Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Co myślisz o księdzu, który zrzucił sutannę

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Śląski Faust, Śląski Diabeł i inni. Cz. II

Śląski Faust, Śląski Diabeł i inni. Cz. II

ilustracja

   Jeśli ktoś sądzi, że źródłem gigantycznego rozwoju Górnego Śląska w dobie industrializacji był węgiel kamienny, to jest w wielkim błędzie. Węgiel nabrał pierwszoplanowego znaczenia właściwie dopiero w PRL, gdy był nie tylko podstawowym surowcem energetycznym, lecz przede wszystkim jedyną międzynarodową walutą państwa. Straszliwą za to cenę zapłacił Górny Śląsk, nazywany nie bez powodu „Katangą”; bo też na kolonialną modłę odbywała się eksploatacja jego bogactw. Natomiast w dobie industrializacji podstawowym źródłem bogactwa i postępu było żelazo. Ale i ono ustąpiło cynkowi, który - jak niegdyś srebro i ołów - stał się dla Śląska niewyobrażalnym skarbem. Węgiel w tym wszystkim był „ubogim krewnym” pełniącym, służebną rolę wobec hutnictwa. Co nie znaczy, że nie był ważny. Był, gdyż ułatwił te wszystkie procesy.

   W 1768 roku, gdy otwierano pierwszą kopalnię węgla kamiennego w Murckach, Pszczyńskim Wolnym Państwem Stanowym zarządzał Friedrich Erdmann Anhalt–Koethen von Pless. Sprowadzał on z innych krain niemieckich fachowców do rodzącego się przemysłu, których brakowało na miejscu. Wśród nich, z gór Harzu, przybył wybitnie uzdolniony inżynier Johann Christian Ruberg. Jego głównym zadaniem było rozwijanie i unowocześnianie wytwórstwa szklarskiego. Któregoś razu, na dnie pieca muflowego do wytopu szkła, pojawił się metal. Był to cynk, który po odparowaniu z surowców użytych do wytopu szkła, skroplił się w czystej postaci. Inżynier Ruberg, nazwany później „Śląskim Faustem”, natychmiast opracował nowatorską metodę wytapiania cynku w czystej postaci, na przemysłową skalę. Stało się to najprawdopodobniej w roku 1792. Anhaltowie natychmiast otoczyli wynalazek tajemnicą, ale trwała ona mniej więcej tak długo, jak tajemnica wyrobu miśnieńskiej porcelany. W 1798 roku, za sprawą jednego z pracowników, już tajemnicą nie była. W roku 1837, po chwilowym załamaniu hutnictwa cynkowego w roku 1820, na Górnym Śląsku było 49 cynkowni, a towarzyszyły im kopalnie galmanu (rudy cynku) w liczbie kilkunastu.

    Mówiąc kolokwialnie: za cynk brał się kto mógł i potrafił. A kilku potrafiło i to znakomicie. Między innymi, przybyły na Śląsk, rok po dokonaniu wynalazku przez Ruberga, inny inżynier, specjalista w dziedzinie metalurgii żelaza, John Baildon. Choć jego zadaniem był rozwój hutnictwa żelaznego, nie pomijał innych dziedzin przemysłu. To on był współtwórcą pierwszej głębinowej kopalni węglowej i sztolni wypływowej w Zabrzu. To dziś muzealna Sztolnia „Luiza”. Zaprojektował też i nadzorował budowę Kanału Kłodnickiego. Nic dziwnego, że gdy tylko „objawił się” wynalazek Ruberga, człowiek tak wybitnie i wszechstronnie utalentowany – a przy tym niezwykle rzutki przemysłowiec – zainteresował się jego spożytkowaniem. Zaczął od ulepszenia konstrukcji pieca muflowego do ciągłego wytopu cynku, a następnie wybudował hutę na Wełnowcu. Nosiła ona miano „Helena” - od imienia żony Baildona. Baildonowskie piece działały jeszcze pod koniec XX wieku. Niestety, współcześnie rozebrano ten jeden z najważniejszych europejskich zabytków industrialnych. John Baildon nie poprzestał na tej jednej cynkowni. W Brzozowicach miał hutę  „Nowa Helena”. A jeszcze w roku 1811 został budowniczym i współwłaścicielem kopalń galmanu i huty cynku w Szarleju (obecnie dzielnica Piekar Śląskich).

