Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że nasze miejscowości mają dobrą ofertę naferie dla dzieci?

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Żeby nie było nic! Nic, poza głupotą!

Żeby nie było nic! Nic, poza głupotą!

ilustracja

Najtrwalsze są stereotypy. Zauważyli Państwo zapewne niejednokrotnie, że opinia raz ukuta o kimś lub o czymś jest nie do ruszenia, nawet wtedy, gdy fakty przeczą jej w sposób oczywisty. Czyli, że oczywistą oczywistością jest - by użyć ulubionego zwrotu jednego
z naszych złotoustych polityków - iż obiektywna rzeczywistość ma się nijak do subiektywnych wyobrażeń i wrażeń.
Jak rzadko gdzie, sprawdza się to, o czym mówię, w stosunku do życia kulturalnego w naszym regionie. Górny Śląsk w przeszłości z upodobaniem przedstawiano, jako "pustynię kulturalną". O kreowanych tu zjawiskach artystycznych w ogólnopolskich, a czasem i lokalnych mediach, mówiono z pobłażaniem lub lekceważeniem a nawet z lekką pogardą. Za ten stan rzekomej mizerii na polu kultury obwiniano lokalną społeczność, której tzw. potrzeby wyższe ponoć nie wykraczały powyżej piłkarskiego meczu i występu orkiestry dętej - oczywiście przy nieodłącznym kuflu piwa
i krupnioku. Tym dość ograniczonym gustom sprzyjać miały władze polityczne ustanawiane tutaj przez kolejne Rzeczpospolite.
Jeszcze niedawno słyszałem powtarzaną z upodobaniem banialukę, jakoby za sprawą protestów śląskiej klasy robotniczej "zdjęto" niegdyś z telewizyjnej anteny "Kabaret Starszych Panów". Młodych czytelników informuję, że było to jakieś 50 lat temu, a stało się to z powodu niechęci żony przywódcy partii i narodu, Władysława Gomułki, do występującej w tym kabarecie Kaliny Jędrusik – więc sprokurowano listy rzekomych protestów od żon śląskich górników. Na marginesie; dobrze, że nie wszyscy przywódcy mają żony; choć niektórzy inwencji w nakazywaniu bądź zakazywaniu mają aż nadto – także bez pomocy żony i kochanki razem wziętych.
Stereotyp, że na Śląsku nie można niczego ambitnego w dziedzinie sztuki dokonać, przez wiele lat był znakomitym usprawiedliwieniem dla tych, którzy uciekli stąd po blichtr warszawskiej lub krakowskiej sławy; dla tych, którzy po kilkuletnim zbieraniu doświadczeń artystycznych i niezłych apanaży, postanawiali gdzie indziej spożytkować zgromadzony na Śląsku kapitał - zarówno ten materialny jak też zawodowy; i dla tych, którzy byli zwyczajnymi nieudacznikami,
a swoje nieuctwo, lenistwo i twórczą indolencję tłumaczyli tzw. "czynnikami obiektywnymi", czyli rzekomo niesprzyjającym okolicznościom i otoczeniu.
Przy okazji nie zauważano, że ta ponoć ciemna i prymitywna masa ludzi zamieszkujących Górny Śląsk, a w szczególności jego region przemysłowy, tysiącami bierze udział w ruchu śpiewaczym, zaś dla chórów pisali m.in. najlepsi śląscy kompozytorzy. Również ci awangardowi: Kilar, Górecki, Gabryś czy Szalonek i inni. Że w nie mniejszej liczbie „zwyczajni” Ślązacy, te „chłopy od ciężkiej roboty”, grali w orkiestrach dętych, które w repertuarze miały standardy jazzowe, zanim jeszcze zaczęły je grać polskie orkiestry rozrywkowe. Że wielotysięczna rzesza „zwyczajnych” Ślązaków zaspokaja swoją potrzebę artystycznej twórczości w setkach zespołów muzycznych, estradowych, folklorystycznych, a nawet symfonicznych, w dziesiątkach zespołów teatralnych i plastycznych, w kołach literackich i grupach tanecznych, a jednocześnie gremialnie jeździ do opery, operetki, teatru i na koncerty.
Nigdzie na taką skalę nie rozwinęła się amatorska twórczość artystyczna jak na Górnym Śląsku. Amatorska, lecz nie rzadko na zawodowym poziomie. Nigdzie ludzie tak masowo nie uczestniczyli w życiu kulturalnym jak właśnie tutaj. Dzięki temu funkcjonują tu najlepsze w kraju orkiestry symfoniczne i artystyczne uczelnie. Dzięki temu tak wiele jest tu dziś zespołów określanych, jako grupy alternatywne i awangardowe. Dzięki temu tak wielu artystów z różnych dyscyplin sztuki ma śląski rodowód. A mimo to, stereotyp o "kulturalnej pustyni" wciąż ma się nieźle. Być może on, a może jeszcze coś, jest przyczyną, że gdy przydziela się ministerialne fundusze na kulturę, śląskie województwa są na szarym końcu. Lecz ostatnio stało się coś niebywałego! Tę tendencję podjęły, ku niepomiernemu zdumieniu wszystkich zainteresowanych, nowe władze samorządowe Województwa Śląskiego i znacznie obcięły nakłady na wiodące instytucje kultury
w regionie. Takiego horrendum chyba nikt się nie spodziewał, choć politycy już niejednokrotnie udowadniali - i pewnie jeszcze nieraz udowodnią - że potrafią przebić swoimi poczynaniami wyobraźnię najbardziej surrealistycznie usposobionego ćpuna po końskiej dawce LSD. Można się więc zastanawiać, co oni „wciągają”, po czym mają takie nietuzinkowe pomysły?•

 Jerzy CIURLOK

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Zbiorowe wyparcie

Z Markiem Łuszczyną, autorem „Polskich Obozów Koncentracyjnych” rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Biały pułkownik

Komisarz stanu wojennego, który stanął po stronie załogi

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zozwór, jak go tu dawniej zwano

Przyszedł styczeń - miesiąc postanowień noworocznych. Podziwiam z dumą powtarzane hasła w stylu: Nowy Rok – nowa ja. Albo „nowy ja”, bo coroczne szaleństwo dotyczy wszystkich, bez wyjątku. Dla tych, którzy za chwilę po raz pierwszy włożą buty do biegania i postanowią zafundować swojemu nieprzygotowanemu organizmowi terapię szokową (albo już to zrobili i czekają na efekty) mam dwie wiadomości - jak w kawałach... złą i dobrą. Pierwsza jest taka, że z kiepską odpornością i kondycją prawie na pewno zapracujecie na przeziębienie, a druga – żeby nie zniechęcać tak do gruntu – są na to sposoby. Dobre i domowe. Sprawa wygląda tak – chcecie igrać ze styczniową pogodą? Zróbcie zapas imbiru!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Mały ZUS, wielkie cygaństwo!

Z dniem 1 stycznia wszedł „mały ZUS”. Obecne władze reklamują ją jako niezwykłą ulgę dla mikroprzedsiębiorstw. A ja zakładam się w ciemno, że na terenie działania całego tyskiego urzędu skarbowego załapie się na nią nie więcej, niż 100 przedsiębiorców. A może mniej, niż 20. Bo tak naprawdę ci, którzy spełniali kryteria wymyślone przez  rząd PiS-u, albo już umarli z głodu, albo wyemigrowali zbierać pomidory do Holandii, albo zamknęli firmę, żeby iść do najgorzej nawet płatnej roboty.

więcej

Partnerzy