Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy wybierasz się gdzieś na Noc Muzeów?

Naszym tropem

Ktoś tu ściemnia

W Mikołowie, zgodnie z przysłowiem, najciemniej pod latarnią

ilustracja

Nowe, ekologiczne oświetlenie w Mikołowie miało przed wyborami podkreślić skuteczność burmistrza Stanisława Piechuli w pozyskiwaniu środków unijnych. Tymczasem stało się źródłem problemów. Urząd Marszałkowski, zamiast wypłacić pieniądze, zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Katowicach, aby zbadała, co się święci i świeci w Mikołowie.

Jeszcze w 2016 roku burmistrz Stanisław Piechula tak pisał na profilu facebookowym o wymianie oświetlenia w Mikołowie: „Pozyskaliśmy milion złotych, by dodatkowo oszczędzać rocznie 300 tysięcy. Wartość całego projektu to ponad 1,2 mln. zł, z czego ponad milion (85% kosztów) stanowi pozyskana dotacja”. Niestety, te informacje nie są prawdziwe, a przynajmniej straciły na aktualności.

 

Nowoczesne oświetlenie – dobra rzecz

Pieniądze na poprawę efektywności energetycznej oświetlenia dosyć szerokim strumieniem płynęły w ostatnich latach do śląskich gmin. Część samorządów nie robiła wokół tego zamieszania, traktując to jako jedną z wielu unijnych dotacji, które w miarę łatwo można dostać. Natomiast w wielu miastach, do których należy Mikołów, pozyskane pieniądze na ekologiczne, ledowe żarówki stały się motorem pijarowych akcji, podkreślających skuteczność lokalnych władz.

W sumie nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że wszystko robione jest jak należy. Niestety, w Mikołowie coś poszło nie tak, Projekt dofinansowany przez Urząd Marszałkowski przewidywał montaż 1047 energooszczędnych opraw oświetleniowych i nowoczesnego systemu sterowania. W nocy, kiedy miasto śpi, a oświetlenie jest przyciemnione, operator może w ciągu kilku sekund w pełni rozświetlić kilka latarni w miejscu wypadku lub robót drogowych. To dobre i oszczędne rozwiązanie.

 

Obniżanie standardów

 

Teoretycznie, zrealizowanie takiej inwestycji za milion złotych nie powinno sprawiać problemów w Mikołowie, który niedawno przebrnął przez budowę kanalizacji za pół miliarda.Tymczasem już pierwszy przetarg na oświetlenie został w niejasnych okolicznościach unieważniony w maju 2016 roku. W czerwcu szybko ogłoszono kolejny. Przy okazji skrócono o połowę (ze 100 tys. do 50 tys. godzin) wymagany czas świecenia diod LED w oprawach drogowych. W praktyce oznacza to, że zamiast ćwierć wieku będą służyły 12-13 lat, ale to jest najmniejsza z wątpliwości.

Przetargi ogłaszane przez instytucje publiczne słyną z zaostrzonych norm i wymagań. Wszystko po to, aby odsiać firmy, które dla zdobycia zlecenia gotowe są zaniżać ceny w myśl zasady: dostać kontrakt, a później się martwić. Mikołowski magistrat poszedł inną drogą. W ogłoszeniu o przetargu nie wymagano doświadczenia w realizacji podobnych prac, referencji czy obowiązku zatrudnienia np. kierownika budowy na etacie. Potencjalny wykonawca nie musiał nawet wykazać się odpowiednią ilością gotówki, gwarancjami bankowowymi lub chociażby ubezpieczeniem OC. Urzędnicy zamawiając nowoczesny system sterowania nie pomyśleli, aby zażądać od oferentów szczegółowych informacji o jego funkcjonowaniu lub chociażby prezentacji.

 

Firma-kogucik i brak certyfikatów UE

Do walki o kontrakt stanęły trzy firmy. Najdroższa oferta wynosiła 1,257 mln zł, kolejna 1,139 mln zł. Przebiła je mała i nieznana firma z Warszawy, która zadeklarowała, że zamontuje oświetlenie w Mikołowie za 885 tys. zł. W magistracie nikomu nie zapaliła się czerwona lampka, że tak tania oferta może wróżyć kłopoty. Nie widziano nic podejrzano w tym, że firma zajmująca się nowoczesnymi inwestycjami oświetleniowymi za miliony, ma siedzibę w … skromnym, warszawskim mieszkaniu.

