czwartek września lędzińscy radni podjęli uchwały, które doprowadzały do, z trudem skrywanej, wściekłości sekretarz miasta i rady prawnego. Pani burmistrz na sesji nie było – wiedząc, na co się zanosi wolała zwiać na zaproszenie miasta partnerskiego w republice czeskiej. Dobry ruch, bo radni nie omieszkali nawet przypuszczać, że ktoś w urzędzie zablokowaną transakcją jest osobiście zainteresowany.

Lędziny to takie miasteczko, gdzie, od początku jego istnienia (1993), kolejny burmistrz wiesza psy na swoim poprzedniku. Czasem nie kryje do niego nienawiści. Ale wszyscy oni uważali, że z czasem musi powstać tu prawdziwe centrum. I wszyscy – zgodnie – wskazywali gdzie. Dlatego, że to jedyna sensowna lokalizacja. W geograficznym centrum, dokładnie w środku między dwoma najważniejszymi dzielnicami. Od dawna teren ten graniczy z osiedlami noszącymi dumne nazwy Centrum 1 i Centrum 2. Do urzędu miasta jest jakieś 400 metrów, na bardzo duży (i w połowie niewykorzystany) obiekt administracyjno-rekreacyjny z krytą pływalnią – 200 metrów, do pawilonu handlowo-usługowego z marketem Cerrefour czy Netto – 100 metrów.

To tam, u zbiegu dwóch najważniejszych ulic w mieście miasto posiada jakieś 40 000 metrów kwadratowych łąk. Teren po prostu idealny na wybudowanie rynku, nowoczesnych kamienic (jak na tyskim osiedlu Balbina), z mieszkaniami na dwóch-trzech kondygnacjach i lokalami usługowymi, handlowymi, kafejkami na dole. Może z jakąś instytucją kultury, może z przedszkolem.

Burmistrzowskie wizje

Każdy dotychczasowy burmistrz mając tę wizję, uważał jednak, że w danym momencie miasta na to nie stać. Że tworzenie centrum miasta musi poczekać. Ale każdy wiedział, że tylko tu, bo drugiej choć odrobinę zbliżonej lokalizacji, po prostu nie ma. Tym bardziej, że miasto wciąż wyraźnie dzieli się na dwie dzielnice, kiedyś osobne wsie: stare Lędziny i Hołdunów (dawniej Anhalt). Zbudowanie nowego centrum między nimi mogłoby zasypać antagonizmy.

Obecna burmistrz, Krystyna Wróbel uchwaliła jednak dwa lata temu dla tego terenu plan zagospodarowania przestrzennego, zakładający zabudowę mieszkalno-usługową. W czerwcu tego roku pani burmistrz – pięknie opowiadająca o tej mieszkaniowej zabudowie – zwróciła się do rady o zgodę na sprzedaż terenu. Radni wyrazili zgodę. Pod koniec sierpnia pani burmistrz w Biuletynie Informacji Publicznej ogłosiła, że do sprzedania są dwie działki. Jedna o powierzchni około 5500 m2, druga pięć razy większa. Cena wywoławcza jest śmiesznie niska, razem 3 miliony złotych. Gdyby teren ten wystawić choćby pod budownictwo jednorodzinne, można by sprzedać dwa razy drożej. Jednocześnie – nie informując radnych - zleciła projekt drogi między nimi. Na początku października, jeszcze przed wyborami, zgodnie z procedurami, mogłaby je sprzedać.

Sprawa się rypła

I pewnie przeprowadziła by swoje, gdyby nie lokalni przedsiębiorcy, jak Jan Kasprzyk czy Marek Spyra, wiceprzewodniczący rady powiatu bieruńsko-lędzińskiego, ale – co w tym przypadku ważniejsze – także człowiek prowadzący firmę nadzorującą dla przeróżnych inwestorów inwestycje budowlane, w tym również sieci handlowych. Jako człowiek z branży dowiedział się przypadkiem, że w jego własnym mieście teren pod markety jest właśnie wystawiony na sprzedaż. Dodatkowo usłyszał, że on sam jest „za mały”, bo za sprawą chodzą już rekiny z warszawskich firm, obracający sto razy większymi pieniędzmi.

