Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że strajk nauczycieli służy oświacie, czy też szkodzi uczniom?

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Płacz i płać! Albo odwrotnie...

Płacz i płać! Albo odwrotnie...

ilustracja

W ubiegłych latach o tej porze wielu z nas zasiadało nad stosem rachunków, by rozliczyć się z fiskusem. Rwąc włosy z głowy i gryząc palce oraz końce długopisów, złoszcząc się i złorzecząc, wreszcie wyrzucając sobie nieskorzystanie z fachowej pomocy odpowiedniego biura. Było coś heroicznego w tej naszej walce z kolumnami cyfr, które na końcu i tak się nie chciały zbilansować, choć po drodze niby wszystko się zgadzało. I nawet dziesięć stosownych poradników z różnych gazet
i Urzędu Skarbowego - napisanych z resztą tak nieludzkim językiem, że do każdego z nich powinien być dołączony słownik - nie było w stanie nam pomóc.
Tak na marginesie, to moje śląskie ucho wciąż nie może przywyknąć do niektórych sformułowań i gdy słyszę reklamę w rodzaju: "Pomożemy wam wypełnić wasze PIT-y" - to wybucham śmiechem, bo po drugiej stronie widzę nie specjalistę od księgowości, lecz stręczyciela, czyli "alfonsa". Jeszcze gorzej jest, gdy jakiś młodzieniec radosnym głosem oświadcza: "My za was wypełnimy wasze PIT-y". Szczególnie głupio czuję się w takim momencie przy żonie. Być może nie wszyscy czytelnicy rozumieją, o co chodzi, ale obeznani ze śląskim słownictwem wiedzą i mogą wyjaśnić tym, którzy nie wiedzą. A tak całkiem poważnie, to nie wiem, dlaczego nie zwraca się uwagi na takie niuanse. Czy może, dlatego, że wszystko staje się byle jakie, skundlone - język też? A może to ja się niepotrzebnie czepiam?
Ale przecież z takich drobiazgów składa się życie. A ja wzdycham
z utęsknieniem do tej niegdysiejszej dbałości o formy postępowania, do tej śląskiej staranności w obyciu
z ludźmi. Wszak wtedy nawet przekroczenie tych norm miało pewien smak i znaczenie. A dziś już nie za bardzo jest co przekraczać. Ale to dygresja. Najważniejsze jest to, że uwolniono nas nareszcie od owej katorżniczej mordęgi wypełniania obmierzłych formularzy podatkowych. Przynajmniej sporą część spośród nas, zwyczajnych zjadaczy chleba, uszczęśliwiono tą wolnością. Co prawda, żeby to i owo zmienić, lub uzupełnić, musimy zagłębić się w czeluści wirtualnej przestrzeni, ale w porównaniu z tamtą gehenną, to już relaksująca zabawa. Za to od jednego zapewne nigdy się nie uwolnimy; od nieuchronności płacenia podatków. Tzn. do momentu spotkania z tą drugą, ostateczną nieuchronnością...
Płacić podatki trzeba było zawsze. W dawnych wiekach było pogłowne, podymne, pomurne, poradlne i cała masa innych opłat pobieranych przez władze miejskie, zwierzchność książęcą i kościół. Jedne z najstarszych i najobszerniejszych rachunków zachowały się w księgach Wrocławia z lat 1299-1358. Dzięki nim wiemy, że stałe opłaty pobierano dwukrotnie:
1 maja i 29 września. Wiemy, kto
i ile płacił, ile wpływów z kar za włóczęgostwo, zakłócanie ciszy nocnej i za lanie zbyt małych miar piwa. Wiemy, że wspólną opłatę wnosili drobni handlarze, olejarze i nierządnice - co przyznacie Państwo jest intrygującym połączeniem. Panie lekkich obyczajów były zresztą pod bezpośrednim nadzorem rady miejskiej i w rachunkach z 1387 roku wśród wydatków widnieje frapująca zapiska: "Najprzód pół wiardunku ladacznicom". I tu już nam zaczyna wyobraźnia pracować; ciekawe, za co im aż tyle zapłacili? A przyczyna mogła być całkiem prozaiczna, bowiem miasto nie tylko pobierało opłaty, ale też pokrywało ważne wydatki, inwestowało, miało fundusze na cele charytatywne, reprezentacyjne, na nagrody dla artystów, intelektualistów i na coś w rodzaju stypendiów. Ach, łza się w oku kręci, gdy spogląda się na ten dawny Śląsk.
Był jeszcze jeden rodzaj daniny; "denar świętego Piotra", czyli świętopietrze odprowadzane do Rzymu. Miało być pobierane od każdego mieszkańca, dzięki temu wiemy, że na przykład w 1335 roku było w Piekarach i Reptach po 192 podatników, w Siewierzu 256,
w Wojkowicach 64, a Grodźcu i Koziegłowach po 128. Intencją papieża było, by płacili wszyscy bez różnicy płci, wieku, stanu i narodowości. Ale w praktyce wolni od daniny byli nie tylko Żydzi - co jest rzeczą naturalną, ale także cudzoziemcy, ludzie bez stałego miejsca zamieszkania, biedota - co oczywiste, ale też zamożne rycerstwo i duchowieństwo - co już trudniej uzasadnić.
Zresztą ze świętopietrzem na Śląsku z czasem powstały ogromne perypetie, gdyż coraz liczniejsi osadnicy z Niemiec nie chcieli go uiszczać. Wiązało się to z tym, że
w Niemczech takiego haraczu po prostu nie było, a pobierano go tylko w Anglii, Czechach, Polsce,
w Skandynawii i na Węgrzech. Papiescy poborcy zaczęli więc napotykać na liczne przeszkody, w niektórych miastach formę "pogłówną" płacenia zamieniono na ryczałt, aż wreszcie Mikołaj Bancz, kanonik katedry Wrocławskiej zorganizował w latach 30-tych XIV wieku istny front przeciwko papieskim kolektorom tak, że jeden z nich musiał szybko z Wrocławia uciekać, a schronienie dał mu dopiero książę oleśnicki Konrad - jeden z ostatnich śląskich Piastów, zachowujących dobre stosunki
z Kościołem i kurią papieską. Za to 11 innych książąt nie płacących świętopietrza obłożono klątwą. Nic to jednak nie dało, bo książęta się nie przejęli a cała sprawa utonęła wśród meandrów kościelnych przepisów i rachunków.
Był to moment, gdy związki Śląska z instytucją kościelną mocno się rozluźniły – choć po wiekach okazało się, że nic nie trwa wiecznie i sytuacja się odwróciła; ale to już zupełnie inny temat.•

