Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Frekwencja podczas wyborów samorządowych wyniesie

Naszym tropem

Bieruński geszeft po warszawsku

Nowak – cudotwórca. I nie chodzi wcale o Zbigniewa Nowaka

ilustracja

Jest w Polsce taki uzdrowiciel Zbigniew Nowak. Niektórzy mówią, że cudotwórca. W kwestii czynienia cudów daleko mu jednak do innego Nowaka. Mianowicie Grzegorza Nowaka, biznesmena z Bierunia.  Ten  od kilkunastu lat już udowadnia, że jeśli chce, by rada miasta podjęła jakąś uchwałę -  ta bez wątpienia to uczyni. Taki cud, czary-mary.

Cuda Nowaka zaczęły się w roku 2005  i trwają do dziś. Ba, ich najbliższa odsłona wydarzy się zapewne na wrześniowej sesji rady miasta Bierunia.
Ale wróćmy do roku 2005. Wtedy w samym centrum miasta, może 150 metrów od rynku, znajdowała się prawie hektarowa działka, dla której właśnie uchwalono plan zagospodarowania przestrzennego, przeznaczając teren ten pod na działalność usługową, handlową, gastronomiczną albo parking. W praktyce oznacza to supermarket, bo nikt nie kupi od miasta terenu pod parking, ani nawet knajpę, po takiej  cenie, jaką gotowa jest zapłacić Biedronka czy inny Lidl. 600 złotych za metr, albo i więcej.

Nie chcemy marketu

Mieszkańcy trochę się burzyli, bo nikt nie chciał przy wąziuteńkich uliczkach starego Bierunia supermarketu. Ale z czasem szum ucichł, bo miasto nikomu działki nie sprzedawało. A w roku 2009 rada miasta zmienia ten niefortunny plan, wpisując zamiast handlu  przeznaczenie ”a) usług nieuciążliwych w zakresie usług hotelarskich, gastronomii oraz obsługi biznesu w zakresie biura i sale konferencyjne; b) pod parking powierzchniowy”. Wszyscy odetchnęli z ulgą - nawet jeśli ze sprzedaży wpłynie do kasy miasta znacznie mniejsza kwota. Bo nikt za działkę pod hotel nie da
w Bieruniu tyle, co na działkę pod market. To nie centrum Warszawy czy Wrocławia albo nawet nie Tychy. Tu hotel niepotrzebny.
Natychmiast po zmianie planu miasto wystawia działkę na sprzedaż. Kupuje ją w  przetargu Grzegorz Nowak.  Po 150 złotych za metr. Jak za działkę pod hotel (albo parking)  w Bieruniu – kwota bardzo przyzwoita. Mimo to  Nowak musiał  wyłożyć prawie milion złotych. Czy biznesmen wierzy, że pieniądze te zwrócą mu  się na prowadzeniu hotelu  w Bieruniu?

Potrzebuję kiosku!

Raczej nie wierzy, bo niemal natychmiast zwraca się do  miasta o zmianę  planu. A miasto – istny cud -  natychmiast przystępuje do opracowania zmian w dopiero co uchwalonym planie. Trochę to trwa (bo w międzyczasie burmistrza Ludwika Jagodę zastępuje Bernard Pustelnik), ale w roku 2012 sprawa staje na sesji rady miasta. Grzegorz Nowak przekonuje tam radnych, że do działalności trzeba dopisać  handel, bo przecież w hotelu musi być  kiosk, gdzie gość,  który zapomniał
z domu, kupi sobie szczoteczkę do zębów i pastę. No i radni do dotychczasowej podstawowej działalności dopisują  towarzyszącą, w postaci handlu.  Radni, zmieniając plan, de facto okradli miasto na jakieś 3-4 miliony złotych. Bo o tyle miasto sprzedałoby działkę drożej, gdyby wystawiono ją pod market, a nie pod hotel. No ale wtedy pan Nowak byłby pewnie „za krótki” by działkę tę kupić. A nawet gdyby dał radę, miałby w kieszeni kilka milionów mniej. Po co tracić taką szansę, jak może pomajstrować przy planie?
W nowym planie mamy zapis, że pod  „dodatkową” działalność handlową  „sumaryczna powierzchnia sprzedaży nie może przekroczyć 1000 m2”. 1000 m2 to mniej więcej powierzchnia 20 mieszkań  w bloku. Trzeba przyznać, że spory sobie pan Nowak ten kiosk ze szczoteczką i pastą wymyślił. Albo wymyślił sobie właśnie Lidla, Netto czy Biedronkę, bo ich markety  mają zazwyczaj powierzchnię kilkuset metrów2. A może zmieści się obok Lidla jeszcze jakiś MediaExpert?

Zamiast kiosku i hotelu – market!