    Mniej więcej w tym samym czasie „objawił się” na Górnym Śląsku „król cynku” - bo takie miano nadali potomni Karlowi Godulli (po polsku zwanemu Karol Godula). Ale posądzano go także o konszachty z „siłami nieczystymi” stąd przydomek „Diabeł”. Pochodził on ze skromnej lecz nie biednej rodziny chłopskiej; włościańskiej – jak mówiono na Śląsku. Rodzice zauważyli nieprzeciętne zdolności syna i posłali go – po ukończeniu szkoły powszechnej w Przyszowicach – do cysterskiego gimnazjum w Rudach Wielkich (dziś Rudy Raciborskie), a następnie do szkoły w Opawie. Gdy stamtąd wrócił w roku 1801, został zarządcą i głównym ekonomem w dobrach rodziny Ballestremów w Rudzie Śląskiej. Swego pracodawcę, Karla Franza Grafa von Ballestrema namówił do zainwestowania w przemysł cynkowy.

W 1812 roku powstała huta, którą Godulla nadzorował i w czasie budowy i po uruchomieniu. Nazywała się „Karlhüte”. Była ona najnowocześniejszym tego typu zakładem w Europie. Opisywały ją też europejskie gazety, nazywając „ósmym cudem świata”. Karl Godulla został nie tylko jej zarządcą, ale w dowód wdzięczności, w roku 1815 von Ballestrem uczynił go udziałowcem. To było źródło pierwszych większych dochodów przyszłego przemysłowca. Dzięki nim w roku 1823 zbudował własną już kopalnię galmanu „Maria”. W 1828 roku, kolejny z Ballestremów, Karl Ludwik, dołożył jeszcze Goduli udziałów w posiadanej hucie cynku. Niestety, jego z kolei syn pozbył się rosnącego w znaczenie i bogactwo zarządcy – co  eufemistycznie nazywa się, że: „Godula odszedł na swoje” - by przekształcić swoje majętności w spółkę. To samo zrobiła wiele lat później z majętnościami Karla Godulli jego spadkobierczyni; Johanna Schaffgotsch von Schomberg–Godulla z domu Grycik. A było co przekształcać, bo Godulla kupił rozległe dobra ziemskie, kolejne dwie kopalnie galmanu: „Stein” i „Rosalia”, a także huty cynku: „Morgenroth” i „Gute Hoffnug”. Majątek ten stale się pomnażał, także po jego śmierci.

Karl Godulla był pierwszym przemysłowcem nowego typu; połączył ze sobą różne gałęzie gospodarowania: rolnictwo, leśnictwo, górnictwo cynku i węgla, hutnictwo, wydobycie glinu, budownictwo, a wreszcie transport i handel. Był też eksperymentatorem w dziedzinie chemii. Wszystko to pomogło nie tylko przetrwać kryzysy, lecz rozwijać się nawet podczas ich trwania, bowiem znakomicie ze sobą współdziałało, czego czytelne dowody widoczne są do dziś.

Jerzy Ciurlok

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Szybkie te szparagi

Szybko się pojawiają i szybko znikają, ekspresowo gotują. Sezon trwa w najlepsze, mamy jeszcze szansę – do czerwca, to korzystajmy! Szparagi to jedna z odsłon wiosny, bo poza tą porą roku trudno je dostać, a wiadomo jak to ze szparagami bywa – nic nie zastąpi młodych i pachnących pędów! Mamy szczęście, bo w Polsce z roku na rok pojawia się coraz więcej upraw tych niezwykłych warzyw, szczególnie w południowo – zachodniej części kraju. Nie można nie skorzystać. Drodzy Państwo – ostatni dzwonek na szparagi!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Niebezpieczne rośliny

Przy okazji Dnia Dziecka warto ostrzec rodziców, że ich pociechy – te starsze – mogą zechcieć sięgnąć po jakieś psychoaktywne używki. I wcale nie uchroni przed tym brak kieszonkowego na dopalacze czy „marychę”, brak znajomości z dilerem. Młodzież, doskonale poruszająca się w internecie, bez problemu znajdzie rosnące wokół nas rośliny narkotyczne. Bo nie myślcie, że takie żyją tylko w dalekich krajach. Nasze lasy, łąki, jeziora a nawet ogrody, są ich pełne. I coraz więcej dzieci o tym wie. Warto więc, by wiedzieli też rodzice i dziadkowie.

więcej

Partnerzy