 Jerzy CIURLOK

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Rowery nie zastąpią samochodów, ale ….

Rozmowa z Wiesławem Bełzem, prezesem stowarzyszenia Rowerowe Katowice

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Odchodzący świat waserturmów

Od  dziesięcioleci stanowią nieodłączny  element naszego krajobrazu, a  nierzadko też punkt  orientacyjny, bo widać je  z daleka. Teraz jednak odchodzą, podobnie jak wiele innych obiektów  wczesnej epoki industrialnej. Trudno ratować każdą starą fabryczkę, ale waserturmów szkoda, bo mają szczególne piękno. Są jakieś takie dostojne. Zaś te w naszej  najbliższej okolicy najwyraźniej nie mają szczęścia do właścicieli.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Rosole mio!

Dużo jest smaków bez których nie wyobrażamy sobie kuchni. I co ciekawe, najczęściej są to proste potrawy - jedzenie, które od zawsze nam towarzyszy i do którego najczęściej wracamy. Pamiętam jak wyjechałam z domu do akademika, myśląc, że teraz w końcu będę mogła jeść tylko to, na co będę miała ochotę. Rebelia, prawdziwa wolność, słowem: czyste szaleństwo. Pizza, zupki chińskie, hamburgery i tony słodyczy na okrągło. Nawet nie wiem jak to się stało, że pewnego dnia, po zaledwie kilku miesiącach sielanki, wykonałam ten jeden, przełomowy w życiu prawie każdego, młodego człowieka telefon - „Babciu...to jak się robi ten cały rosół”? 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Ziobro szuka mafii górniczej

Minister wie lepiej od sądu?

więcej

Partnerzy