Realizacji projektu z uwagą przyglądali się działacze mikołowskim organizacji pozarządowych, które śledzą, co, jak i za ile robi magistrat. Są wśród nich fachowcy z branży oświetleniowej i to oni przygotowali druzgocący raport z przebiegu montażu oświetlenia. Wskazali na 20 uchybień popełnionych – ich zdaniem - przez wykonawcę, a które zbagatelizował mikołowski magistrat.

Okazało się, że firma w dokumentacji ofertowej przedstawiła oprawy lamp innej firmy, niż te które później zamontowano. W przypadku 430 opraw parkowych nie było deklaracji CE, obowiązkowej dla towarów sprzedawanych w Unii Europejskiej. Te i inne zastrzeżenia dotyczą spraw technicznych. Niewiele mówią ludziom spoza branży, ale znawcy problematyki oświetleniowej nie mają wątpliwości, że organizacja przetargu i sama realizacja tego zadania daleko odbiegała od przyjętych standardów. Burmistrz Stanisław Piechula bagatelizuje te zarzuty.

- Ludzie związani z firmą, która przegrała przetarg teraz się mszczą i nie chcą, aby nasze miasto dostało pieniądze z Urzędu Marszałkowskiego – mówi burmistrz Piechula.

 

 

Zamiast splendorów- prokurator

 

Urząd Marszałkowski potraktował jednak te zastrzeżenia poważnie. Najpierw zlecił kontrolę realizacji projektu, a w lipcu skierował sprawę do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Mikołów zapłacił za wymianę oświetlenia z własnego budżetu. Wypłata dotacji z Urzędu Marszałkowskiego została wstrzymana, dopóki nie zostaną wyjaśnione wszystkie wątpliwości.

Jerzy Filar

Autor jest redaktorem naczelnym „Naszej Gazety”, miesięcznika ukazującego się w powiecie mikołowskim

Wywiad

ilustracja

Niech żyje teatr

Z Dorotą Pociask-Frącek, dyrektorem Teatru Małego w Tychach rozmawia Dariusz Dyrda.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Piękne maszkary ze śląskich kamienic

Na pewno widziały nie jedno wydarzenie… wtopione z szare ściany, rzadko kto je dziś podziwia, ba, rzadko kto dostrzega, nikt nie pamięta, rzadko kto renowuje, a wystarczy podnieść wzrok z poziomu chodnika, by ujrzeć piękno starych śląskich kamienic. Dziwaczne kobiety i starcy, spoglądający trochę spode łba; smoki i chimery, to wszystko jest częścią starych, najczęściej podniszczonych budynków z czasów secesji, która przybyła do nas na przełomie XIX i XX wieku. Styl ten przyjął się na Śląsku dosyć dobrze i znacznie wcześniej, niż w niektórych innych krajach Europy, dzięki wpływowi niemieckiemu, pod którego władaniem był wówczas Śląsk (w obu cesarstwach, niemieckim i austriackim). I chociaż ten styl architektoniczny był tylko trwającym raptem dwie dekady epizodem, zostawił trwały ślad w bogactwie zdobień, ornamentów i maszkaronów, które od tej pory stały się niemymi strażnikami kamienic.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Wielkanocne słodkości

Święta Wielkanocne to kulinarny zastrzyk wiosny. Jajka, twarożki, żur, domowy majonez, świeże zioła i wędzone szynki z chrzanem – to prawdziwy, śniadaniowy raj. W ten jeden dzień pierwszy posiłek w ciągu dnia zdecydowanie jest najważniejszy i równocześnie najdłuższy w roku, bo przecież wszyscy z przyjemnością przeciągają ucztę do samej kolacji.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Komunijny szał

Nieubłaganie zbliża się czas I komunii, okres wyczekiwania przez (niemal) wszystkich drugoklasistów i urwanie głowy dla ich rodziców. Okres ten można już obecnie porównać do imprezy rangi ślubu, bo wydatki i organizacja często jest do niego zbliżona. Salony zapełniają się kreacjami dla dziewczynek i chłopców, a ich ceny często bliska jest sukniom ślubnym lub ekskluzywnemu garniturowi. W końcu by uczestniczyć w tym wydarzeniu zjeżdża się  cała rodzina i wtedy i rodzice i dziecko chcą się pokazać z jak najlepszej strony. Choć trzeba przyznać, że Kościół stara się ten  szał ukrócić, chociażby wprowadzając zamiast kreacji i popisów mody identyczne alby dla wszystkich dzieci. Ale nie wszędzie.

więcej

Partnerzy