Sondaż publiczny

Mamy zimę bez śniegu. Czy uważasz, że to:

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Stateczność nie była jego cechą

Stateczność nie była jego cechą

ilustracja

Wracam do rocznicy, która minęła dwa miesiące temu. Otóż 155 lat temu, 1 października 1864 roku urodził się Euzebiusz Stateczny. Postać tę pokrywa kurz niepamięci, a przecież jego życiorys jest prawie gotowym scenariuszem awanturniczego filmu, bowiem Statecznego charakteryzowały nieprzeciętny temperament i nieprzeciętna inteligencja.

Jego rodzice gospodarzyli w Witosławicach, niedaleko Koźla. Jak to było w wielu śląskich rodzinach, marzyli o karierze duchownego dla syna. Po kilku latach nauki w szkole ludowej w Grzędzinie, posłali go do szkół w Raciborzu, co miało być przygotowaniem do dalszej nauki w gimnazjum. Chodziło przede wszystkim o przyzwoite nauczenie się niemieckiego – bo w domu mówiono po śląsku, a w szkołach ludowych tylko oficjalnie obowiązywał niemiecki. W latach nauki gimnazjalnej, mimo nieprzeciętnych zdolności, nasz bohater uzyskiwał raczej kiepskie wyniki, a to dlatego, że po pierwszym okresie onieśmielenia miejskim środowiskiem, zaczął prowadzić życie dość swobodne, wiodąc prym wśród rozhukanych, lubiących wszelkie hulanki i awantury, młodzieńców.

W tym też czasie w Raciborzu krótko przebywał Jan Kasprowicz. Zorganizował on kółko, w którym młodzi Ślązacy mogli poznawać literaturę i historię polską. Do zgłębiania tej wiedzy zapalił się Stateczny natychmiast, co go jeszcze bardziej odciągnęło od odrabiania oficjalnego programu gimnazjalnego. Awanturnicze wyskoki, udział w nielegalnym kółku, kiepskie wyniki w nauce – tego było aż nadto dla szkolnych władz. Pozostawiono go, więc w ostatniej klasie na powtarzanie roku, a wreszcie usunięto ze szkoły. Dla rodziców był to cios. Aby jakoś zrekompensować ich zmartwienie i zawiedzione nadzieje, syn postanowił wstąpić do klasztoru. Ale widać opinia o burzliwym życiu szła za nim, bo nigdzie nie chciano go przyjąć.

Dopiero w Wieliczce ojcowie Reformaci znaleźli dla niego miejsce. Po dwóch latach pobytu w klasztorze, przeniesiono go do Krakowa, by mógł rozpocząć studia uniwersyteckie. Jednak, gdy tylko poczuł trochę swobody, natychmiast dał upust namiętnościom, drzemiącym w jego pełnej temperamentu naturze. To spowodowało cofnięcie zezwolenia na wolne studia uniwersyteckie i skierowanie go na studia filozoficzne u Jezuitów.

Wypady w przebraniu poza klasztorne mury doprowadziły wkrótce do usunięcia go z zakonu. Upór, z jakim zabiegał o ponowne przyjęcie naprawdę godny był lepszej sprawy, tym bardziej, że wszystko świadczyło, iż życie w habicie nie dla niego. Lecz nie dawał za wygraną do tego stopnia, że zawędrował aż do Wenecji, gdzie przyjęto go do zakonu Obserwantów i gdzie uzyskał wreszcie święcenia kapłańskie.