Ale to tylko spekulacje. Czy  ogromny sklep ze szczoteczkami i pastami   w  hotelu – jak  wynika z planu i obietnic pana Nowaka - czy  jednak  market? Pytanie było zasadne do lipca tego roku. Bo nagle w lipcu tego roku pewna firma z Warszawy pochwaliła się, żeby było śmieszniej, w gazecie samorządowej Bierunia, co też na terenie tym postawi. I czytamy, że dolna kondygnacja o powierzchni 1700m2 będzie handlowa, a górna o powierzchni 900m2 usługowa. Firma już zaczyna budować, bo pisze „pod koniec lata”.
A my zdumieni patrzymy na obowiązujący plan. Mówi on o działalności podstawowej i dodatkowej. Nagle okazuje się,  że „dodatkowej” będzie dwa razy więcej,  niż „podstawowej”. Może kruczkami prawnymi da się to obronić, ale tak po ludzku (wybacz czytelniku kolokwializm) sukinsyństwo!
Firma opisuje dokładnie: na parterze supermarket, drogeria  (Rossman?) i sklep  AGD, a na piętrze lokale usługowe. Znowu zaglądamy w  plan. Tam  nie ma mowy o żadnych lokalach usługowych, tylko o obsłudze biznesu:  biurach i salach konferencyjnych. Czy to znaczy, że zakład kosmetyczny nie będzie zakładem, tylko biurem kosmetycznym? Szewc - biurem szewskim? Tak naprawdę trudno wymyślić, co poza kancelarią prawną i biurem podatkowym może znaleźć się zgodnie z planem na dwóch piętrach „biur i sal konferencyjnych”. Nie trzeba chyba dodawać, że wprawdzie inwestycją  pochwaliła się firma z Warszawy, ale ziemia należy do Grzegorza Nowaka, więc tak czy inaczej, on za tym stoi.


Plan sobie, budowa sobie

W planie zagospodarowania przestrzennego stoi też jak byk  napisane, że na  każde100 metrów handlu i usług mają być nie mniej, niż dwa miejsca parkingowe. Plan  przewiduje 2600 m2 handlu i usług, więc miejsc parkingowych powinno być przynajmniej 52. Tymczasem projekt budowlany  zakłada tylko 45.
Ale ten dziwny projekt zyskał pozwolenie na budowę. Chociaż – jakby nie czytać planu – jest wbrew niemu.
Krzysztof Kosteczko ze starostwa powiatowego, które pozwolenia na budowę wydało mówi, że nie wie, co firma napisała w reklamie, ale on ma projekt budowlany, a w tym projekcie powierzchnia handlowa to nie 1700 tylko nieco ponad 900 metrów, a powierzchnia podstawowa kilkanaście metrów więcej. Więc według niego wszystko jest OK.
Tyle, że pan Krzysztof chyba też plan niezbyt dokładnie poczytał. Bo tam jak byk stoi, że powierzchnia podstawowa ma zajmować więcej miejsca, niż dodatkowa. Tymczasem powierzchnia dodatkowa to nie tylko sam sklep, ale też jego magazyny, zaplecze socjalne i tak dalej. Podobnie jak w powierzchni podstawowej. Tyle, że podstawowa żadnych magazynów nie ma, a nawet – przeciwnie – zaliczono do niej obszerne hole ogólnodostępne, toalety i tak dalej. To wszystko zliczone daje to 900 m2. Powierzchnia handlowa wraz z magazynami ma znacznie więcej. Nijak niezgodnie z planem.


Bunt – ale za późno

Gdy mieszkańcy miasta przeczytali reklamę, a najbardziej dociekliwi zobaczyli też projekt budowlany - w mieście zrobiła się znów awantura. Ale już we wrześniu wszystko może się zmienić. Bo rada miasta po raz kolejny ma dokonać zmian
w planie. Teraz zapewne pozwalając cudotwórcy Nowakowi na budowanie tam, czego żywnie by nie chciał.
To zresztą też cud. Normalnie gdy miasto przystępuje do zmiany planu, informuje o tym w swojej gazecie, zawiadamia przedsiębiorców i tak dalej. Tym razem nic z tych rzeczy. Prawo nakazuje zamieścić informację o wyłożeniu propozycji zmian w planie
w Biuletynie Informacji Publicznej. No to miasto wyłożyło. Ale kto normalny zagląda – zwłaszcza w wakacje - do BIP-u? O tym, że takie wyłożenie miało miejsce, zainteresowani dowiedzieli się na początku sierpnia, gdy minął termin zgłaszania  uwag do planu. Teraz – chociaż cały  Bieruń wrze – na radzie miasta mogą  ogłosić, że uwag  i zastrzeżeń do planu  nikt nie zgłosił.
No więc sami powiedzcie, czy to nie cuda pana Nowaka? Trzech burmistrzów zdążyło się zmienić, 10 lat zdążyło minąć, a on jak miał pomysł postawienia Biedronki (albo Lidla), tak go realizuje, mimo, że w plan zagospodarowania na to nie pozwala i nikt poza nim tego marketu nie chce… 

 
 Dariusz DYRDA

Wywiad

ilustracja

Niezbędny kwiatek do kożucha

Rozmowa z, nauczycielem, pisarzem, propagatorem edukacji regionalnej

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Papież śląski ale niewygodny

Pius X prawie na pewno był Ślązakiem. Ale cicho-sza

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Czas na bakłażana!

Bakłażan, czy oberżyna? Nie do końca wiadomo, która z tych nazw jest bardziej popularna. Wiadomo jednak, że jeśli kiedyś usłyszymy o psiance podłużnej, jajku krzewiastym, bakmanie, czy gruszce miłosnej możemy się bardzo zdziwić...

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Giżyński Gate!

Znowu nas wyrolowali. Rolnicy w swoich sprawach zamiast do Mikołowa, będą jeździć do Częstochowy

więcej

Partnerzy