- Byłem mocno zdziwiony, bo wiedziałem, że ten teren przeznaczony jest pod budownictwo wielorodzinne, a usługi mogą być tylko na parterze bloków. Dlatego zaciekawiony, sięgnąłem do planów zagospodarowania przestrzennego. To też umiem robić, to część mojej pracy. I zmroziło mnie, bo zapisy te zmodyfikowano w taki sposób, że też można tam było wystawić same obiekty handlowe, a znając tą branżę wiedziałem, że w takim razie nici z centrum miasta, które tu miało powstać. Miasto wystawiło na sprzedaż pod markety tereny, planowane „od zawsze” pod centrum! – mówi. I wyjaśnia: - Na sprzedaż wystawiono dwie działki. Mniejsza ma 5500m2. To teren po prostu idealnie skrojony pod Netto, Biedronkę, Lidka, Aldika. Oni szukają właśnie działki w pobliżu gęstej zabudowy mieszkalnej, o powierzchni około pół hektara. Tyle potrzebują. 1000m2 na sam budynek, resztę na parking. Ponieważ w najbliższym sąsiedztwie Biedronka i Netto już są, a Aldi do miejscowości tak małych nie wchodzi, stało się dla mnie oczywiste, że tę działkę „skrojono” pod Lidla. Druga, większa, też raczej jest pod markety, ale mniejsze.

Jako mieszkaniec miasta, podjął w tym temacie dyskusję, ze Stowarzyszeniem Przedsiębiorców, i lokalnymi kupcami. W mieście natychmiast zawrzało. I od razu było wiadomo, że sesja rady miasta 26 września będzie poświęcona właśnie tej sprawie. Bo radni byli wstrząśnięci, tak samo jak Spyra, wizją, że zamiast centrum powstaną tu kolejne markety. W niewielkim miasteczku, blisko od siebie – i tego centrum - są już cztery (Tesco, Carrefour, Biedronka, Netto). Dla porównania niewiele mniejszy Imielin ma jeden, i to na peryferiach. Wyraźnie większy Bieruń ma trzy. Mieszkańcy bronią się przed budową czwartego (pisaliśmy o tym miesiąc temu, w numerze 36/2018).

Naprawić błąd

Radni na sesję przygotowali projekt uchwał, anulującej czerwcową zgodę na sprzedaż ziemi. Oni też nie chcą w tym miejscu marketów. Oni też chcą, by tu kiedyś powstało centrum.

- Musimy naprawić błąd, który popełniliśmy w czerwcu – zaczął dyskusję wiceprzewodniczący rady miasta Edward Urbańczyk.

Burmistrz zrejterowała – radni mieli do niej wiele pytań o rzeczywiste plany, ale jej nie było. Zamiast niej była postać w mieście tym zaiste niezwykła, młody radca prawny urzędu Wojciech Berendowicz, przyzwyczajony na sesjach zabierać głos, kiedy mu się żywnie podoba, pouczający radnych w każdej sprawie - także tych, z prawem nie mających nic wspólnego – i mówiący „uchwała, którą mamy dziś podjąć”, tak, jakby i on nad uchwałami głosował.

Na wrześniowej sesji mecenas Berendowicz przechodził sam siebie. Chociaż prowadzący obrady wiceprzewodniczący rady Edward Urbańczyk prawie krzyczał: „Panie mecenasie, nie udzieliłem panu głosu!” –Berendowicz prowadził swoje wywody. Takiej pogardy dla obrad rady miasta, w Polsce nie okazał chyba jeszcze nikt! Ale już od kilku lat to, co dzieje się w Lędzinach - także za jego sprawą - jest karykaturą samorządu.

„Wydaje mi się” kontra ”wiem na pewno”

Mecenas Berendowicz na sesji próbował zasiać zwątpienie w umysły radnych. Przekonywał, że przecież w planach jest zapis, że to strefa mieszkalno-usługowa, co wyklucza zgodę na stawianie sklepów wielkopowierzchniowych, wymagających odrębnych zapisów. I może by nawet radnych przekonał, że wszystko jest w porządku, gdyby gościem obrad nie był wspomniany Marek Spyra. Poprosił o głos. Otrzymał go.

Inaczej, niż mecenas Berendowicz, który posiłkował się słowami w rodzaju „prawdopodobnie”, „o ile pamiętam”, „wydaje mi się” – mówił bardzo konkretnie. Nic mu się nie wydawało, nic nie było prawdopodobnie. Cytował dokładnie zapisy planu zagospodarowania przestrzennego i ustawodawstwo. Wyjaśnił, że nawet tyski Kaufland wybudowano nie jako sklep wielkopowierzchniowy. Wielkopowierzchniowe są ogromne hipermarkety Auchan, Tesco, czyli te, których powierzchnia handlowa przekracza 2000m2. Nawet nowe ogromne centrum handlowe w Mysłowicach, obok drogi na giełdę samochodową, można wybudować zgodnie z lędzińskim planem, bo tam jest wiele sklepów mających po 600, 800, 1500m2, ale żaden nie ma 2000. I w oparciu o ten plan mieszkaniowo-usługowy, dokładnie takie samo centrum handlowe można postawić na lędzińskich działkach. Zmieści się!

Na sesji doszło do głosowania. W pierwszym dziesięciu radnych było za zablokowaniem sprzedaży, czworo nie. Wtedy, żeby pokazać, kto jest za zniszczeniem terenów pod budowę centrum miasta, zarządzono głosowanie nad drugą uchwałą (w sprawie drugiej działki) imienne. I stała się rzecz niezwykła: nagle, gdy okazało się, że można upublicznić nazwiska tych radnych, którzy są za sprzedażą - nawet wierni żołnierze pani burmistrz zagłosowali przeciw. Wynik 14:0.

Radni w ostatniej chwili naprawili swój błąd. Uratowali miasto. Ale pozostaje pytanie, dlaczego pani burmistrz, tuż przed wyborami, gdy szansę na jej reelekcję ocenia się niżej, niż 50% - tak bardzo chciała sprzedać tę ziemię? Czemu jej tak na tym zależało? Po mieście krążą różne plotki, ale my nie będziemy ich powtarzać. Pozostaniemy przy pytaniach…

Adam Moćko

Wywiad

ilustracja

Chcę pokazać kłamstwa i hejt!

 W ciągu zaledwie kilku dni, od 8 czerwca, tyski lekarz Dawid Ciemięga zebrał w internetowej zbiórce niemal 50 000 złotych na film o antyszczepionkowcach, który zamierza nakręcić. Zbiórka wciąż trwa a Ciemięga jest zachwycony odzewem. Nie tylko z powodu wysokości kwoty – raczej dlatego, iż odzew ten jest dowodem, że według wielu z nas taki film jest potrzebny.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Kraina mordowanych ludzi

Na przełomie maja i czerwca zaczęła się największa wojna w  historii Europy, a jedną z wojujących stron był Śląsk. Rzucił wyzwanie najpotężniejszemu państwu na europejskim kontynencie, i nawet przez pewien czas odnosił militarne sukcesy. Jednak niemieckiemu cesarzowi, któremu Ślązacy rzucili rękawicę, z pomocą przyszedł polski król. A wojna  rozlała się na całą Europę.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zielony, czy cukrowy?

Gotowany groch podawany z rozgotowaną marchewką i zagęszczony mąką. Kto nie pamięta takiego rarytasu z przedszkola, niech koniecznie się do mnie zgłosi (można pisać do redakcji). Niestety, taki sposób podawania...umówmy się - czegokolwiek - jest w stanie skutecznie odstraszyć młodego smakosza na parę (jak nie paręnaście) lat. Ja do tej grupy należałam, długo na groch nie mogłam patrzeć, a jednak... zmieniłam zdanie. Oświecenie nadeszło późną wiosną, w trakcie pobytu na wsi, bo świeży, zielony albo cukrowy to historia z innej bajki. Kto nie próbował niech koniecznie zaryzykuje! Mamy dobry czas na takie podchody - zaczynamy sezon na świeży groszek!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Królowie życia

Od 1989 roku spotykałem królów życia. W Tychach, w Mikołowie. Tych, co wygrali  los życia na transformacji ustrojowej. Tylko królowie życia 1989 i 2019 to zupełnie inni ludzie. A ich królestwo też jest zupełnie inne.

 

więcej

Partnerzy