We Włoszech przebywał 10 lat. Posypały się nań różne godności z profesurą w głównym instytucie naukowym zakonu włącznie. Pomyślnie zaczęła się też rozwijać praca pisarska. Jego dysertacje książkowe, pisane po łacinie i po włosku, dotyczące kwestii religijnych, były niezwykle cenione w kręgach teologów i wszystkich zainteresowanych czynnym i pogłębionym życiem religijnym. Zarówno zajmowane godności, jak i liczne publikacje dawały mu niemałe prywatne dochody, pozwalające korzystać z poza klasztornych uroków życia. Z powabów tych korzystał podczas licznych podróży nader chętnie i obficie. Wtedy też spotykał się z Polakami i Ślązakami przybywającymi do Rzymu. To z kolei spowodowało nawiązanie kontaktów i współpracy z redakcjami gazet wychodzących na Śląsku, w Poznaniu, we Lwowie i w Krakowie. Wynikiem tych poczynań była chęć powrotu do kraju. Powrót dodatkowo przyśpieszyła rozwijająca się choroba skórna. Przybył, więc w 1898 roku do Lwowa, po dwóch latach przeniósł się do Krakowa, a następnie objął funkcję gwardiana klasztoru w Alwerni. Ale już po kilku miesiącach samowolnie opuścił klasztor i pojechał do Rzymu. Jednak ze względu na zdrowie powrócił – z krótkim postojem na Węgrzech. Tym razem znalazł miejsce w Osiecznie w Poznańskiem – w murach starego klasztoru, będącego miejscem zsyłki księży skazanych na pokutę.

Sprzyjająca rozważaniom samotność doprowadziła do próby zerwania z zawodem, który wybrał ze względu na rodziców, a o którym sam mówił, że złamał mu życie. Wyjechał do Berlina do przyjaciół z Polskiej Partii Socjalistycznej. Po krótkim zachłyśnięciu się idealizmem nowych myśli społecznych, tym większe przeżył rozczarowanie realiami PPS-u. I choć już wcześniej w swych filozoficznych dociekaniach doszedł prawie do ateizmu i materializmu, to odstąpił od współpracy z socjalistycznymi działaczami. Swoje myśli na ten temat, jak i o całym swoim życiu, zawarł w dwóch pracach o znamiennych tytułach. A mianowicie: „Samoobrona” i „Samopotępienie”.

Jeszcze trzy razy próbował zerwać z zakonem. Chciał nawet wyjechać do Brazylii. Ale pod koniec życia definitywnie pogodził się z losem i pełen rezygnacji hołdował zasadom życia, ustanowionym przez św. Franciszka z Asyżu. Zmarł 6 marca 1921 roku w czasie podróży na Śląsk. Miał 57 lat.

Pozostawił liczne prace filozoficzne i publicystyczne oraz opowiadania – częściowo pisane dialektem śląskim, noszące wspólny tytuł „ Obrazki śląskie”. Tylko mała ich część ukazała się w wydaniu książkowym. Natomiast wszystkie opublikowano w związanej z Korfantym gazecie „Górnoślązak”. Gazeta ta, od początku swego istnienia, to jest od 1901 roku, była atakowana przez ugodowo nastawiony wobec Niemców kler śląski. Dlatego odmówiono poświęcenia redakcji. Ale przebywający we wrześniu 1902 roku u rodziny, Stateczny redakcję poświęcił, za co kardynał Kopp ograniczył go w działalności duszpasterskiej na Śląsku.

W opowiadaniach uderza radykalizm narodowy i społeczny Statecznego. Podejmował także kwestie śląskiej tożsamości z charakterystyczną dla niego ambiwalencją poglądów, co do istoty tej tożsamości, ale zawsze w duchu głębokiej troski o śląski los.

Jerzy Ciurlok

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Wojenna historia dziadka jest w archiwum

Rozmowa z Kamilem Kartasińskim, historykiem, autorem książki „Odszukaj dziadka w…”

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Różne oblicza Jorga

20 listopada (1985 roku) zmarł Jerzy Ziętek, jedna z dwóch, obok Wojciecha Korfantego, kontrowersyjnych śląskich postaci XX wieku. Zresztą w plebiscytach na Ślązaka XX wieku też lokuje się tuż za nim, na drugim miejscu. I pewnie już na zawsze dla jednych pozostanie ikoną, a dla innych symbolem komunistycznego ucisku.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląskie na Barbórkę!

Obchody Barbórki – święta patronki górników św. Barbary, zmieniała się przez lata – kiedyś było to święto stricte rodzinno–religijne, a od lat 80 XX wieku, za sprawą zmian politycznych, przekształciło się w imprezę, która bardziej niż z obrzędem religijnym zaczęła mieć związek po prostu z zabawą - zresztą od tamtego czasu zaczęła się nazywać… karczmą piwną. A dzisiaj? Niestety, Barbórka coraz częściej ogranicza się do symboliki.

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy